Nawałka: stałe fragmenty gry kluczem do sukcesu

W czterech jesiennych spotkaniach podopieczni trenera Adama Nawałki zdobyli dziesięć punktów. W piątek wieczorem do przerwy remisowali z gospodarzami 0:0, ale w drugiej części rozwiązał się worek z bramkami. Na listę strzelców wpisali się: Kamil Glik, Grzegorz Krychowiak, Sebastian Mila i Arkadiusz Milik. Polacy tym samym zrewanżowali się Gruzinom za porażkę 0:3 w 1997 roku.

"W pierwszej połowie za bardzo kombinowaliśmy z naszą grą, zbytnio schodziliśmy do boku, niepotrzebnie dublowaliśmy pozycje. W szatni wszystko sobie wyjaśniliśmy i po zmianie stron było dużo lepiej. Czasem większy efekt daje proste granie do przodu, korzystniej jest mniej biegać, a bardziej się przesuwać w luki, które zostawia rywal. I tak było w drugich 45 minutach w Tbilisi" - powiedział Lewandowski.

Kapitan reprezentacji, w przeciwieństwie do wielu innych zawodników, tonuje entuzjastyczne nastroje. Polacy mają spokojną zimę, jednak prawdziwe granie rozpocznie się w marcu, kiedy odbędą się kolejne spotkania eliminacyjne.

"Zostajemy na pierwszym miejscu w tabeli, ale nie popadajmy w hurraoptymizm, twardo stąpajmy po ziemi. Jeszcze jest kilka meczów, musimy dalej wygrywać i strzelać, aby pojechać do Francji. Trzeba być konsekwentnym w tym, co się robi. Wiemy, że nie może przyjść słabszy mecz. Ale przecież nie w każdym będziemy mieli milion sytuacji, czasem potrzebna będzie cierpliwość, aby poczekać na tę jedyną" - dodał napastnik Bayernu Monachium.

Tym razem Lewandowski gola nie zdobył, a "wyręczył" go m.in. środkowy obrońca Kamil Glik.

"Nieważne, kto strzela, chodzi o to, abyśmy dobrze grali w piłkę, zwyciężali i przy okazji dobrze bawili się na boisku. W poprzednich eliminacjach stałe fragmenty gry były naszą bolączką, teraz są mocną stroną. W Tbilisi uzyskaliśmy w ten sposób dwie bramki, było również trafienie z Gibraltarem, zaś z Niemcami po wyrzucie piłki z autu" - stwierdził Glik.

26-letni zawodnik Torino dodał, że mecz w gruzińskiej stolicy - wbrew wynikowi - był ciężki. "Dopiero jak strzeliliśmy drugą bramkę grało się łatwiej" - przyznał.

Przy stanie 0:2 wielu kibiców gospodarzy opuściło stadion. Ich frustrację powiększył szybko stracony trzeci gol. A Polacy triumfowali...

"Jesteśmy na dobrej drodze, aby awansować, aby powtórzyć wyczyn drużyny Jerzego Engela, która po jesieni 2001 roku też miała 10 punktów. Nie zdarzało się zbyt często, abyśmy byli liderami, teraz mamy trochę oddechu do wiosny, a później kluczowe spotkania" - powiedział Glik.

W sobotę polscy piłkarze przylecą z Tbilisi do Wrocławia, gdzie we wtorek zagrają towarzysko ze Szwajcarią.

(PAP)