Katarzyna W. znów przed sądem. Biegli nie pozostawiają wątpliwości

Katarzyna W. znów przed sądem. Biegli nie pozostawiają wątpliwości
PAP/Andrzej Grygiel

Specjaliści byli we wtorek przesłuchiwani w procesie odwoławczym Katarzyny W., skazanej w I instancji na 25 lat więzienia za zabicie swojej półrocznej córki. Kolejna rozprawa w środę. Sąd będzie kontynuował przesłuchanie biegłych.

Składając apelację od tego wyroku, obrońca wskazywał, że przyczyną śmierci niemowlęcia mógł być laryngospazm, do którego miałoby dojść po upadku dziecka na podłogę. Adwokat zakwestionował pierwszą opinię biegłych. M.in. na jej podstawie sąd I instancji uznał, że nie doszło do wypadku, ale zabójstwa dziecka.

Pierwsze posiedzenie w procesie odwoławczym Katarzyny W. odbyło się w kwietniu. Sąd zdecydował wówczas, że dla rozstrzygnięcia wątpliwości zgłaszanych przez obronę konieczna jest uzupełniająca opinia dotycząca przyczyn śmierci dziecka. Dotychczasowy skład biegłych został poszerzony o specjalistów z dziedziny laryngologii, laryngologii dziecięcej i neonatologii. Obecny siedmioosobowy zespół w czerwcu wydał uzupełniającą opinię i we wtorek stawił się w sądzie, podtrzymując jej treść.

Najważniejszy wniosek biegłych medyków to wykluczenie laryngospazmu jako przyczyny zgonu niemowlęcia. Doc. Zbigniew Jankowski z Zakładu Medycyny Sądowej w Gdańsku wyjaśniał podczas rozprawy, że do laryngospazmu dochodzi w wyniku bodźca działającego na błonę śluzową krtani, np. na skutek dotknięcia jej narzędziem lekarskim lub podrażnienia pokarmem. To zjawisko występuje m.in. w przypadku zaintubowania pacjentów.

Doc. Jankowski dodał, że w swojej wieloletniej praktyce nie spotkał się z przypadkiem zgonu na skutek laryngospazmu. To stan, który ustępuje samoistnie - wskazywali specjaliści. Medycy zaznaczyli też, że nie spotkali się z sytuacją, w której do laryngospazmu doszłoby na skutek pośredniego urazu, odległego od krtani - czyli w tym przypadku obrażeń doznanych po upadku dziecka na podłogę.

Opierając się na wyniku sekcji zwłok, otolaryngolog prof. Maciej Misiołek wyraził opinię, że obrażenia stwierdzone u dziecka w obrębie krtani nie mogły powstać na skutek upadku. Według specjalistów sińce na tylnej ścianie krtani powstały na skutek zewnętrznego ucisku na szyję. Aby doszło do takiego urazu - dodał prof. Misiołek - "potrzebny jest rękoczyn".

Obrońca Katarzyny W. mec. Arkadiusz Ludwiczek długo dociekał szczegółów obrażeń usytuowanych - według biegłych - w obrębie mięśnia pierścienno-nalewkowego krtani. Po wielu pytaniach do biegłych wniósł o odtworzenie na sali rozpraw sekcji zwłok dziewczynki, aby dowiedzieć się, gdzie dokładnie były usytuowane obrażenia krtani. Sąd oddalił wniosek, uznając, że są to kwestie bez znaczenia dla rozstrzygnięcia sprawy.

"Te wszystkie kwestie w naszej ocenie wymagają wyjaśnienia i staramy się to robić" - mówił adwokat po rozprawie dziennikarzom. Przyznał, że wypowiedzi biegłych są kategoryczne, a ich wnioski nie są dla obrony satysfakcjonujące. "Nie mogą mnie cieszyć, skoro są negatywne dla mojej klientki" - dodał.

Biegli powiedzieli, że choć sprawa nie jest prosta, to są pewni swoich ustaleń i wniosków. Jak ocenili w rozmowie z dziennikarzami, pytania zadawane przez Ludwiczka dotyczą bardzo drobnych szczegółów. Chwalili przygotowanie adwokata do rozprawy.

Jeszcze na początku rozprawy, pytani o pismo obrońcy, który odniósł się do ich uzupełniającej opinii, medycy określili je jako "pozamerytoryczne" i "polemiczne". Wyrazili żal, że Ludwiczek kwestionuje ich rzetelność i zarzuca im stronniczość. Adwokat odpowiadał, że nie miał takich intencji.

Prokurator Adam Roch spodziewał się, że obrońca będzie zadawał na rozprawie bardzo szczegółowe pytania. Świadczyły o tym wnioski dowodowe składane przez obrońcę przed sądem I instancji i treść apelacji - wskazał oskarżyciel.

Pierwsza opinia była jednym z najważniejszych dowodów, na podstawie których we wrześniu ub. roku sąd I instancji skazał Katarzynę W. za zabójstwo dziecka na 25 lat więzienia. Ekspertyzę zakwestionował mec. Ludwiczek; było to główną podstawą jego apelacji. Według adwokata specjaliści w pierwszej opinii nie wykluczyli jednoznacznie, że Magda zmarła na skutek wypadku - odruchowego skurczu krtani, czyli laryngospazmu.

Wyrok w I instancji zapadł 3 września ub. r.. Katowicki sąd okręgowy wymierzył wtedy Katarzynie W. 25 lat więzienia za zabicie w styczniu 2012 r. córki oraz za zawiadomienie o niepopełnionym przestępstwie. Odrzucił wersję obrony, że Magda zmarła na skutek wypadku.

Mec. Ludwiczek konsekwentnie domaga się uniewinnienia swojej klientki. Uwzględnienie jego apelacji w praktyce oznaczałoby konieczność uchylenia wyroku i skierowania sprawy do ponownego rozpoznania sądowi okręgowemu. Wyrok zaskarżyła także prokuratura, która żąda dla oskarżonej dożywocia. Także uwzględnienie prokuratorskiej apelacji ws. kary oznaczałoby konieczność powtórzenia procesu - sąd apelacyjny nie może skazać na dożywocie, jeśli w I instancji wymierzona była inna kara.

Bulwersująca opinię publiczną sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. Według pierwszej relacji matki, dziecko porwano jej z wózka w centrum miasta. Na początku lutego ciało niemowlęcia znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Proces przed sądem okręgowym ruszył w lutym 2013 r. Na kilkunastu rozprawach sąd przesłuchał kilkudziesięciu świadków oraz biegłych. Według prokuratury Katarzyna W. plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbowała zatruć córkę czadem. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut.

(PAP)