Amerykański rząd znowu na skraju shutdownu

Amerykański rząd znowu na skraju shutdownu

"Wygląda na to, że zmierzamy w kierunku paraliżu ministerstwa bezpieczeństwa narodowego, skoro Kongres jest niechętny, by je finansować" - powiedział w poniedziałek na konferencji prasowej rzecznik Białego Domu Josh Earnest.

Wcześniej tego dnia także prezydent Barack Obama ostrzegł, że jeśli Kongres nie przyjmie do końca lutego ustawy o finansowaniu resortu bezpieczeństwa narodowego, ponad 100 tys. pracowników tego ministerstwa, w tym strażnicy graniczni i agenci bezpieczeństwa na lotniskach, będzie musiało kontynuować pracę za darmo.

"To będzie miało bezpośredni wpływ na gospodarkę w waszych stanach, jak i na bezpieczeństwo Ameryki, bo ciężka praca tych ludzi pomaga zapewnić nam bezpieczeństwo" - powiedział Obama w poniedziałek podczas spotkania z gubernatorami stanowymi w Białym Domu.

Głosowanie ws. budżetu resortu bezpieczeństwa kraju jest niezbędne, gdyż przyjęta w grudniu ustawa o wydatkach rządu federalnego w roku budżetowym 2015 wyjątkowo gwarantowała środki na ten resort tylko do końca lutego br. Republikanie wymusili takie rozwiązanie, licząc, że w nowym Kongresie, gdzie mają od stycznia większość, będą w stanie za pomocą budżetu wywierać większą presję na Obamę, by zmusić go do rezygnacji z jego dekretów imigracyjnych.

Chodzi o ogłoszone w listopadzie ubiegłego roku przez Obamę dekrety, w wyniku których ok. 5 mln nielegalnych imigrantów może ubiegać się o prawną ochronę przed deportacją. Zdaniem Republikanów Obama nadużywa swej władzy, a dekrety oznaczają "amnestię" dla nielegalnych imigrantów.

W styczniu Izba Reprezentantów przyjęła ustawę o finansowaniu ministerstwa bezpieczeństwa narodowego USA (obejmującego federalne agencje odpowiedzialne za politykę imigracyjną), przeznaczając na ten cel 40 mld USD do końca trwającego roku budżetowego (30 września 2015), ale z zastrzeżeniem, że nie można tych środków wydać na realizację dekretów imigracyjnych Obamy.

Demokraci oskarżyli Republikanów o granie "bezpieczeństwem narodowym" dla realizacji celów politycznych w czasach, gdy rosną różnego rodzaju zagrożenia, i już trzy razy zablokowali przyjęcie podobnej ustawy w Senacie. Republikanie, którzy kontrolują Senat, zaplanowali kolejną próbę poddania ustawy pod głosowanie na poniedziałek wieczorem. Ale wszystko wskazuje na to, że i ta próba się nie powiedzie. Demokraci zapowiedzieli, że będą kontynuować obstrukcję parlamentarną (tzw. filibuster), do której przerwania niezbędne jest 60 głosów. Tak dużej większości w 100-osobowym Senacie Republikanie nie mają.

Nawet gdyby jacyś Demokraci wyłamali się i umożliwili przyjęcie ustawy, to Biały Dom zapowiedział, że prezydent Obama ją zawetuje, jeśli zawierać będzie ograniczenia w finansowaniu polityki imigracyjnej.

Republikanie i Demokraci mają więc już tylko 5 dni do końca miesiąca na znalezienie wyjścia z impasu. Jak ostrzegł w niedzielę szef resortu bezpieczeństwa narodowego Jeh Johnson, brak porozumienia oznacza nie tylko wielkie szkody dla samego ministerstwa, a może też negatywnie wpłynąć na walkę USA z terroryzmem, gdyż część pracowników zostanie wysłanych na przymusowe urlopy. Niemniej jednak ci pracownicy, którzy nie mogą iść na urlopy, gdyż są niezbędni (np. straż graniczna), będą pracować dalej, choć bez pensji.

Tymczasem sąd federalny w Teksasie, do którego wpłynął pozew od koalicji 26 konserwatywnych, w większości południowych stanów kwestionujących legalność polityki imigracyjnej prezydenta, wydał w ubiegłym tygodniu wyrok, który czasowo zawiesił wykonanie dekretów Obamy (do czasu rozpatrzenia wniosku i wydania decyzji w tej sprawie). Zgodnie z zapowiedziami rząd USA złożył w poniedziałek apelację w tej sprawie.

Niektórzy republikańscy senatorzy, jak John MacCain, wyrażali opinię, że skoro o polityce imigracyjnej Obamy i tak ma zdecydować sąd, to Republikanie w Kongresie powinni odpuścić i przyjąć ustawę o finansowaniu resortu bezpieczeństwa narodowego bez żadnych ograniczeń. Jednak ten apel nie spotkał się, jak dotąd, ze zrozumieniem wśród Republikanów w Izbie Reprezentantów.

Z Waszyngtonu Inga Czerny (PAP)