Minister Siemoniak odwiedził amerykańskich żołnierzy - chce, by zostali w Polsce jak najdłużej

Obecny podczas spotkania ambasador USA Stephen Mull powiedział, że zgodnie z już przyjętymi postanowieniami, amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce i w regionie "do końca przyszłego roku, a nawet dłużej, jeżeli to będzie potrzebne".

"Wasza obecność jest ważna dla polskich obywateli. Polska wierzy w sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, Polska chce być blisko Stanów Zjednoczonych" - powiedział wicepremier. Podkreślił, że od 15 lat, od kiedy Polska jest członkiem NATO, polscy żołnierze służą z Amerykanami - w Afganistanie, a wcześniej w Iraku.

"Bardzo liczymy, że wasza obecność na ćwiczeniach przerodzi się w ciągłą rotacyjną obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce" - dodał szef MON. Przypomniał, że oprócz żołnierzy amerykańskich w Polsce przebywa obecnie także pododdział Brytyjczyków, sojuszniczą obecność zapewniają także rotacyjnie żołnierze z innych państw NATO.

"To dla nas bardzo istotne. Polacy, mający w historii różne doświadczenia z sojuszami, bardzo uważnie śledzili, co się wydarzy. Reakcja sojuszników była błyskawiczna" - powiedział Siemoniak, nawiązując do wysłania do Polski amerykańskich pododdziałów po aneksji Krymu przez Rosję. "To bardzo wyraźny sygnał, że słowa prezydenta Obamy, że Polska już nie zostanie sama, mają pokrycie w faktach, w gotowości armii amerykańskiej do bycia tutaj" - ocenił.

Ambasador Stephen Mull przypomniał, że w lutym ministrowie obrony państw NATO mają zatwierdzić plan wzmocnienia obecności na wschodniej flance sojuszu, przyjęty we wrześniu na szczycie NATO w Walii.

"Trudno przewidzieć szczegóły, ale jestem przekonany, że obecność NATO będzie większa, nie mniejsza w następnych latach, i tak powinno być w obliczu zagrożenia" - powiedział Mull. Podkreślił, że zgodnie z już przyjętymi postanowieniami, amerykańscy żołnierze pozostaną w Polsce i w regionie "do końca przyszłego roku, a nawet dłużej, jeżeli to będzie potrzebne". "Wszystko zależy od tego, jakie będzie zagrożenie, jakie chociażby będzie zachowanie Rosji" - dodał Mull. "Jako członkowie sojuszu musimy pokazać naszym przyjaciołom, że jesteśmy z nimi" - zapewnił.

Szef MON, odnosząc się do poniedziałkowej publikacji "Rzeczpospolitej", zapewnił, że nie ma problemu z wydawaniem pieniędzy przeznaczonych na modernizację techniczną do roku 2022. "Nie mam obaw co do tego, czy uda się wydać środki na modernizację. W tym roku wydamy je w 100 proc., nie ma też zagrożeń, jeśli chodzi o ten plan do roku 2022. Wydaje mi się, że opinie, które się pojawiają, są mocno nieuzasadnione. Raczej zaczynamy już oceniać, z czego trzeba będzie zrezygnować, co jest ważniejsze, niż obawiać się, że tych środków nie wydamy" - podkreślił.

Wicepremier zapowiedział, że jeszcze w poniedziałek wieczorem zostanie podjęta decyzja, czy przesunąć termin składania ostatecznych ofert w przetargu na śmigłowce, o co występowało dwóch z trzech oferentów. Zapewnił, że nawet jeżeli MON przychyli się do tej prośby i da producentom kilka tygodni więcej, nie będzie to miało wpływu na przewidywany terminarz dostaw. MON chce rozstrzygnąć przetarg na śmigłowce w przyszłym roku; obecny termin na składania ofert w przetargu na 70 śmigłowców wielozadaniowych mija 28 listopada.

W połowie października żołnierze kawalerii pancernej z Teksasu przejęli obowiązki od amerykańskich spadochroniarzy, którzy szkolili się w Drawsku od końca kwietnia. Ich obecność to element operacji Atlantic Resolve - zwiększenia obecności wojskowej na wschodniej flance NATO - ogłoszonej wobec rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Pod koniec września do Polski przybyło z Teksasu ok. 200 żołnierzy z Kawalerii Pancernej z 10 czołgami Abrams, transporterami Bradley oraz pojazdami wsparcia i zabezpieczenia. Żołnierze dywizji zmechanizowanej zastąpili amerykańskich spadochroniarzy, którzy wrócili do swojej bazy we Włoszech. Do Drawska przybyła także z Niemiec grupa amerykańskich śmigłowców transportowych Black Hawk i bojowych Apache. W Polsce i państwach bałtyckich ćwiczy obecnie łącznie ok. 600 Amerykanów.

Pancerniacy - jako tzw. Heavy Detachment - zostaną w Polsce do końca roku, prowadząc ćwiczenia własne i wspólne z Polakami, po czym zastąpią ich żołnierze 2. Pułku Kawalerii (2nd Cavalry Regiment) z kołowymi transporterami Stryker.(PAP)