Początek końca "śmieciówek". Umowy zlecenia oskładkowane

Początek końca śmieciówek. Umowy zlecenia oskładkowane
PAP/Rafał Guz

O "powolnym eliminowaniu śmieciówek, żeby to zbyt mocno nie uderzyło w rynek pracy" mówił po raz pierwszy w połowie grudnia 2013 r. ówczesny premier Donald Tusk. "Dylemat jest prosty, chociaż okrutny - czy mamy podjąć wspólną decyzję o rozpoczęciu procesu oskładkowania i opodatkowania tych źródeł dochodu, które dziś nie są oskładkowane, żeby zbudować system, możliwie szczelny, bezpieczny dla przyszłych emerytów i sprawiedliwy, ale ze świadomością, że oznacza to opodatkowanie tych, którzy dzisiaj płacą niższe podatki" - mówił wtedy premier. "Likwidacja śmieciówek, to jest zwiększenie opodatkowania lub oskładkowania wobec tych, którzy dziś tego nie płacą. Koniec kropka" - uzasadniał.

Na początku stycznia br. Tusk ogłosił, że rok 2014 musi być "początkiem końca śmieciówek". "Rozpoczniemy prace nad zakończeniem niechlubnej ery śmieciówek; (...) śmieciówki to praca odarta z godności i poczucia bezpieczeństwa na przyszłość. Zaproponujemy rozwiązania, które będą pierwszymi krokami, które będą początkiem tego marszu" - mówił Tusk, przedstawiając plany rządu na ten rok.

"Likwidację +śmieciówek+ rozpoczniemy od oskładkowania umów-zleceń" - zapowiadał. Dodał, że rząd będzie szukał rozwiązań prawnych, proceduralnych i kontrolnych, które spowodują, że "z zamówień publicznych korzystać będą firmy, które zatrudniają ludzi na godnych umowach". Zgodnie z tymi zapowiedziami, taki wymóg znalazł się w noweli Prawa zamówień publicznych, która weszła w życie w ostatnich dniach.

Uchwaloną w czwartek nowelizację pozytywnie oceniali związkowcy, choć nie do końca spełnia ona ich postulaty. "Projekt rządu to krok w dobrym kierunku i w części realizuje nasze postulaty" - oceniał w rozmowie z PAP przewodniczący NSZZ Solidarność Piotr Duda.

"Niestety, oskładkowanie umów cywilno-prawnych i wynagrodzeń z rad nadzorczych planowane jest tylko do poziomu minimalnego wynagrodzenia, a my domagamy się (oskładkowania) od całego dochodu, tak jak to ma miejsce przy pracy na etat. U pani premier leży nasz projekt ustawy w tym zakresie, dlatego dalej będziemy domagali się jego wprowadzenia" - zaznaczył.

Podobną opinię wyrażał wiceprzewodniczący OPZZ Andrzej Radzikowski. "Propozycję tę oceniamy jako pierwszy krok w zrównaniu w prawie umowy zlecenia i umowy o pracę" - mówił PAP.

Dodał, że nieuzasadnione zróżnicowanie w opodatkowaniu pracy było przyczyną dużego zainteresowania przedsiębiorców zawieraniem umów zleceń. "To generowało dodatkowy zysk firm, gdyż umowy zlecenia nie przewidują urlopów ani nie dają norm ochronnych czasu pracy" - wskazywał.

Jeśli chodzi o przedsiębiorców, to ci z Konfederacji Lewiatan cieszą się z wydłużenia vacatio legis ustawy. Początkowo bowiem przepisy miały wejść w życie już po 3 miesiącach od ich ogłoszenia. "Ustanowienie tak krótkiego okresu przejściowego bez odpowiednich rozwiązań systemowych może przynieść dalece niekorzystne skutki, w tym wzrost bezrobocia i poszerzenie szarej strefy na rynku pracy. To z kolei oznaczałoby ogromne zagrożenie dla pracowników, z uwagi na to, że wiele firm byłoby zmuszonych do istotnej redukcji zatrudnienia" - wskazywał ekspert Lewiatana Marek Kowalski.

Z kolei ekspert BCC Wojciech Nagel uważa, że pomysł oskładkowania umów zleceń, jak i dochodów z tytułu zasiadania w radach nadzorczych jest błędny. Powoływał się na kwietniowy sondaż przeprowadzonego wśród członków BCC, z którego wynikało, iż oskładkowanie umów zleceń będzie oznaczało poszerzenie szarej strefy, obniżenie wynagrodzenia o wymiar składek emerytalnych, a także naturalne wygaszanie umów cywilno-prawnych.

Sejm uchwalił regulacje w sprawie ozusowania umów zleceń w czwartek. Zgodnie z nimi o 1 stycznia 2015 r. ozusowane zostaną dochody członków rad nadzorczych. Z kolei od 1 stycznia 2016 r. powstanie obowiązek odprowadzania składek do ZUS od wszelkich umów zleceń do wysokości minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Zmiany w ustawie o systemie ubezpieczeń społecznych uniemożliwiają też zawieranie podwójnych umów, w taki sposób, aby unikać ozusowania. Dotychczas unikanie płacenia składek było możliwe przy zawarciu dwóch umów - jednej na niską kwotę, od której odprowadzana była niska składka i drugiej, z wyższą kwotą, która nie była oskładkowana.

Podczas prac parlamentarnych większość posłów pozytywnie oceniało proponowane zmiany. Wątpliwości budził jednak termin wejścia w życie nowych przepisów. Zdaniem posłów SLD oraz PiS powinny one zacząć obowiązywać jak najszybciej, a nie dopiero od stycznia 2016 r. Tadeusz Tomaszewski z Sojuszu złożył w tej sprawie wniosek mniejszości, jednak podczas głosowania w czwartek nie uzyskał on odpowiednio dużego poparcia posłów.

Jak mówił minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz, termin wejścia w życie przepisów musi być realny. "Były dyskusje na Komisji Polityki Społecznej i Rodziny, które doprowadziły do tego, że część przepisów wejdzie w życie już od 1 stycznia 2015 r. Większość parlamentarzystów podczas prac w Komisji zdecydowała o przesunięciu części uregulowań od 1 stycznia 2016 r." - powiedział przed czwartkowym głosowaniem w Sejmie.

Według autorów nowych regulacji skutkiem finansowym ustawy mają być dodatkowe wpływy do ZUS w wysokości 650 mln zł, z czego 350 mln zł to dochód z pieniędzy członków rad nadzorczych.

(PAP)