Williams i Szarapowa w finale Australian Open

Williams i Szarapowa w finale Australian Open
PAP/EPA/Filip Singer

Zajmująca 35. miejsce w rankingu WTA Keys (w poniedziałek powinna przesunąć się w okolice 20. lokaty), której w ćwierćfinale dała się we znaki kontuzja uda, w pierwszym secie była bardzo wymagającą rywalką dla 33-letniej Williams. Nastolatka często była nagradzana przez publiczność za efektowne zagrania i ofensywny styl. Zwycięstwo w tie-breaku starszej z zawodniczek, która w poprzednich dniach zmagała się z przeziębieniem, zapewnił przede wszystkim serwis.

W drugiej odsłonie Keys ustąpiła już pola faworytce i wygrała tylko dwa gemy, broniąc jednak efektownie w końcówce osiem piłek meczowych. Po siódmej z nich, gdy zmniejszyła straty na 2:5, miejscowy didżej puścił piosenkę "Stayin' Alive" zespołu Bee Gees, zachęcając młodą tenisistkę do dalszej walki.

Było to pierwsze oficjalne spotkanie tych tenisistek. O tym, że zwycięstwo w nim nie przyszło Williams łatwo, świadczyć mogą choćby częste okrzyki, którymi mobilizowała się po rozstrzygnięciu na swoją korzyść ważnych wymian.

"Jestem bardzo podekscytowana, bo nie oczekiwałam, że dotrę tu do finału" - przyznała później. Sezon zaczęła od pełnego błędów występu w Pucharze Hopmana, nieoficjalnych mistrzostw świata drużyn mieszanych. W najlepszej dyspozycji nie była m.in. podczas finału tych rozgrywek, w którym ona i John Isner przegrali z Agnieszką Radwańską i Jerzym Janowiczem 1:2.

Nie szczędziła też komplementów swojej czwartkowej rywalce. "Madison może naprawdę daleko zajść. Zasługuje na to, by być najlepsza. Jestem przekonana, że zasługuje na to, by być numerem jeden i wygrać Wielkiego Szlema" - zapewniła.

Poprzednio w półfinale imprezy tej rangi do "amerykańskich derbów" doszło prawie 13 lat temu i obecna liderka światowej listy również brała w nim udział. W US Open w 2002 roku pokonała Lindsay Davenport, która jest obecnie członkiem sztabu szkoleniowego...Keys.

19-letnia zawodniczka, która jest największą rewelacją tegorocznej edycji Australian Open, rundę wcześniej wyeliminowała starszą z sióstr Williams - rozstawioną z numerem 18. Venus. Pokonać obie utytułowane zawodniczki w jednym turnieju udało się dotychczas siedmiu tenisistkom w historii.

Liderka światowej listy po raz szósty dotarła do najlepszej czwórki imprezy w Melbourne. W każdym z poprzednich startów, gdy dotarła do tego etapu, wygrywała później całą rywalizację (2003, 2005, 2007, 2009-10). W poprzednim sezonie odpadła w 1/8 finału.

"Po ostatnim Wimbledonie zdecydowałam, że muszę się zrelaksować i dobra gra sama do mnie wróciła. Chcę kolejnego tytułu, ale nie jest to kwestia życia i śmierci" - zaznaczyła.

Wygrywając czwartkowe spotkanie, 18-krotna triumfatorka turniejów wielkoszlemowych zapewniła sobie pozostanie numerem jeden na światowej liście po zakończeniu Australian Open, niezależnie od wyniku finału. W nim zmierzy się z Szarapową. Bilans dotychczasowych pojedynków z Rosjanką jest zdecydowanie korzystniejszy dla Amerykanki - wygrała 16 z 18 tych meczów, w tym 15 ostatnich.

Poprzednio dwie najwyżej rozstawione zawodniczki zmierzyły się w finale turnieju rozgrywanego w Melbourne Park w 2004 roku. W pojedynków dwóch słynnych Belgijek Justine Henin pokonała Kim Clijsters.

Keys dotychczas w Wielkim Szlemie mogła się pochwalić co najwyżej dotarciem do trzeciej rundy.

"Ten tydzień pokazał, bardziej mi niż komukolwiek innemu, że mogę walczyć z najlepszymi na świecie. To inspirujące. Takie momenty sprawiają, że chcesz wstać z łóżka i trenować. Włożyłam w to sporo pracy i jestem zadowolona, że widzę tego efekty" - podsumowała szczęśliwa nastolatka.

(PAP)