Mistrzowie odchodzą. Ostatni turniej Zagumnego, Wlazłego i Ignaczaka

Mistrzowie odchodzą. Ostatni turniej Zagumnego, Wlazłego i Ignaczaka
PAP/Andrzej Grygiel

Podczas gdy popularni "Guma" i "Igła" już wcześniej zapowiadali, że jest to ich ostatni turniej w narodowych barwach, oświadczenie Wlazłego było sporą niespodzianką. Dopiero teraz, po czterech latach przerwy, wrócił do kadry i wydawało się, że tak dobrze dogaduje się z trenerem Stephanem Antigą, iż dotrwa do igrzysk w Rio de Janeiro.

"W trakcie mojej pierwszej rozmowy ze Stephanem powiedziałem, że wracam na jeden sezon. On to zaakceptował. Chciałem pomóc drużynie, jak najlepiej potrafiłem. Są na dobrej drodze. Widać uśmiech, wolę walki, pewność siebie. Trzeba było im pokazać, jak obejść pewne rzeczy. Zobaczyli, że zabawą, takim cieszeniem się trochę dziecinnym, można przebrnąć przez trudne chwile" - powiedział Wlazły.

Zawodnik, który został wybrany najbardziej wartościowym graczem tego turnieju, przyznał, że decyzja wcale nie była łatwa, ale jej nie cofnie.

"To było trudne. Oczywiście, że jest mi szkoda, ale trzeba spojrzeć w przyszłość. Jestem starym zawodnikiem. Czas na młodzież. To może pozwoli nam cieszyć się za dwa lata z medalu olimpijskiego. Jeszcze do mnie to wszystko nie dociera. Jutro, jak się obudzę i nic się nie zmieni, to uwierzę" - przyznał.

Konkretnie o przyczynach decyzji wycofania się w takim momencie, nie chciał mówić. "Jest ich kilka - sprawy zdrowotne, osobiste" - powiedział Wlazły.

"Trzeba patrzeć w przyszłość i zaufać młodym atakującym. Myślę, że Dawid Konarski jest na tyle fajnym człowiekiem i dobrze wyszkolonym technicznie, że musi grać i zdobywać boiskowe doświadczenie. Za dwa lata będzie stanowić o sile tego zespołu. Trzeba zatem w niego zainwestować" - zaapelował.

Wspomniał także o Bartoszu Kurku, który w tym sezonie został skreślony przez Antigę. "To jest bardzo wartościowy gracz i trzeba dbać o to, by był w dobrej dyspozycji" - dodał.

Wlazły po czterech latach wrócił, bo chciał się przede wszystkim pożegnać z publicznością. "Przez te kilka lat, kiedy nie było mnie w kadrze, wielu ludzi mnie nienawidziło, mówiono różne rzeczy, a ja chciałem się ze wszystkimi pożegnać. To są moje wymarzone podziękowania w stosunku do wszystkich, którzy mnie wspierali" - zaznaczył.

Wyraził także nadzieję, że ta grupa, która zostanie w kadrze będzie w stanie powalczyć o coś wielkiego także w przyszłości.

"Mam nadzieję, że oni będą pamiętać, co tutaj się działo i przede wszystkim, jak do tego doszło. To w jaki sposób się zachowywali na boisku i cieszyli z każdego małego punktu. I będą to wcielać w każdą kolejną grę" - zakończył.

Bardzo szczęśliwy był Ignaczak. On wprawdzie w tej imprezie rozegrał tylko jeden mecz - z Kamerunem w 1. rundzie, ale i tak może czuć się częścią tej reprezentacji. Był z nią na dobre i na złe.

"Przed turniejem powiedziałem, że jak wywalczymy złoto, to jest to koniec mojej reprezentacyjnej kariery i tak też jest. Myślę, że mamy szereg bardzo dobrych zawodników. Na każdej pozycji wyrastają młodzi adepci. Cała Polska zachłysnęła się teraz naszym sukcesem i myślę, że wyprodukuje kolejnych Wlazłych, Winiarskich i Zagumnych. Mam nadzieję, że w niedługim czasie to oni będą cieszyć wasze oko" - powiedział.

Ten złoty medal to dla niego także coś wielkiego. "Walczyliśmy do samego końca, pokonaliśmy trudy tego turnieju, a było ich wiele. Nie mieliśmy łatwo, ale jak idzie się ciągle pod górę, to nie należy narzekać, bo wtedy dojdzie się na sam szczyt. My się na niego wdrapaliśmy" - mówił.

Ignaczak jest przekonany, że kadra i bez niego świetnie sobie będzie radzić w kolejnych latach. "To młody zespół i na pewno nie zabraknie im ambicji, ani woli walki. Przed nimi jeszcze długa droga i życzę im wszystkiego najlepszego. Będę im teraz mocno kibicować i wspierać. Jeżeli będzie trzeba doradzić, to jestem do dyspozycji" - zapewnił.

Antigę pochwalił zwłaszcza za włożoną pracę mentalną. "W trudnych momentach powtarzał nam, żebyśmy cieszyli się grą i to było widać właśnie w tych krytycznych chwilach. Kiedy zespoły przeciwne zyskiwały przewagę, myśmy czerpali przyjemność z gry i nigdy nie odpuściliśmy" - przypomniał.

W samych superlatywach wyrażał się o Mateusze Mice, który okazał się największą niespodzianką polskiej drużyny. "To jest na pewno odkrycie całych mistrzostw. Ale nie zapominajmy, że i Paweł Zatorski na pozycji libero spisał się celująco. Moim zdaniem nagród indywidualnych dla Polaków powinno być znacznie więcej" - ocenił Ignaczak.

Zaapelował także o to, by w końcu zacząć porównywać młodych zawodników do polskich gwiazd, a nie szukać wśród zagranicznych nazwisk.

"Mika jest trochę jak Tomasz Wójtowicz. Szukajmy u siebie, a nie u innych. Taka polska myśl szkoleniowa połączona z francuską jest dobra. W przekroju kilku ostatnich lat nasza siatkówka osiąga sukcesy. Może z przerwami, ale tych radości dostarczamy najwięcej. Może warto się zastanowić nad tym, czy to nie my uczymy innych grać w siatkówkę, a nie oni nas" - zakończył.

Zagumny przyzwyczaił z kolei wszystkich, że mówi niewiele. A jak już coś powie, to zawsze trafnie. Tak było i tym razem.

"Stephane wykorzystał idealnie naszą trójkę. Myślę, że to jest wymarzony koniec. Fabian Drzyzga zagrał wspaniałe mistrzostwa świata, bez niego nie doszlibyśmy do finału. Ja pomogłem w meczu o złoto i chyba lepszego zakończenia kariery nie mógłbym sobie wymarzyć" - spuentował.

W narodowych barwach grał 18 lat. "I przeszedłem każde stadium - od bolesnych porażek po piękne zwycięstwa. Tym bardziej się cieszę, że kończę to ze złotym medalem na szyi" - podkreślił.

(PAP)