Starcia w Hongkongu. Zamaskowani mężczyźni zaatakowali demonstrantów

Starcia w Hongkongu. Zamaskowani mężczyźni zaatakowali demonstrantów
EPA/ALEX HOFFORD

Do starć doszło na jednej z szerokich ulic w śródmiejskiej dzielnicy Admiralty, gdy mężczyźni, którzy na twarzach mieli maski chirurgiczne, próbowali zlikwidować barykady ustawione przez protestujących. "Otwórzcie aleje!", "Occupy Central jest nielegalny" - wykrzykiwali, używając nazwy jednego z ruchów protestów.

Policjanci powalili na ziemię dwóch napastników oraz utworzyli kordon, by oddzielić zamaskowanych mężczyzn od prodemokratycznych demonstrantów. "Powstrzymajcie triady" - wykrzykiwali demonstranci. Ich zdaniem triada, czyli chińska mafia, wywoływała poprzednie starcia w miejscach protestów.

Do okrzyków i inwektyw przeciwko protestującym przyłączyli się taksówkarze, którzy są już zmęczeni utrudnieniami w ruchu w związku z blokowaniem niektórych głównych arterii Hongkongu.

Do incydentów doszło kilka godzin po rozebraniu przez setki policjantów niektórych z barykad wzniesionych przez demonstrantów na ulicach w Admiralty i gęsto zaludnionym obszarze Mong Kok. Funkcjonariusze byli w stanie to zrobić, gdyż niewielu protestujących spędziło noc w miejscu protestów.

Powołując się na świadka wydarzeń Reuters podał, iż na głównym miejscu protestów w pobliżu budynków rządowych w Admiralty tłumy protestujących studentów stanęły w obliczu policjantów. Rozebranie barykad i przybycie dodatkowych funkcjonariuszy, w tym wyposażonych w tarcze, może być pierwszym na przestrzeni dwóch tygodni sygnałem poważnego traktowania przez władze deklaracji szefa chińskiej administracji Hongkongu Leunga Chun-yinga, iż nie dopuści do blokowania kluczowych części miasta w nieskończoność - podała agencja Reutera.

Demonstranci domagają się, by Leung ustąpił, a Chiny zezwoliły mieszkańcom Hongkongu na wysunięcie własnych kandydatów w wyborach szefa administracji w 2017 roku. Obecnie Pekin zastrzega sobie wyłączne prawo wyznaczania tych kandydatów.

Eskalacja protestów nastąpiła pod koniec września, gdy policja użyła wobec demonstrantów pałek i gazu łzawiącego, ale potem sytuacja uspokoiła się i większość sił bezpieczeństwa wycofano z ulic.

W poniedziałek rano wielu demonstrantów w dzielnicy Admiralty miało ze sobą maski i okulary ochronne na wypadek zaatakowania ich gazem łzawiącym bądź pieprzowym. Policja uzasadniła rozebranie części barykad koniecznością przywrócenia normalnego ruchu kołowego, ale zaznaczyła, że demonstranci mogą pozostać na ulicach.

Zarówno władze przejętego 17 lat temu przez Chiny od Wielkiej Brytanii Hongkongu, jak i rząd w Pekinie określają obecny protest jako nielegalny. Administracja Hongkongu odwołała w ubiegłym tygodniu rozmowy z przywódcami studenckimi, czego następstwem był wzrost liczby demonstrujących.

Popierany przez Pekin Leung oświadczył w niedzielę, iż pozostanie na stanowisku szefa administracji. Ostrzegł jednocześnie studentów, że ich ruch protestu wymyka się spod kontroli. Jak powiedział Leung hongkońskiej telewizji, blokada ulic nie może trwać w nieskończoność, a władze zastrzegają sobie prawo użycia "minimalnej siły" dla jej usunięcia.

(PAP)