Polski misjonarz uprowadzony w Afryce

Polski misjonarz uprowadzony w Afryce
PAP/Paweł Supernak

W MSZ powołano zespół kryzysowy, który jest w stałym kontakcie z Komisją Episkopatu Polski ds. misji. Szef resortu Grzegorz Schetyna powołał też specjalny zespół międzyresortowy w tej sprawie. Według informacji przekazanych przez uprowadzonego telefonicznie tarnowskiej kurii, jest on dobrze traktowany i porywacze nic złego mu nie zrobili.

Do uprowadzenia doszło w nocy z niedzieli na poniedziałek. "Ośmiu uzbrojonych mężczyzn w mundurach wojskowych wtargnęło na misję w Baboua; po sforsowaniu bramy wjazdowej próbowali otworzyć siłą drzwi do jednego z pokojów gościnnych. Słysząc ten huk, księża Mateusz Dziedzic z Leszkiem Zielińskim wyszli ze swoich pokojów i wtedy zostali otoczeni przez uzbrojonych rebeliantów, którzy przedstawili się jako +ludzie Miskina+" - powiedział ks. Atłas.

Dodał, że rebelianci chcieli uprowadzić obu księży, ale po dłuższych pertraktacjach zgodzili się, by jeden z nich został na misji. Ks. Mateusz podjął decyzję, by ks. Leszek został na miejscu, a on sam pójdzie z nimi - dodał ks. Atłas. "Na pytanie dokąd mają go zabrać, agresorzy odpowiedzieli: "w stronę Zoukombo". "Nie ukrywali też, że chodzi im o to, by wymienić go za jednego ze swoich przywódców, który aktualnie przebywa w więzieniu w Kamerunie" - powiedział ks. Atłas.

Podkreślił, że w przypadku uprowadzonego polskiego misjonarza "nie mowy o żadnym okupie, tylko o wymianie osoby za osobę". Dodał, że sytuacja ta jest jakby ponowieniem tego, co miało miejsce kilka tygodni temu. "Ci sami rebelianci zatrzymali 20 Kameruńczyków w tym samym celu - aby wymienić ich za swojego przywódcę" - zaznaczył.

Jak powiedział ks. Atłas, o fakcie uprowadzenia polskiego misjonarza został już poinformowany nuncjusz papieski Bangui, który szybko zainterweniował u komendanta wojsk francuskich operacji Sangaris. "Zostali też poinformowani szczegółowo o całym zajściu polscy żołnierze z misji UEFOR, stacjonujący w pobliskim Czadzie, a także przełożeni księdza oraz ONZ i ambasadorzy krajów, które mają tam swoje przedstawicielstwa, którzy będą wywierać nacisk dyplomatyczny na odpowiednie władze w RŚA i Kamerunie" - powiedział.

Jak podał w komunikacie biskup tarnowski Andrzej Jeż, "z pewnych otrzymanych wiadomości wynika, że tarnowski misjonarz jest dobrze traktowany i wobec niego nie stosuje się żadnych represji".

Słowa te potwierdził w rozmowie z PAP ks. Zieliński, naoczny świadek uprowadzenia. "(Ksiądz) mówił, że nie chcą mu zrobić krzywdy i że póki nie uwolnią ich szefa to będzie zatrzymany jako zakładnik. Z tego co wiem, to nic mu nie zrobili i jest dobrze traktowany" - powiedział ks. Zieliński PAP.

Rzecznik MSZ Marcin Wojciechowski powiedział, że porywacze księdza to jedno z ugrupowań walczących na tym terenie, "ale raczej o charakterze rabunkowym niż politycznym. - Takie są też żądania wysuwane przez porywaczy" - dodał rzecznik MSZ.

Jak podkreślił Wojciechowski, na terenie RŚA "ścierają się rozmaite siły polityczne i wyznaniowe". "Raczej oddzielamy to od tej sytuacji, co nie znaczy, że w żądaniach nie ma elementów politycznych" - dodał rzeczni resortu spraw zagranicznych.

"To nie jest grupa, którą można kojarzyć z jedną z głównych sił politycznych, które ścierały się w czasie wojny domowej. To raczej mniejsze ugrupowanie, działające na granicy RŚA i Kamerunu" - wyjaśnił. Jak podkreślił, "sprawa ma raczej charakter lokalny".

Ks. Dziedzic - jak zaznaczył Wojciechowski - sam zadzwonił do swoich przełożonych z diecezji tarnowskiej.

Poinformował jednocześnie, że w poniedziałek w MSZ powołano zespół kryzysowy, który jest w stałym kontakcie z Komisją Episkopatu Polski ds. misji. Wojciechowski powiedział, że we wtorek szef MSZ Grzegorz Schetyna powołał też specjalny zespół międzyresortowy w tej sprawie.

Rzecznik MSZ zwrócił się do dziennikarzy o "powściągliwość i rozwagę" w informowaniu o tym przypadku. "Każda spekulacja czy każda nierozważna informacja w tej sprawie może mieć negatywne skutki" - powiedział. Zwrócił się też o nienarażanie rodziny porwanego na dodatkowe cierpienia.

Wojciechowski przypomniał, że nadal obowiązuje zalecenie MSZ, by nie udawać się do Republiki Środkowoafrykańskiej.

"Ostrzeżenie dla obywateli polskich podróżujących do RŚA jest wciąż aktualne. Nie zmieniamy stanowiska. Do momentu odwołania obowiązujących ostrzeżeń one nie tracą na aktualności" - mówił Wojciechowski. Jak dodał, MSZ rozumie "specyfikę posługi misjonarzy, ale jako urząd musi traktować wszystkich obywateli polskich jednakowo". "Więc nasze ostrzeżenie dotyczy też misjonarzy" - zaznaczył.

"Taka sytuacja wpisana jest w codzienność misjonarską. Jest ona smutna, pełna cierpień, ale misjonarze do wielu swoich niespodzianek dopisują również takie, że coś może się zdarzyć. Zdarzyła się naszemu misjonarzowi właśnie taka wyjątkowa sprawa, jaką może być porwanie. Myślę, że są tego świadomi misjonarze" - powiedział sekretarz Komisji Episkopatu Polski ds. Misji o. Kazimierz Szymczycha podczas briefingu w MSZ.

(PAP)