Kaczyński nie znieważył prezydenta i prezesów sądów

Kaczyński nie znieważył prezydenta i prezesów sądów
PAP/Tomasz Gzell

Prokuratura Okręgowa w Warszawie odmówiła wszczęcia śledztwa wobec "braku znamion czynu zabronionego" - poinformował w poniedziałek PAP jej rzecznik Przemysław Nowak.

Przedmiotem postępowania sprawdzającego prokuratury była wypowiedź Kaczyńskiego podczas zorganizowanego m.in. przez PiS 13 grudnia ub.r. "Marszu w Obronie Demokracji i Wolności Mediów", w 33. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego. W przemówieniu lider PiS powtórzył, że wybory samorządowe zostały sfałszowane. Zarzucił władzy, że "rozpoczyna kampanię medialną przeciwko tym wszystkim, którzy mówią, że doszło do fałszerstwa". Zarzucił władzy, że "wpływa na sądy, można powiedzieć wręcz - terroryzuje sądy, i to z udziałem prezydenta RP i z udziałem prezesów najważniejszych w Polsce sądów".

W ocenie prokuratury nie doszło w tym przypadku do przestępstw publicznego znieważenia głowy państwa (za co grozi do 3 lat więzienia) i konstytucyjnego organu RP (kara do 2 lat więzienia).

"Zniewaga jest wyrazem lekceważenia lub pogardy wobec konkretnej osoby lub organu; jest to zachowanie uwłaczające godności, polegające na obrażeniu, ubliżeniu" - wyjaśnił prok. Nowak. Prokuratura uznała, iż wypowiedzi prezesa PiS "nie stanowiły zniewagi w powyższym rozumieniu".

W uzasadnieniu prokuratura wskazała, iż inkryminowana wypowiedź "mogła mieć co najwyżej charakter zniesławiający". Zarazem Nowak przypomniał, że zniesławienie polega na pomawianiu innej osoby lub organu o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności. "Przepisy prawa nie przewidują jednakże przestępstwa ściganego z oskarżenia publicznego polegającego na publicznym zniesławieniu Prezydenta RP lub organu konstytucyjnego RP" - dodał Nowak. Podkreślił, że przestępstwo zniesławienia z art. 212 Kk ścigane jest z oskarżenia prywatnego (czyli że osoba pomówiona sama może skierować do sądu prywatny akt oskarżenia).

Decyzja prokuratury jest nieprawomocna; mogą się od niej odwołać prezydent oraz prezesi SN, NSA i TK. Prokuratura prowadziła postępowanie sprawdzające po zawiadomieniu od kilku osób (w tym Romana Giertycha).

Pod koniec listopada ub.r. prezesi Sądu Najwyższego, Trybunału Konstytucyjnego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i wiceszef Krajowej Rady Sądownictwa we wspólnym apelu do polityków i mediów napisali, że nie ma zagrożenia dla uczciwości przebiegu wyborów, a tworzenie atmosfery histerii służy anarchizowaniu państwa. "Realny problem z niesprawnym programem komputerowym do zliczania głosów zostaje rozwiązany przez ponowne, +ręczne+ zliczenie głosów. Nie ma przesłanek, poza zdarzającymi się w każdych wyborach i w każdym państwie, drobnymi, sporadycznymi pomyłkami przy liczeniu głosów, by twierdzić, że głos choć jednego wyborcy zostanie pominięty" - napisali.

Po tym, jak okazało się, że komputerowy system do zliczania głosów nie zadziałał po listopadowych wyborach do samorządów, wśród polityków i w mediach podniosły się głosy kwestionujące działalność PKW i uczciwość wyborów; padały nawet postulaty ich powtórzenia. W związku z sytuacją, prezesów TK, SN i NSA na spotkanie zaprosił prezydent Bronisław Komorowski. Po spotkaniu z nimi uznał, że lansowanie tezy o konieczności powtórzenia wyborów to "odmęty szaleństwa". Podkreślił, że nie ma zgody na kwestionowanie uczciwości wyborów.

W listopadzie ub.r. warszawska prokuratura odmówiła także wszczęcia śledztwa ws. wypowiedzi J. Kaczyńskiego o sfałszowaniu wyborów samorządowych. O możliwym przestępstwie znieważenia funkcjonariusza publicznego zawiadomił prokuraturę członek jednej z komisji wyborczej.

Niedawno "Gazeta Wyborcza" podała, że sądy okręgowe w całej Polsce "nie znalazły dowodów na sfałszowanie wyborów samorządowych i masowo oddalają protesty wyborcze". Ze złożonych niemal 2 tys. skarg na wyniki głosowania we wszystkich szczeblach samorządu (własne skargi złożyły komitety wyborcze PiS), za zasadne uznano ok. 50. Według "GW" sądy dopatrzyły się w nich uchybień, które mogły mieć wpływ na wynik wyborów i nakazały powtórzenie głosowań do rad gmin w poszczególnych okręgach.(PAP)