2-letni Adaś pozostanie na święta w szpitalu

2-letni Adaś pozostanie na święta w szpitalu
PAP/Jacek Bednarczyk

Adaś w poniedziałek został przeniesiony z oddziału intensywnej terapii na oddział neuro-rehabilitacji. Według szacunków lekarzy, jego rehabilitacja potrwa kilka tygodni.

"Do tej pory udało nam się uporać z wieloma problemami, chłopiec przeszedł wiele infekcji, miał zapalenie płuc - to były naturalne konsekwencje skrajnego wychłodzenia, z którymi lekarze doskonale sobie poradzili. Teraz zaczynają się kolejne etapy leczenia" - powiedziała Magdalena Oberc. Jak wyjaśniła, lekarze podjęli decyzję o pozostawieniu Adasia w szpitalu na okres świąt, kierując się jego dobrem.

2-letni Adaś trafił do szpitala 30 listopada w stanie skrajnego wychłodzenia, temperatura jego ciała wynosiła 12,7 stopni C.

"Obecnie pacjent czuje się bardzo dobrze, już się z nami zaprzyjaźnił, jest bardzo komunikatywny, ale całe to schorzenie spowodowało, że jego wydolność ruchowa jest trochę mniejsza. Pojawiły się, jako konsekwencja wszystkich schorzeń, zaburzenia ruchowe w kończynach górnych i dolnych. One nie są bardzo nasilone, niemniej jednak powodują, że dziecko ma mniejszą wydolność ruchową i jego aktywność jest mniejsza" - powiedziała odpowiedzialna za rehabilitację Adasia Anna Świerczyńska z oddziału rehabilitacji neurologicznej Kliniki Neurologii Dziecięcej Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego w Krakowie-Prokocimiu.

Jak poinformowała, obecne leczenie ma doprowadzić do maksymalnej sprawności dziecka, takiej jak przed zachorowaniem, ponieważ Adaś "słabiej podpiera się rączkami i nóżkami, ma nieco mniejszy zakres ruchów czynnych"; w wyniku czasowego unieruchomienia zmniejszeniu uległo też napięcie mięśniowe i siła mięśniowa. "Na szczęście Adaś jest bardzo komunikatywny; denerwuje się ograniczeniami, ale jest mądrym chłopczykiem i potrafi się zaadoptować do sytuacji, jest zmotywowany do współpracy z lekarzami" - powiedziała lekarka.

Zadowolenie ze stanu syna wyrazili także rodzice dziecka. "Adaś jest coraz silniejszy, garnie się do zabawy, od tygodnia widać dużą poprawę, próbuje wstawać na nóżki, ma apetyt; jest dobrze" - zapewniła dziennikarzy mama dziecka, Paulina. Ojciec Adasia - Mateusz - mówił z kolei, że po wyjściu syna za szpitala będzie spędzał ze swoim jedynakiem dużo czasu, pójdą na spacer i ulepią bałwana.

Dwuletni chłopczyk w nocy z soboty na niedzielę 29-30 listopada był pod opieką babci i wymknął się z domu. Poszukiwania dziecka ruszyły w niedzielę rano. Chłopca, który był w samej piżamce, znalazł nad brzegiem rzeki, kilkaset metrów od zabudowań, zastępca komendanta komisariatu w Krzeszowicach Michał Godyń. Zaniósł je do najbliższego domu i tam prowadził reanimację do czasu przyjazdu karetki i transportu dziecka do szpitala.

Tuż po przywiezieniu do szpitala chłopczyk, który był wychłodzony do 12,7 stopni C., został podpięty do urządzenia, które umożliwia tzw. pozaustrojowe utlenowanie krwi. Po wybudzeniu ze śpiączki, do którego doszło po trzech dniach, przez pewien czas oddychał za pomocą respiratora.

"Rehabilitacja intelektualna chłopca przebiegła fantastycznie. Chłopiec wspaniale kontaktuje się z rodzicami. Mówi tak jak mówił, a w nowym otoczeniu zaczyna uczyć się nowych słów, jest coraz bardziej aktywny. Intelektualnie jest bez zarzutu i to najbardziej nas cieszy. Ale przez wiele tygodni, a może miesięcy, będzie musiał dochodzić do pełnej sprawności fizycznej; to jest rzecz normalna po takich przeżyciach" - mówił w wywiadzie dla PAP prof. Janusz Skalski.

Według specjalistów uratowanie osoby po takim wychłodzeniu organizmu graniczy z cudem. Dr Tomasz Darocha z Centrum Leczenia Hipotermii Głębokiej, które działa w Szpitalu Specjalistycznym im. Jana Pawła II mówił PAP, że dotąd najbardziej wychłodzona osoba - kobieta ze Skandynawii - której udało się pomóc, miała 13,7 stopni C.

(PAP)