Były senator Aleksander G. przywieziony do Krakowa

Były senator Aleksander G. przywieziony do Krakowa
PAP/Jerzy Undro

Jak poinformował rzecznik Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie Piotr Kosmaty w najbliższym czasie prokuratura wystąpi do sądu z wnioskiem o trzymiesięczny areszt. "Przemawia za tym obawa matactwa, wysokie prawdopodobieństwo, że podejrzany dopuścił się zarzucanego mu czynu, i zagrożenie surową karą" - powiedział prok. Kosmaty.

Zdaniem prokuratury, Aleksander G. podżegał do zabójstwa dziennikarza w czerwcu 1992 r. "Zgromadzony przez nas materiał dowodowy wskazuje, że wtedy właśnie Aleksander G. nakłaniał konkretne osoby do tego, aby dokonały porwania oraz zabójstwa Jarosława Ziętary" - powiedział prok. Kosmaty.

Na pytanie, jaki mógł być powód zabójstwa, powiedział: "Od początku również media informowały opinię publiczną, że mogło to mieć związek z zainteresowaniami w ramach tzw. dziennikarstwa śledczego Jarosława Ziętary, czyli interesowania się przez niego różnego rodzaju działalnością gospodarczą, możemy to nazwać również tzw. szarą strefą". "Oczywiście była to i jest nadal jedna z wiodących hipotez tego śledztwa" - podkreślił.

"Potwierdzam, że z tej strony mogło przyjść zagrożenie - to znaczy z zainteresowania się przez Jarosława Ziętarę różnego rodzaju interesami różnych osób na terenie Wielkopolski i Poznania" - powiedział Kosmaty. Jak dodał, prowadzone śledztwo dotyczy także poszukiwania zwłok dziennikarza.

Były senator Aleksander G. został zatrzymany we wtorek rano w miejscu zamieszkania w Poznaniu. W poznańskiej prokuraturze przedstawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa Jarosława Ziętary. Podejrzany nie przyznał się do zarzutu i skorzystał z prawa do odmowy składania wyjaśnień. Po zakończeniu czynności w środę został przewieziony do Krakowa. Za podżeganie do zabójstwa grozi mu od ośmiu lat więzienia do dożywocia.

Kosmaty, prowadzący śledztwo w tej sprawie, odmówił podania bliższych informacji o sprawie, motywując to dobrem toczącego się postępowania. Zapowiedział, że prokuratura "postara się sprawę wyjaśnić do końca". "Będziemy wykonywać czynności rytmicznie, starać się jak najszybciej to śledztwo zakończyć, a czy stanie się to do końca roku, zobaczymy" - powiedział.

Poinformował, że po zatrzymaniu Aleksander G. został przewieziony do zakładu medycyny sądowej, gdzie lekarze stwierdzili, że może on brać udział w czynnościach procesowych i przebywać w warunkach aresztu śledczego. Kosmaty wyjaśnił, że taka jest procedura, jeżeli zatrzymany na pytanie policji zgłasza dolegliwości. Podał także, że Aleksander G. podczas przesłuchania stwierdził, że zatrzymanie w jego ocenie było przeprowadzone bardzo profesjonalnie i nie ma najmniejszych zastrzeżeń do przeprowadzonego przeszukania, a także zatrzymania.

Prok. Kosmaty podkreślił także, że wysoko ocenia współpracę w tej sprawie z tzw. archiwum X, tj. policjantami badającymi niewyjaśnione zbrodnie sprzed lat. Zastrzegł, że bardzo trudno jest badać sprawę zabójstwa sprzed 22 lat.

Ziętara był dziennikarzem śledczym "Gazety Poznańskiej" (wcześniej "Wprost" i "Gazety Wyborczej"). Pisał o aferach gospodarczych. Zaginął 1 września 1992 r. w drodze do pracy.

W 1998 r. poznańska prokuratura uznała, że Ziętara został uprowadzony i zamordowany. Rok później śledztwo umorzono, bo nie udało się odnaleźć ciała. W czerwcu 2011 r. śledztwo podjęto na nowo w poznańskiej prokuraturze i przedłużono; decyzją prokuratora generalnego przekazano je do Krakowa. W toku śledztwa krakowska prokuratura zmieniła kwalifikację prawną śledztwa z uprowadzenia na zabójstwo.

We wrześniu tego roku Prokuratura Apelacyjna w Krakowie ustaliła rysopis mężczyzny, który może mieć związek z zabójstwem Ziętary. Według prokuratury może to być osoba posługująca się językiem rosyjskim. Jak informowano wtedy, na początku lat 90. XX w. mężczyzna ten był wielokrotnie widywany w Poznaniu w towarzystwie polskiego biznesmena. Prokuratura ustaliła, że pochodził zza wschodniej granicy Polski. W środę prok. Kosmaty potwierdził, że osoba widniejąca na tym portrecie była widziana w towarzystwie Aleksandra G.

Aleksander G. w 1989 r. zrobił fortunę na uruchomieniu sieci kantorów wymiany walut. Po ucieczce z kraju szefów Art-B, Bogusława Bagsika i Andrzeja Gąsiorowskiego, został prezesem tej spółki. Później był także krótko szefem upadającej wtedy fabryki ciągników Ursus. Od 1993 do 1997 r. był senatorem. Publicznie przyznawał, że w latach 70. pracował w SB.

W 2009 roku b. senator opuścił przedterminowo więzienie, gdzie odbywał karę dziewięciu lat więzienia za założenie grupy przestępczej, której celem było wyłudzanie podatku VAT. Suma wyłudzeń sięgnęła 9,5 mln zł. Kierowana przez G. grupa za pośrednictwem sklepu z papierosami w Słubicach w 1999 i 2000 r. uprawiała proceder fikcyjnej sprzedaży papierosów cudzoziemcom i ich wywozu za granicę. W ten sposób dochodziło do wypłacania nienależnego podatku VAT na podstawie sfałszowanych czeków tax free za papierosy, które miały opuścić Polskę.

W 2012 r. G. trafił do poznańskiego aresztu na 350 dni, z powodu niezapłaconej grzywny w wysokości 170 tys. zł wynikającej z wyroku z 2009 r., wydanego przez Sąd Rejonowy Warszawa - Mokotów.

(PAP)