Dramat chorego chłopca. Urzędnicza bezduszność nie zna granic

Panią Małgorzatę życie nigdy nie rozpieszczało. Najpierw chory psychicznie mąż i przemoc, później choroba jej synka Huberta. Kobieta bez pracy i perspektyw błaga burmistrza o pomoc. 

Urzędnicy pomogli pani Małgorzacie na swój sposób. Dali jej mieszkanie komunalne w Borkach, pod Piszem, pełne wilgoci i pleśni, gdzie chłopiec dodatkowo nabawił się astmy.

Latem rodzina jakoś sobie radzi, ale gdy robi się chłodno, jest źle. Oprócz pleśni na ścianach, piece wydzielają w mieszkaniu szkodliwy dla chłopca dym.

Mimo tego, że kobieta sama jest chora, to chce pracować i nie czeka na łaskę. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że kiedy dochód rodziny przekroczy 350 złotych, zostanie im odebrane mieszkanie. Rodzina żyje wyłącznie z dodatku pielęgnacyjnego chłopca.

Kobieta nie prosi o wiele. Wystarczy niewielkie mieszkanie i jakaś praca, żeby mogła utrzymać siebie i synka. Dla piskiego magistratu to wciąż za dużo.