Inspekcja sanitarna bada sprawę mięsa z Wólki Kosowskiej

Inspekcja sanitarna bada sprawę mięsa z Wólki Kosowskiej
fot. Nadwiślański OSG

W sobotę Straż Graniczna poinformowała, że podczas kontroli legalności cudzoziemców, funkcjonariusze zwrócili uwagę na mięso przechowywane i sprzedawane w złych warunkach sanitarnych. Zabezpieczyli blisko tonę mięsa. Według SG istniało dużo prawdopodobieństwo, że część to mięso psów.

Sprawę bada obecnie Państwowy Powiatowy Inspektorat Sanitarny w Piasecznie. Jego dyrektor Henryk Mędykowski powiedział w poniedziałek PAP, że obecnie trwa wyjaśnianie z właścicielami sklepów legalności zabezpieczonego mięsa. "Sprawdzamy dokumentację. Sprawa nie jest prosta; producent i właściciel towaru wprowadzanego do obrotu musi nam udowodnić legalność i jakość tego mięsa" - dodał.

Zaznaczył, że jeśli zostaną stwierdzone nieprawidłowości, właściciele sklepów zostaną ukarani grzywnami. Mogą one wynieść od kilkuset do nawet tysiąca złotych. Nielegalne mięso - zgodnie z procedurami - zostanie natomiast zutylizowane.

Według Mędykowskiego badania genetyczne mięsa nie były konieczne, bo chodziło głównie o drób.

Nieoficjalnie informatorzy PAP ze źródeł zbliżonych do inspekcji mówią, że wątpliwości mogła budzić "jedna tusza" do użytku własnego.

Z kolei nieoficjalne źródła zbliżone do SG podkreślają, że "podejrzanego mięsa" było więcej, część była już poporcjowana.

Rzeczniczka nadwiślańskiego oddziału SG Dagmara Bielec-Janas nie chciała tego w poniedziałek komentować. "Wezwaliśmy inne służby, które powinny zabezpieczyć ten towar i przekazać do dalszych badań. Nasze właściwości się skończyły w momencie poinformowania lekarza weterynarii i służb sanitarnych o ujawnieniu tego mięsa" - dodała.

W sobotę Bielec-Janas informowała, że żaden z czterech sklepów w Wólce Kosowskiej, które oferowały mięso, nie "posiadał certyfikatów ani pozwoleń na prowadzenie jego sprzedaży". "Nie mieli żadnej dokumentacji na potwierdzenie pochodzenia mięsa" - mówiła.

Mięso - jak informowała SG - mogło trafiać do restauracji i barów na terenie Warszawy i jej okolic.

Również w sobotę Joanna Narożniak, rzeczniczka Wojewódzkiej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Warszawie, powiedziała PAP, że podczas kontroli "zabezpieczono pewną ilość mięsa niewiadomego pochodzenia, w tym być może takie, które nie jest dopuszczalne do spożycia na rynku w Polsce".

W poniedziałek w Powiatowym Inspektoracie Weterynarii w Piasecznie PAP uzyskała jedynie informacje, że za kontrolę sklepów odpowiada sanepid. Jak dodano, w jego gestii jest też decyzja, czy próbki mięsa, znajdującego się w sklepie, będą pobrane do badań genetycznych.

(PAP)