Ministerstwo Zdrowia: Polska gotowa na Ebolę

Ministerstwo Zdrowia: Polska gotowa na Ebolę
PAP/Tomasz Gzell

Także premier Ewa Kopacz powiedziała w piątek, że po tym co usłyszała od ministra zdrowia, nie pozostaje jej nic innego, jak wierzyć, "że polskie służby są przygotowane, by ochronić nasz kraj przed wirusem ebola". Zaznaczyła, że wierzy szefowi resortu zdrowia, iż "zrobi wszystko, by służby ze sobą współdziałały, a Polacy byli bezpieczni".

Arłukowicz podczas konferencji dotyczącej stanu przygotowania polskich szpitali na przyjęcie pacjentów z ebolą, ocenił, że ryzyko wystąpienia tego wirusa w Polsce jest, "ale nie jest to ryzyko duże". Zapewnił, że 10 kluczowych polskich szpitali zakaźnych jest przygotowanych na taką sytuację.

"Wszystkie te szpitale są w pełnej gotowości 24 godziny na dobę, podobnie jak Państwowy Zakład Higieny, który przez całą dobę dyżuruje po to, żeby - gdyby się taki przypadek trafił, mógł go zdiagnozować" - powiedział minister. "Wszyscy ci, którzy mogli mieć styczność, bądź będą mieć styczność z osobami, które były w tym rejonie Afryki (gdzie panuje epidemia eboli), proszeni są o zgłaszanie się do szpitali zakaźnych" - zaapelował. Przypomniał, że osoby, które wracają z Afryki, powinny zapoznać się z przewodnikiem dla pacjenta na stronach Głównego Inspektora Sanitarnego.

Dodał, że w Polsce jest 2 tys. łóżek w szpitalach i oddziałach zakaźnych, lekarze z tych miejsc na co dzień zajmują się chorymi z ciężkimi zakażeniami i są przygotowani na pracę z nimi, a dyrektorzy tych placówek są poinformowani o stanie zapasów środków ochrony osobistej. Minister zapewnił też, że zapasy te będą zwiększane stopniowo.

Wcześniej w Sejmie Arłukowicz mówił, że procedury w Polsce wdrażane są od wielu miesięcy, a resort współpracuje stale z wojewodami. "Są zalecenia przygotowane zarówno dla lekarzy, dla oddziałów zakaźnych, jak i dla pacjentów powracających z Afryki. W takiej sytuacji najważniejsze zawsze jest opanowanie emocji" - mówił Arłukowicz.

Tymczasem prof. Andrzej Horban, konsultant krajowy w dziedzinie chorób zakaźnych powiedział w piątek przed południem w TVN24, że Polska nie jest przygotowana na leczenie chorych z ebolą, a lekarze w obawie o własne zdrowie - w przypadku chorego z ebolą - uciekną w popłochu, zamiast go leczyć. Jak mówił, nie ma procedur, warunków i skafandrów.

Arłukowicz powiedział, że jest zbulwersowany tymi słowami. "W przypadku wirusa ebola potrzebna jest merytoryczna i spokojna praca, a nie emocje" - zaznaczył.

Z kolei wiceminister zdrowia Sławomir Neumann nazwał tę wypowiedź "nienajmądrzejszą". "To chyba brak umiejętności współpracy z mediami pana profesora, który nie ma pewnie świadomości, że takie zdanie może wywołać niezłą burzę i panikę" - ocenił. Podkreślił, że w Polsce jest system postępowania z osobami z chorobami zakaźnymi, są procedury - nie tylko w przypadku eboli - i nie ma takiej możliwości, by lekarze, personel medyczny uciekali ze szpitala.

Pytany o tę sprawę ekspert, prof. Włodzimierz Gut z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego - Państwowego Zakładu Higieny (NIZP-PZH) przypomniał, że z pojedynczymi przypadkami podejrzeń zarażania wirusem ebola w Polsce postąpiono prawidłowo. "To świadczy o odpowiednim przygotowaniu" - ocenił.

"W Polsce były przypadki podejrzeń i nie popełniono błędów, a więc nawet gdyby to były przypadki zarażenia ebolą, nic by się nie stało" - zapewnił. Podkreślił, że nie było potrzeby odsyłania tych przypadków do Londynu, czy innego ośrodka za granicą, np. z powodu braku możliwość opieki nad takim pacjentem przez okres diagnostyki.

Według najnowszego bilansu Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) do 5 października ebola zabiła 3 tys. 879 spośród ponad 8 tys. zarażonych ludzi w Afryce Zachodniej i nie ma dowodów na to, że epidemia została tam opanowana.

W czwartek w Macedonii zmarł Brytyjczyk, który wykazywał objawy zakażenia wirusem ebola. W Hiszpanii hospitalizowanych zostało sześć osób, jednak tylko u pierwszej potwierdzono obecność wirusa. Jest to pielęgniarka, która opiekowała się zmarłym z powodu eboli hiszpańskim misjonarzem.

Ebola, którą wykryto w 1976 r., szerzy się przez bezpośredni kontakt z krwią i płynami ustrojowymi zarażonych ludzi i zwierząt; wirus nie roznosi się drogą kropelkową.

(PAP)