Szwecja: coś lub ktoś naruszył naszą "integralność terytorialną"

Szwecja: coś lub ktoś naruszył naszą integralność terytorialną
EPA/FREDRIK SANDBERG

Grenstad, który jest zastępcą dowódcy operacji poszukiwawczej, przekazał, że wojsko otrzymało informacje, iż obiekt ukazał się jeszcze dwukrotnie, poza trzema przypadkami zaobserwowanymi w niedzielę. Kontradmirał nie chciał spekulować, o jaką jednostkę lub obiekt może chodzić.

Wcześniej premier Stefan Loefven powiedział, że szwedzka armia "powinna zwiększyć swój potencjał". Przywołał nasilającą się aktywność Rosji w regionie, ale - jak dodał - nie jest ona uważana za "bezpośrednie zagrożenie dla Szwecji".

Według źródeł gazety "Svenska Dagbladet" szwedzkie służby nasłuchu radiowego wychwyciły w czwartek sygnał rozmowy w języku rosyjskim na częstotliwości wykorzystywanej przez Rosję w sytuacjach alarmowych. Kolejne zaszyfrowane informacje miały być wymieniane między obiektem w archipelagu sztokholmskim a rosyjską bazą w obwodzie kaliningradzkim.

Dziennik przypuszcza, że poszukiwana jest niewielka jednostka podwodna (miniokręt podwodny), która może być powiązana ze statkiem-matką NS Concord. Ten rosyjski tankowiec od kilku dni znajduje się na wodach międzynarodowych Bałtyku w pobliżu archipelagu sztokholmskiego.

Nowe informacje o ukazaniu się tajemniczego obiektu w kolejnych miejscach szwedzkie wojsko otrzymało od zwykłych obywateli. Tym razem jednak nie pokazano żadnych zdjęć. Z zaprezentowanej przez wojsko mapy można wywnioskować, że jednostka przesuwa się w kierunku południowym. We wtorek poszukiwania kontynuowano w okolicy Nynaeshamn, 60 km od Sztokholmu, skąd odpływają promy m.in. do Polski i blisko już do otwartego morza.

Kontradmirał Grenstad nie wykluczył także, że może chodzić o więcej niż jeden obiekt.

W ciągu kilku dni szwedzka armia otrzymała od ludzi setki wskazówek; w tym celu uruchomiono specjalny numer telefonu. Niektóre tropy prezentowane przez media okazały się fałszywe. Odnalazł się na przykład ubrany na czarno mężczyzna z plecakiem, którego zdjęcie opublikowała gazeta "Dagens Nyheter". Poszukiwany przez służby specjalne okazał się być szwedzkim emerytem spędzającym jesień w archipelagu. Na innej fotografii ktoś uwiecznił rzeczywiście nienależący do szwedzkiej marynarki okręt podwodny, ale jak się później okazało była to tylko atrakcja turystyczna. Wycieczka taką jednostką jest za opłatą dostępna dla wszystkich.

Akcja wojskowa w archipelagu sztokholmskim ma potrwać do odwołania.

(PAP)