Jemen: nieudany zamach na premiera

Jemen: nieudany zamach na premiera
PAP/EPA

Według przedstawiciela władz, na którego powołuje się agencja AFP, w ostrzale rannych zostało także ponad 60 osób.

Po ataku przedstawiciel wojska powiedział BBC News, że był on sprowokowany przez Huti. Z kolei kanał telewizyjny rebeliantów doniósł, że starcia wybuchły, gdy żołnierze zaczęli strzelać do patrolu rebeliantów.

Bojownicy ostrzelali konwój premiera Chalida Bahaha, ale nikomu nic się nie stało - napisała na Twitterze minister informacji Nadia as-Sakaf. Do ataku doszło po wyjściu premiera ze spotkania z prezydentem; celem ich rozmowy było rozwiązanie kryzysu politycznego, w następstwie którego doszło do starć szyickich bojowników z armią.

Rzecznik rządu oświadczył, że ostrzelanie konwoju było próbą zamachu na premiera.

Późnym wieczorem minister Sakaf powiadomiła na Twitterze, że rebelianci otoczyli siedzibę szefa rządu i wcześniej opanowali państwową agencję prasową oraz telewizję państwową; nazwała to "krokiem ku zamachowi stanu". Więcej szczegółów nie ujawniła. Dodała tylko, że mimo tych działań wynegocjowane przez przedstawicieli władz i rebeliantów zawieszenie broni jest przestrzegane. Zaznaczyła jednak, że sytuacja jest napięta i w każdej chwili może dojść do jej zaostrzenia.

Rebelianci opanowali Sanę we wrześniu ub.r. Na mocy wynegocjowanego przez ONZ porozumienia pokojowego zgodzili się wycofać ze stolicy, gdy powstanie nowy rząd jedności narodowej. Jednak pozostali w Sanie i dodatkowo zwiększyli od tamtej pory obecność w głównie sunnickich częściach kraju - na zachodzie i w środkowym Jemenie.

Popierany przez Iran ruch Huti od lat żąda autonomii dla zajmowanych przez siebie terytoriów na północy Jemenu i oskarża prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego o autokratyczne rządy. Rebelianci zaprzeczają, jakoby byli popierani przez władze w Teheranie.

Członkowie ruchu Huti są wyznawcami imamizmu - głównego szyickiego nurtu uznającego 12 imamów. Ugrupowanie bierze nazwę od Husejna Badra Edina al-Hutiego, zabitego przez wojsko we wrześniu 2004 roku.

Jemen jest jednym z najuboższych państw arabskich i przyczółkiem Al-Kaidy Półwyspu Arabskiego (AQAP) - organizacji od kilku lat uważanej przez USA za najbardziej niebezpieczny odłam tej siatki terrorystycznej. Stanowi też ważny punkt transportu ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej, która jest największym producentem tego surowca na świecie.

Liczący 25 milionów ludzi Jemen wciąż nie może odzyskać wewnętrznej stabilności po wieloletnich rządach obalonego w 2011 r. przez społeczną rewoltę dyktatorskiego prezydenta Alego Abd Allaha Salaha. Konsolidację państwa utrudniają wywrotowa działalność Al-Kaidy i ujawniający się na południu separatyzm plemienny. (PAP)