MSW pozytywnie ocenia działania policji

Przed, podczas i po Marszu Niepodległości w Warszawie zatrzymano 276 osób. 50 policjantów trafiło do szpitali, 10 z nich zatrzymano tam na dłużej.

"Wszyscy ci, którzy przyjechali do Warszawy, którzy przybyli na Marsz Niepodległości nie po to, żeby świętować, ale po to, żeby walczyć z policją, muszą ponieść surowe konsekwencje. Każdy, kto podnosi rękę na funkcjonariusza na służbie, musi ponieść konsekwencje" - powiedziała Piotrowska podczas środowego briefingu w Komendzie Głównej Policji. Zaznaczyła, że 11 listopada policja była zdeterminowana i dobrze wykonała zadanie.

Piotrowska powiedziała, że od początku przygotowań do zabezpieczenia imprez z okazji Święta Niepodległości śledziła je i uczestniczyła w odprawach.

"Chcę powiedzieć, że zabezpieczenie zarówno marszu pana prezydenta, Marszu Niepodległości, ale również ponad 700 uroczystości w całej Polsce oceniam pozytywnie, jako skuteczne" - podkreśliła.

Piotrowska dodała, że wszystkie działania przed marszem i w jego trakcie były podejmowane po to, by chronić bezpieczeństwo tych, którzy przyjechali do Warszawy, "aby świętować w sposób właściwy". Jestem zadowolona z tej operacji - dodała. Podziękowała biorącym w niej udział policjantom.

Komendant główny policji Marek Działoszyński również "bardzo pozytywnie" ocenił działania funkcjonariuszy. "Właściwie z incydentami mieliśmy do czynienia jedynie w Warszawie, a także we Wrocławiu, gdzie zatrzymano osiem osób, i w Krakowie, gdzie zatrzymano sześć osób. To były przypadki niszczenia mienia, używania pirotechniki zabronionej w trakcie manifestacji, ale to były incydenty" - powiedział Działoszyński.

Podkreślił, że policjanci byli atakowani kamieniami, płytami chodnikowymi, koktajlami Mołotowa i racami. "Policjanci odnieśli obrażenia, ale byli bardzo profesjonalni. Nie doszło do żadnych samowolnych działań ze strony policjantów, którzy działali w oddziałach zwartych" - powiedział Działoszyński. Dodał, że starano się działać tak, żeby minimalizować skalę obrażeń osób postronnych.

Środki pirotechniczne i przedmioty niebezpieczne odbierano tylko w jednym celu - żeby manifestacje przebiegły w sposób jak najbardziej bezpieczny - zapewnił. "Nie udało się nam odebrać wszystkiego, ale skala tych incydentów byłaby większa, gdyby nie te kilkaset różnego rodzaju rac i materiałów pirotechnicznych, które na terenie kraju uprzednio odebraliśmy" - zaznaczył.

Podkreślił, że akcja policji związana z zatrzymaniami sprawców incydentów nadal trwa. "Teraz sprawdzamy placówki zdrowia, osoby, które wracają w pociągach, w autobusach, które mają odzież poplamioną tymi środkami wsparcia (policja używała armatek z barwioną wodą - PAP), które były używane podczas działań, a które były używane po komunikatach wzywających do rozejścia się" - podkreślił.

Jak dowiedziała się PAP, w środę rano takich osób, które doprowadzono na policję w całym kraju, a które mogły mieć związek z burdami w Warszawie, było 26. Policjanci zaznaczają, że ta liczba ciągle się zmienia. Przy tych, którzy trafiali do jednostek policji, znaleziono m.in. poplamione ubrania, kominiarki, a także np. noże.

Komendant stołeczny policji Michał Domaradzki, odnosząc się do bardzo dużej w porównaniu z latami poprzednimi skali zatrzymań podczas tegorocznego Marszu Niepodległości, powiedział, że policja wyciągnęła wnioski z lat ubiegłych.

"Determinacja policjantów, to, co udało nam się zrobić, to odseparowanie grupy chuliganów, którzy przyjechali do Warszawy tylko po to, aby konfrontować się siłowo z jednostkami policji, od pozostałych uczestników marszu. Stąd skala zatrzymań" - powiedział Domaradzki, odpowiadając na pytanie PAP o skalę tegorocznych zatrzymań.

Jak wyjaśnił, głównym celem było odseparowanie chuliganów, "zamaskowanych bandytów" od reszty uczestników Marszu Niepodległości po to, aby można było prowadzić dynamiczne i skuteczne działania. "Udało się doprowadzić do tego, że eskalacja konfliktu była tylko w jednym miejscu w Warszawie, i nie rozlała się na inne miejsca (...), to policja przyjęła na siebie ciężar uderzenia i zapewnienia bezpieczeństwa pozostałych uczestników marszu" - powiedział Domaradzki.

Podczas ubiegłorocznego Marszu Niepodległości zatrzymano 72 osoby, a 12 policjantów zabezpieczających marsz zostało rannych. Ratusz podjął decyzję o rozwiązaniu marszu. A szkody, m.in. po spaleniu budki policjantów ochraniających ambasadę Rosji, zostały wycenione na 120 tys. zł. W 2012 r. podczas Marszu Niepodległości w Warszawie policja doprowadziła do komend 132 osoby, rannych zostało ośmioro funkcjonariuszy. W 2011 r. marsz rozwiązano po tym, jak demonstranci podpalili wozy TVN i Polskiego Radia.

(PAP)