Koncerny będą współpracować, by stworzyć szczepionkę na ebolę

Koncerny będą współpracować, by stworzyć szczepionkę na ebolę
EPA/LARRY W. SMITH

Amerykańska firma Johnson&Johnson poinformowała w środę, że zamierza wyprodukować co najmniej milion dawek szczepionki w przyszłym roku. Już przeprowadziła rozmowy o współpracy z brytyjskim koncernem GlaxoSmithKline, który opracowuje konkurencyjny preparat - podaje agencja Reutera.

Obecnie nie ma potwierdzonego leku ani szczepionki na ebolę, która od marca zabiła ponad 4,5 tys. ludzi głównie w Liberii, Gwinei i Sierra Leone. Kilka firm ściga się, by rozwijać nowe preparaty. Trwają już testy kliniczne szczepionek GSK oraz firmy NewLink Genetics. Szczepionka J&J będzie testowana na ludziach od stycznia.

Według J&J do maja przyszłego roku może być już gotowych 250 tys. dawek. Na przyspieszenie i rozszerzenie programu szczepień firma przeznaczyła 200 mln dolarów.

Szczepionkę J&J opracowywana jest we współpracy z amerykańskim Narodowym Instytutem Zdrowia (NIH), a także duńską firmą Bavarian Nordic, która otrzyma zastrzyk gotówki od amerykańskiego koncernu.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) liczy na to, że w ramach badań klinicznych na dużą skalę dziesiątki tysięcy ludzi w Afryce Zachodniej, w tym walczący z epidemią pracownicy służby zdrowia, zaczną otrzymywać szczepionki na ebolę od stycznia 2015 r.

Epidemia może zostać powstrzymana w ciągu najbliższych czterech lub sześciu miesięcy, jeśli zastosowane zostaną odpowiednie środki, m.in. jeśli chorzy będą właściwie odizolowywani i właściwie leczeni oraz jeśli ofiarom śmiertelnym epidemii przeprowadzane będą "bezpieczne pogrzeby" - ocenił sekretarz generalny Międzynarodowej Federacji Towarzystw Czerwonego Krzyża i Czerwonego Półksiężyca Elhadż As Sy.

Tymczasem na wschodzie Sierra Leone w starciach zginęły dwie osoby, a kilkanaście zostało rannych, w tym wielu przedstawicieli sił bezpieczeństwa. Zamieszki wybuchły w górniczym mieście Koidu, gdy grupa młodych mężczyzn sprzeciwiła się pobraniu krwi od 90-letniej kobiety. Władze sanitarne uznały, że mogła się ona zarazić śmiercionośnym wirusem.Do Liberii przyleciało 51 kubańskich lekarzy i pielęgniarek, którzy będą pomagać w leczeniu chorych na ebolę. Kolejna 40-osobowa grupa jeszcze w środę dotrze do sąsiedniej Gwinei. Kuba wysyła do Zachodniej Afryki najwięcej pracowników służby zdrowia spośród wszystkich krajów na świecie.

Władze w Hawanie wyszkoliły 461 lekarzy i pielęgniarek; na razie na sześciomiesięczne misje wyjechało 256 z nich.

Pierwsza 165-osobowa grupa trafiła do Sierra Leone na początku października. Pozostałe 205 osób czeka w Kubie na zatwierdzenie misji, które będzie zależało od tego, czy ONZ przeznaczy na nie fundusze, czy same kraje zaproszą Kubańczyków i czy WHO uzna, że na miejscu jest niezbędna infrastruktura.Także USA wysyłają do Liberii 3 tys. inżynierów wojskowych, personelu medycznego i innych żołnierzy, którzy mają wybudować ośrodki leczenia eboli i wyszkolić lokalnych lekarzy.

Wysoki rangą przedstawiciel kubańskiej służby zdrowia wyraził nadzieję na to, że współpraca w walce z ebolą przyczyni się do poprawy stosunków między jego krajem a USA. Amerykański szef dyplomacji John Kerry pochwalił w ubiegłym tygodniu wysiłki Kuby w Afryce Zachodniej.Kuba wysyła swoich lekarzy za granicę nie tylko w ramach "dyplomacji medycznej", ale też w zamian za gotówkę lub dobra, głównie wenezuelską ropę, a profesjonalne usług lekarskie są ważnym towarem eksportowym komunistycznej wyspy - pisze agencja Reutera. W 66 krajach świata przebywa ponad 50 tys. kubańskich lekarzy czy pielęgniarek.

(PAP)