Warszawski podpalacz aut jednak posiedzi

Warszawski podpalacz aut jednak posiedzi
fot. Superstacja

Sąd Okegowy zaczął badać apelację w tej sprawie w poniedziałek. W czwartek sąd uchylił jedynie wyrok w zakresie nawiązki, która miała wynieść ok. 206 tys. zł. Wyrok jest prawomocny.

Jak podkreśliła w uzasadnieniu sędzia Grażyna Puchalska, o tym, że oskarżony był sprawcą, świadczy choćby "unikalny sposób podpalenia aut", na co wskazywali biegli.

Sędzia dodała, że szkodliwość społeczna czynów popełnionych przez Tomczaka nie budzi żadnych wątpliwości, a jego działanie nie było incydentalne. Podkreśliła, że podjęcie terapii jest w tym przypadku konieczne w procesie resocjalizacji oskarżonego. "Kara pięciu lat pozbawienia wolności nie charakteryzuje się aż taką surowością, by ją złagodzić" - powiedziała zwracając uwagę, że podpalenia się powtarzały, więc nie było poprawy.

Nawiązkę uchylono, ponieważ szkody zostały pokryte przez ubezpieczycieli.

Oskarżony jest synem znanego adwokata. "Zrobienie z niego potwora, który podpalał dla zabawy samochody, bo jest pod ochroną możnych rodziców, jest kompletnym nieporozumieniem" - mówił obrońca mec. Michał Tomczak (zgodził się na podawanie nazwiska syna).

Przekonywał, że czyny, które mu zarzucono, to "wynik głębokiego zaburzenia i zagubienia", a nie premedytacji. "Sądy nie wyleczą Jacka, bo to zadanie najbliższych i systemu, ale pozwolą postawić diagnozę" - dodał podkreślając, iż sąd I instancji nie dopuścił wniosku o całościową opinię lekarzy o jego stanie. Wyrokowi zarzucił "bezprecedensową surowość"; nazwał go też przejawem "zemsty społecznej".

W kwietniu br. Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia skazał Tomczaka na pięć lat więzienia, nakazując odbywanie kary w systemie terapeutycznym, gdyż dokonywał podpaleń pod wpływem alkoholu.

To kara za "sprowadzenie pożaru zagrażającego mieniu w wielkich rozmiarach" - podpaleń aut w styczniu 2012 r. w Ursusie oraz potem w centrum Warszawy, m.in. na ul. Oleandrów - oraz drzwi do Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie w 2011 r. Tylko do tego ostatniego czynu podsądny się przyznał.

Sąd rejonowy - oprócz kary więzienia - orzekł też, że Tomczak ma zapłacić ok. 206 tys. zł nawiązki na rzecz pokrzywdzonych oraz 46 tys. zł kosztów sądowych.

 

W apelacji obrona wniosła o uniewinnienie od większości zarzutów i złagodzenie kary za jedno podpalenie, do którego oskarżony się przyznał. Alternatywnie obrońcy wnosili o zwrot sprawy do ponownego rozpatrzenia. Prokurator nie odwoływał się; w SR żądał sześciu lat więzienia.

 

Począwszy od 2011 r., Tomczak był kilkakrotnie zatrzymywany, a następnie oskarżony o serie podpaleń aut w różnych częściach Warszawy. Trafiał też do aresztu. W kwietniu 2011 r. miał podpalić w sumie dziewięć aut. Głośno o nim zrobiło się w 2012 r., gdy został zatrzymany w związku z podpaleniem samochodów w Śródmieściu, m.in. w okolicach pl. Zbawiciela, na ul. Oleandrów i Nowowiejskiej. W grudniu 2013 r. podpalił auto na Gocławiu. Według policji ma na koncie podpalenia kilkudziesięciu samochodów w całej Warszawie. W pierwszej instancji wciąż trwa inny proces T. za podpalenia aut.(PAP)