Szef Pentagonu rezygnuje

Szef Pentagonu rezygnuje
PAP/EPA

W wystąpieniu w Białym Domu Obama powiedział, że Hagel, który kierował Pentagonem od dwóch lat, sam "doszedł do wniosku", że nadszedł czas, by zakończyć misję ministra obrony. Jednak media, w tym dziennik "New York Times", który jako pierwszy podał informację o rezygnacji Hagla, donosiły, że minister złożył ją pod presją, na prośbę Obamy.

W obecności Hagla i wiceprezydenta Joe Bidena Obama chwalił Hagla jako "nadzwyczajnego" i "wzorowego" ministra obrony, który "dbał o kobiety i mężczyzn w mundurach jak nikt inny". Przypomniał, że Hagel jest pierwszym ministrem obrony, który w przeszłości był szeregowym żołnierzem i walczył w wojnie Wietnamie.

"Jestem wdzięczny, że zostanie na stanowisku do czasu, aż nominuję jego następcę i zostanie on zatwierdzony przez Senat" - oświadczył Obama. Nie podał nazwiska nowego ministra.

"Kierowanie Pentagonem było największym przywilejem mojego życia" - powiedział Hagel, nie kryjąc emocji.

Dziennik "NYT" podał, że Hagel ustąpił ze stanowiska na prośbę Obamy już w piątek, po serii rozmów przeprowadzonych w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Decyzja o rezygnacji - jak tłumaczyły "NYT" źródła rządowe - ma pokazać, że Obama jest "wrażliwy" na krytykę polityki zagranicznej jego administracji. Zdaniem dziennika odejście Hagla ma związek zwłaszcza z krytyką strategii USA wobec zagrożenia ze strony dżihadystycznego ugrupowania Państwo Islamskie (IS) w Iraku i Syrii.

"Odsunięcie Hagla oznacza uznanie, że (walka z) IS wymaga innego rodzaju umiejętności" - napisał "NYT", powołując się na wypowiedź anonimowego przedstawiciela administracji. Dziennik przyznaje też, że Hagel jako minister obrony miewał problemy z "wyartykułowaniem swego punktu widzenia" i był postrzegany jako zbyt bierny.

Poza spóźnioną strategią wobec rosnącego zagrożenia ze strony IS krytycy Hagla zarzucają mu też porażkę w Afganistanie, gdzie USA nie udało się na tyle uzyskać przewagi nad talibami, by zmusić ich do zawarcia porozumienia pokojowego. USA krytykowane są też za zbyt miękką politykę wobec kryzysu na Ukrainie, która nie powstrzymała rosyjskiej inwazji na wschodzie tego kraju. Z drugiej strony obrońcy Hagla zwracają uwagę, że to Biały Dom, a nie Pentagon ani nawet Departament Stanu ustala główne założenia polityki zagranicznej USA. Przypominają ponadto, że Haglowi przyszło kierować Pentagonem w czasie znacznych cięć w budżecie obronnym (wprowadzanych automatycznie w wyniku tzw. sekwestracji).

Komentatorzy zauważają, że Hagel jest też pierwszą ofiarą porażki Demokratów w listopadowych wyborach do Kongresu i związanej z tym utraty większości w Senacie. Media od kilku tygodni spekulowały, że po wyborach Obama przeprowadzi zmiany personalne w zespole najbliższych współpracowników odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe. Oczekiwano jednak, że będzie to raczej ktoś z Białego Domu, np. doradczyni prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Susan Rice.

68-letni Hagel, odznaczony weteran wojny w Wietnamie, podczas której był dwukrotnie ranny, jest pierwszym ministrem obrony, który w przeszłości był szeregowym żołnierzem. Hagel, były republikański senator w Nebrasce, jest też jedynym Republikaninem w administracji Obamy wśród osób zajmujących się bezpieczeństwem narodowym.

Jego nominacja na ministra obrony dwa lata temu wywołała ogromne kontrowersje i sprzeciw ze strony dawnych kolegów z Partii Republikańskiej. Wielu miało mu za złe m.in. sceptycyzm wobec wojny w Iraku. Twierdzono, że jako sekretarz obrony doprowadzi do osłabienia potencjału militarnego USA i będzie uprawiał "miękką" politykę zagraniczną.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)