Zamieszki na rondzie Waszyngtona - 160 osób doprowadzonych do jednostek policji

Marsz w tej chwili idzie już dalej. Schodzi z mostu. Oddzieliliśmy grupę chuliganów i staramy się ich zatrzymać. Używamy armatek wodnych, w tym z wodą barwioną, by później te osoby biorące udział w burdach łatwiej zidentyfikować" - powiedział PAP Sokołowski.

Dodał, że użyta został też broń gładkolufowa do rozproszenia atakujących ją grup, które oddzieliły się od Marszu Niepodległości.

"Mogę również potwierdzić, że ranny został jeden policjant. Przewieziono go do szpitala" - dodał. W kierunku funkcjonariuszy rzucano race, petardy, butelki i m.in. kostkę brukową.

Wcześniej demonstranci na rondzie Waszyngtona zerwali znaki drogowe, barierki oddzielające torowisko, niszczyli przystanki tramwajowe, rzucali kamieniami. Policja użyła gazu pieprzowego i łzawiącego.

Część uczestników z końca pochodu postanowiła zawrócić i podąża w stronę centrum Warszawy. Wracający to kibice, ale też zwykli uczestnicy marszu; rozchodzą się spokojnie. Policjanci otrzymali rozkaz zatrzymywania wszystkich, którzy są ranni, zakrwawieni, zachowują się agresywnie.

Na błoniach Stadionu Narodowego odbył się też kończący marsz. Na scenie przemawiał - poza organizatorami - także Mariusz Dzierżawski, kandydat na prezydenta Warszawy popierany przez Ruch Narodowy; atakował b. premiera Donalda Tuska, wypominając mu wysokość europejskiej pensji.

Służby sprzątające zaczęły już uprzątać Aleje Jerozolimskie.

(PAP)