Jan Szturc: nadal wierzę w Kamila

Jan Szturc: nadal wierzę w Kamila
PAP/Grzegorz Momot

"Każda kontuzja, która rozbija cykl szkoleniowy, może doprowadzić do tego, że skoczek będzie musiał cały sezon spisać na straty. Tego się obawiam, ale wierzę, że taki czarny scenariusz się nie sprawdzi" - dodał.

Szturc, wychowawca Adama Małysza i odkrywca talentu m.in. Piotra Żyły przyznaje, że wyniki uzyskiwane przez kadrę skoczków w trzech pierwszych konkursach sezonu są dla niego zaskoczeniem in minus.

"W ubiegłym sezonie zostaliśmy przyzwyczajeni do lepszych rezultatów, dlatego nadzieje z tegorocznym były zdecydowanie większe. Wydaje się, że zawodnikom brakuje pewności siebie i stabilności, to przyczyna słabszych rezultatów. Przejście z skoczni igelitowych z rozbiegami porcelanowymi na obiekty zimowe lodzone ze śniegiem, nie zawsze odbywa się bez komplikacji. Być może to jest przyczyna" - powiedział Szturc.

Szkoleniowiec przyznał, że skocznia w Kuusamo to trudny obiekt, wymagający bardzo silnego odbicia. W tym roku nie udało się tam biało-czerwonym powalczyć, ale poprawa powinna nastąpić już teraz. Dlatego cieszy go decyzja sztabu szkoleniowego o starcie z Lillehammer.

"Tam już być może zawodnicy się +przełamią+ i nie tylko jeden Żyła awansuje do finału. Ten start trzeba oczywiście potraktować poważnie, jako sprawdzian do dwóch dniach treningów w Zakopanem. Jednak na dokładną analizę dotychczasowych wyników jest jeszcze za wcześnie, przyjdzie na to czas dopiero przed Turniejem Czterech Skoczni. A kto wie - być może nastroje po Lillehammer będą już lepsze" - zaznaczył.

(PAP)