PiS prezentuje spot wyborczy Andrzeja Dudy

"Podstawowym obowiązkiem prezydenta Rzeczypospolitej jest dbanie o naród, jest dbanie o społeczeństwo. Jesteśmy synami naszych ojców, wnukami naszych dziadków i pradziadków. To ono odbudowali Polskę ze zgliszcz i ja mówię dzisiaj wszystkim: my też potrafimy. Przyszłość ma na imię Polska!" - mówi kandydat PiS w 30-sekundowej reklamówce wyborczej.

Spot złożony jest w większości z migawek z konwencji wyborczej Andrzeja Dudy; widać w nim także krótkie ujęcia przedstawiające harcerzy, Warszawę, krakowskie Sukiennice, Wojskowe Powązki; jest też rolnik na tle pola uprawnego, a także prezes PiS Jarosław Kaczyński.

"Piękny spot, zapraszamy wszystkich do oglądania, zapraszamy Polaków do spotkań. Przyszłość ma na imię Polska - to motto pierwszej części kampanii Andrzeja Dudy" - powiedziała na konferencji prasowej wiceprezes PiS Beata Szydło, szefowa sztabu wyborczego Andrzeja Dudy.

Rzecznik PiS Marcin Mastalerek zapowiedział, że spot będzie emitowany we wszystkich telewizjach; będzie go można również obejrzeć na portalach internetowych.

Szydło przywołała też sondaż IBRiS dla PiS, zgodnie z którym na Bronisława Komorowskiego chce głosować 49 proc. badanych, zaś na Dudę 26 proc. W stosunku do badania tej samej pracowni sprzed dwóch tygodni, poparcie dla kandydata PiS zwiększyło się o jeden punkt procentowy, z kolei urzędujący prezydent stracił 6 proc. zwolenników.

"Sondaż, z którego bardzo się cieszymy, ale myślę, że jest to też wskazówka dla wszystkich kandydatów i wszystkich sztabów, a szczególnie dla Bronisława Komorowskiego; to sondaż, który pokazuje, że będzie druga tura i że będą w niej walczyć o prezydenturę Bronisław w Komorowski i Andrzej Duda" - powiedziała Szydło.

Jak zaznaczyła, w związku z tym PiS apeluje do prezydenta, kandydata PO na ten urząd na kolejną kadencję, aby stanął do debaty z kandydatem PiS. "Dzisiaj w Polsce jest zbyt wiele spraw, o których nie rozmawialiśmy przez ostatnie osiem lat, wiele spraw, które próbowano zamiatać pod dywan. Polacy oczekują, że wreszcie będzie dialog społeczny i że będą mogli usłyszeć, co kandydaci na prezydenta chcą im zaproponować" - przekonywała wiceszefowa PiS.

"Apelujemy, zapraszamy i mówimy, że debata jest potrzebna. Tym bardziej, że ze zdziwieniem odczytałam list ministra Tomasza Nałęcza, który został przez niego wystosowany do mnie, w którym pan Nałęcz zaprasza mnie do debaty" - dodała szefowa sztabu kandydata PiS.

Jak zaznaczyła, ona oczywiście może stanąć do debaty z każdym, także z Nałęczem, ale jej zdaniem dzisiaj Polacy oczekują nie debaty nimi dwojgiem, ale debaty Komorowskiego i Dudy.

"Jednakże jeżeli Tomasz Nałęcz chciałby koniecznie debatować, to jest to możliwe, ale pod dwoma warunkami: po pierwsze nasza debata musi być wstępem do debaty Bronisława Komorowskiego i Andrzeja Dudy (...). Warunek drugi - rozmawiamy w tej debacie o przeszłości, nie tylko Andrzeja Dudy, nie tylko jego dotychczasowej karierze zawodowej, ale rozmawiamy też o przeszłości i karierze zawodowej Bronisław Komorowskiego" - powiedziała Szydło.

Jak dodała, w skierowanym do niej liście Nałęcz zaznaczył bowiem, że chciałby porozmawiać o tym, co robił Andrzej Duda w Ministerstwie Sprawiedliwości. "Przypomnę, że jako wiceminister Andrzej Duda odpowiadał za legislację, sprawy międzynarodowe i nie miał żadnych powiązań, nie miał żadnego wpływu na działalność prokuratury, jak próbował to sugerować Tomasz Nałęcz" - zaznaczyła Szydło.

W środę sztab Dudy zarzucił prezydenckiemu doradcy prof. Tomaszowi Nałęczowi "brutalne ataki" i wysłał do niego list. Politycy PiS nie odpowiedzieli na pytanie, do jakich konkretnie słów sztab PiS ma wątpliwości. "To nie chodzi o jeden program telewizyjny. Pan Tomasz Nałęcz zrobił tournée po wielu programach i opowiadał wiele haniebnych oskarżeń" - podkreślił Mastalerek.

Komentując wezwanie polityków PiS, Nałęcz powiedział PAP, że mówi "prawdziwie o przeszłości posła Dudy, o której ten nie wspomina". W TVP Info we wtorek Nałęcz powiedział m.in., że "widzi za nim (Dudą - PAP) cień Barbary Blidy", przypominając, że Duda był w latach 2006-2007 wiceministrem sprawiedliwości.

(PAP)