Marsz pand pod Sejmem - w obronie kobiet

Marsz pand pod Sejmem - w obronie kobiet
PAP/Radek Pietruszka

"Marsz pand" przed Sejmem zorganizował Kongres Kobiet, m.in. po to by przekonać polityków do ratyfikowania tzw. konwencji antyprzemocowej. Jak tłumaczą organizatorki, pandami nazywają policjanci ofiary przemocy domowej, stąd nazwa tej akcji.

"Skandowano hasła: "Akcja ratyfikacja", "Chcemy mocy nie przemocy", "Nie możemy dłużej czekać". Piotr Pacewicz z "Gazety Wyborczej" trzymał transparent "Jak chłop babę bije, to mu wątroba gnije".

Pisarka Krystyna Kofta, inicjatorka akcji, mówiła, że prawdziwe pandy - ofiary przemocy - nie przyszły przed Sejm, bo się boją i dlatego trzeba mówić w ich imieniu, apelować do polityków, by przyjęli rozwiązania, które chronią kobiety przed przemocą. "Nie chcemy, żeby kobiety były nazywane pandami, nie chcemy, żeby były bite, żeby musiały znosić upokorzenia i cierpienia. A zatem razem przeciwko przemocy" - dodała prezeska Kongresu Kobiet Dorota Warakomska.

Anna Dryjańska z Feminoteki powiedziała, że telefon antyprzemocowy w jej organizacji co dzień się urywa. "Koleżanki odbierają telefon, a w tym czasie dzwonią następne, kilka następnych osób próbuje się dodzwonić" - mówiła.

"To co jest tak kontrowersyjną kwestią w konwencji czyli przełamywanie stereotypów, ten straszny gender, to już obowiązuje od początku lat 80. na mocy konwencji o likwidacji wszelkich form dyskryminacji kobiet. Sprzeciw wobec konwencji antyprzemocowej to zgoda na to, by nie było schronisk dla ofiar przemocy, żeby policjanci nadal nie wiedzieli, jak przyjmować zgłoszenia, a lekarze - jak zabezpieczać ślady gwałtu. Sprzeciwiamy się temu. Żądamy jak najszybszej ratyfikacji konwencji" - dodała.

Przedstawicielki marszu złożyły marszałkowi Sejmu Radosławowi Sikorskiemu apel Kongresu Kobiet. "Apelujemy do polskiego Sejmu o natychmiastową ratyfikacje konwencji. Jest ona potrzebna krzywdzonym kobietom, dzieciom, wszystkim ofiarom i świadkom przemocy" – napisano.

Po spotkaniu Magdalena Środa z Kongresu Kobiet mówiła, że jest szansa, iż sprawa konwencji będzie omawiana w Sejmie w pierwszej połowie stycznia. "Marszałek jest gentelmanem, miłym człowiekiem. Nie trzeba go przekonywać, kłopoty są raczej natury politycznej. Kiedy podjąć decyzję, na ile silna będzie wola polityczna po stronie PO, po stronie Ewy Kopacz (…). Ale nikt już nie uwierzy, że istnieją jakiekolwiek przeszkody prawne, by ratyfikować konwencję" - zaznaczyła.

Pikieta została zorganizowana w ramach kampanii "16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet". Uczestniczyły w niej m.in. aktorki Katarzyna Kwiatkowska, Renata Dancewicz, Kazimiera Szczuka, Krystyna Kofta, Hanna Bakuła. Był poseł Ryszard Kalisz (niez.) i posłanki Anna Grodzka (niez.) oraz Ewa Czeszejko-Sochacka (PO).

Międzynarodowa kampania "16 dni przeciwko przemocy wobec kobiet" trwa od 25 listopada (Międzynarodowy Dzień Eliminacji Przemocy wobec Kobiet) do 10 grudnia (Międzynarodowy Dzień Praw Człowieka).

Polska podpisała Konwencję Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej w grudniu 2012 r. W kwietniu br. Rada Ministrów podjęła uchwałę ws. przedłożenia jej do ratyfikacji i przyjęła projekt odpowiedniej ustawy. Pod koniec sierpnia w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy ratyfikacyjnej; podczas drugiego czytania, które miało miejsce 25 września, zgłoszono poprawki, co spowodowało, że projekt został ponownie skierowany do komisji. Posiedzenie, na którym komisje miały je rozpatrzyć, było kilkakrotnie odwoływane. Na ostatnim, które odbyło się 21 października, posłowie uznali, że projekt wymaga jeszcze opinii konstytucjonalisty. (PAP)