Związkowcy zablokowali tory w Katowicach

Związkowcy zablokowali tory w Katowicach
PAP/Andrzej Grygiel

Tuż przed godz. 10 uczestnicy protestu zablokowali tory od strony stacji Zawodzie, wstrzymując ruch pociągów. Protestujący mają związkowe kamizelki Solidarności, Sierpnia'80 i Związku Zawodowego Górników w Polsce, trzymają w rękach flagi, niektóre z nich zatknięto też na torach.

Niektórzy z protestujących są w galowych górniczych mundurach. "Nie szkoda nam galowych mundurów. Jesteśmy w nich, żeby podkreślić, że to górnicy protestują" - oświadczył Krzysztof Ronda z kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu. "Niedawno też mieliśmy ciężkie sytuacje, też chcieli nas zamknąć, walczyliśmy o nasze, swoje wywalczyliśmy, teraz chcemy wesprzeć kolegów z Kompanii Węglowej" - dodał Jarosław Dudek z tej samej kopalni.

"Dzisiaj do zarządu regionu przyjechali mieszkańcy z gmin, gdzie znajdują się przeznaczone do likwidacji kopalnie. Poprosili nas o wsparcie mówiąc, że chcą podjąć czynną akcję protestacyjną na torach, bo uważają, że to co robi rząd z branżą górniczą, i nie tylko, doprowadzi do całkowitej degradacji tego regionu" - powiedział PAP wiceprzewodniczący śląsko-dąbrowskiej "S" Ryszard Drabek.

Dodał, że zadbano o bezpieczeństwo protestujących na torach; po zgłoszeniu do nastawni semafory z obu kierunków zostały zamknięte.

Pytany czy nie uważa, że protest utrudnia życie zwykłym ludziom i innym branżom, Drabek odpowiedział, że restrukturyzacja górnictwa uderzy w całe społeczeństwo. "Degradacja regionu uderzy również w tych ludzi. To miejsca pracy nie tylko w górnictwie - to handel, usługi, a region został przeznaczony na degradację idiotyczną decyzją rządu" - podkreślił.

Zgodnie z zapowiedziami, w poniedziałek na Śląsku związki zawodowe rozszerzają akcję protestacyjno-strajkową, sprzeciwiając się przyjętemu przez rząd planowi naprawczemu dla Kompanii Węglowej. Przewiduje on likwidację czterech kopalń: Bobrek Centrum w Bytomiu, Brzeszcze w miejscowości o tej samej nazwie (Małopolskie), Pokój w Rudzie Śląskiej oraz Sośnica-Makoszowy w Gliwicach i Zabrzu.

Górnicze związki zapowiadają, że do protestu, prowadzonego od kilku dni w przewidzianych do likwidacji kopalniach, dołączą w poniedziałek kolejne zakłady. Rano kilkoma autokarami do Warszawy pojechały pracownice kopalń i żony górników z zakładów przewidzianych do likwidacji.

Na temat naprawy branży w poniedziałek po południu w Katowicach z górniczymi związkami ma rozmawiać premier Ewa Kopacz. Prowadzone w sobotę i niedzielę w Katowicach negocjacje związkowców ze stroną rządową zakończyły się fiaskiem. W wydanym po zerwaniu rozmów komunikacie Międzyzwiązkowy Komitet Protestacyjno-Strajkowy ocenił, że plan restrukturyzacji KW jest programem "o charakterze tylko i wyłącznie politycznym".

Podtrzymali deklarację gotowości do wznowienia rozmów, "o każdej porze dnia i nocy", jeśli na czele prowadzącej rozmowy delegacji rządowej stanie premier Kopacz i będą one dotyczyć programu dla całego górnictwa węgla kamiennego w Polsce, a nie tylko dla jednej ze spółek. Premier zapowiedziała, że w poniedziałek przyjedzie na Śląsk. Rozmowy mają rozpocząć się o godz. 14. w Śląskim Urzędzie Wojewódzkim.

Wcześniej związkowcy spotkają się z samorządowcami z gmin, na terenie których działają przewidziane do likwidacji kopalnie. W niektórych z nich zwołano na poniedziałek nadzwyczajne sesje rad miejskich i spotkania.

Planom likwidacji kopalni Brzeszcze poświęcona będzie nadzwyczajna sesja sejmiku woj. małopolskiego, zwołana na czwartek na wniosek PiS. Przewidziano wystąpienie przedstawicieli strajkujących górników oraz rządu. Radni sejmiku mają przyjąć rezolucję zawierającą sprzeciw wobec decyzji rządu o likwidacji kopalni i propozycję, by rozważyć możliwości jej dalszego funkcjonowania "niekoniecznie w strukturach Kompanii Węglowej".

Na czwartkową sesję - jak postulowali politycy PiS - zaproszeni zostali: premier Ewa Kopacz, wicepremier i minister gospodarki Janusz Piechociński, minister skarbu Włodzimierz Karpiński oraz minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz.

Rząd zapewnia, że w przypadku realizacji planu naprawczego KW redukcja zatrudnienia dotknie maksymalnie ok. 3 tys. osób, które zostaną objęte programami osłonowymi. W przeciwnym razie spółce grozi upadłość, w wyniku której pracę straci blisko 50 tys. osób - ostrzega resort gospodarki.

Według przyjętego w środę przez rząd planu dla KW możliwości dofinansowania tej spółki wyczerpały się i bez restrukturyzacji upadnie ona w ciągu miesiąca. Wśród rozwiązań wskazano likwidację czterech kopalń KW, przeniesienie 6 tys. osób do innych zakładów i osłony dla zwalnianych - kosztem ok. 2,3 mld zł.

Plan naprawczy dla KW zakłada sprzedaż nowej zawiązanej przez Węglokoks spółce celowej 9 z 14 kopalń Kompanii. Z pozostałych jedną ma kupić Węglokoks (Piekary), a kolejne cztery mają być zlikwidowane przez Spółkę Restrukturyzacji Kopalń (SRK).

Według zarządu KW, dalsze wydobycie w czterech kopalniach, które zostaną przeniesione do SRK jest ekonomicznie nieuzasadnione. W 2014 roku zakłady te przyniosły w sumie 821 mln zł strat.

(PAP)