Biskupi przed sądem o molestowaniu w Koszalinie

Biskupi przed sądem o molestowaniu w Koszalinie
PAP/Wojtek Kamiński

 

12.09

Takiego przesłuchania jeszcze nie było. Najważniejsi dostojnicy kościoła nie zjawili się osobiście w Koszalinie - użyto nowoczesnych technologii i całe przesłuchanie miało formę telekonferencji.

Byli ordynariusze diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej kard. Kazimierz Nycz i abp. Marian Gołębiewski zeznali w piątek przed sądem w Koszalinie, że nie mieli informacji o pedofilskich skłonnościach księdza Zbigniew R. z Kołobrzegu.

Obaj hierarchowie zostali przesłuchani w cywilnym procesie o zadośćuczynienie za molestowanie przez księdza.

Sprawę diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej, parafii pw. Św. Wojciecha w Kołobrzegu i jej byłemu proboszczowi Zbigniewowi R. wytoczył molestowany przez niego w dzieciństwie Marcin K. Mężczyzna domaga się od pozwanych solidarnie 200 tys. zł i przeprosin na łamach "Newsweeka", "Polityki" i "Gazety Wyborczej".

Do molestowania seksualnego przez kapłana dochodziło w latach 1999-2001. Za te czyny Zbigniew R. został w 2012 r. skazany na 2 lata więzienia. Karę zaczął odbywać w listopadzie 2013 r. W czerwcu br. został w związku z tą sprawą wydalony ze stanu kapłańskiego.

Metropolita warszawski Kardynał Nycz był biskupem koszalińsko-kołobrzeskim w latach 2004-2007. Podczas piątkowego przesłuchania powiedział, że w czasie pełnienia funkcji w Koszalinie nie miał żadnych wiadomości o skłonnościach pedofilskich księdza R., nikt nie rozmawiał z nim na ten temat, nie informowali go też współpracownicy z kurii.

Kardynał zeznał, że pod koniec jego urzędowania w Koszalinie dochodziły do niego głosy o homoseksualnych skłonnościach księdza R., ale dowodów na to nie było.

Abp. Marian Gołębiewski (obecnie senior archidiecezji wrocławskiej) diecezją koszalińsko-kołobrzeską kierował w latach 1996-2004. Jak zeznał w piątek to on ustanowił Zbigniewa R. proboszczem nowej parafii pw. św. Wojciecha w Kołobrzegu, bo słyszał, że jest dobrym organizatorem. Było to w roku 1998.

Mówił, że jakieś 2,3 lata później dotarły do niego informacje - jak powiedział - chyba od księży o homoseksualnych skłonnościach Zbigniewa R. Biskup wysłał mu wówczas upomnienie kanoniczne i sprawa się uciszyła. O pedofilskich skłonnościach księdza R. informacje do kurii nie docierały - zeznał abp. Gołębiewski.

Proces z powództwa Marcina K. toczy się od czerwca br. przed Sądem Okręgowym w Koszalinie. Powód jest wspomagany pro bono przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.

Pozew został oparty na artykułach 23, 24, 416 i 430 kodeksu cywilnego. Dwa pierwsze przepisy mówią o ochronie dóbr osobistych. Dwa kolejne dotyczą obowiązku naprawienia szkody przez osobę prawną - w tym przypadku diecezję i parafię - wyrządzoną z winy jej organu oraz odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną prze podlegającego kierownictwu przy wykonywaniu powierzonej czynności.

Pełnomocnicy diecezji i parafii kwestionują zasadność powództwa w całości. Jak mówił dziennikarzom mec. Krzysztof Wyrwa "na gruncie obowiązującego prawa brak jest jakichkolwiek podstaw do przenoszenia na diecezję i parafię odpowiedzialności za czyn, którego dopuściła się inna osoba".

Natomiast pełnomocnik Zbigniewa R. uznał roszczenia Marcina K., ale jedynie do wysokości 2 tys. zł, gdyż tylko na takie zadośćuczynienie stać jego klienta, obywającego od listopada 2013 r. karę 2 lat więzienia.

Wytoczony diecezji, parafii i byłemu kapłanowi Zbigniewowi R. przez Marcina K. proces ma charakter precedensowy. Sprawa będzie kontynuowana w listopadzie.(PAP)