USA: wbrew Kongresowi od czwartku w Waszyngtonie wolno palić marihuanę

USA: wbrew Kongresowi od czwartku w Waszyngtonie wolno palić marihuanę

W życie wchodzi bowiem przyjęta w listopadowym referendum inicjatywa w sprawie zalegalizowania marihuany na własne potrzeby. Zgodnie z nią mieszkańcy oraz turyści przebywający w stolicy USA mogą od czwartku posiadać przy sobie dwie uncje (ok. 57 gramów) marihuany, co wystarczy do przygotowania ok. 100 jointów. Policja nie będzie też karać za domową uprawę konopi indyjskich oraz za palenie marihuany pod warunkiem, że będzie się to odbywało poza miejscami publicznymi.

Zupełnie niejasne pozostaje, jak ktokolwiek będzie mógł wejść w posiadanie marihuany. W przeciwieństwie do stanów Waszyngton czy Kolorado, które jako pierwsze zalegalizowały w ubiegłym roku marihuanę stosowaną w celach rekreacyjnych, stołeczne władze nie przyjęły regulacji dotyczących sprzedaży marihuany. Zakazał im tego Kongres USA, który ma szerokie kompetencje w decydowaniu o prawie przyjmowanym przez radę miejską Waszyngtonu.

Zwłaszcza Republikanie w Kongresie sprzeciwiają się legalizacji marihuany. "Szanuję ludzi, którzy tu mieszkają, ale (stołeczny Dystrykt Kolumbii) nie może stać się rajem dla palaczy marihuany" - mówił niedawno w CNN kongresmen Partii Republikańskiej w Utah Jason Chaffetz.

W grudniu Kongres zabronił władzom waszyngtońskiego Dystryktu Kolumbii wydawać jakiekolwiek środki na legalizację marihuany i zakazał uchwalania prawa dotyczącego sprzedaży tego narkotyku. Zdaniem lokalnych władz Kongres nie anulował jednak samej inicjatywy w sprawie legalizacji marihuany, którą w listopadowym referendum poparła większość mieszkańców. Jeśli więc Kongres USA nie zainterweniuje wprost, to zdaniem prokuratora generalnego Dystryktu Kolumbii Karla Racine'a marihuana staje się legalna bez szczegółowych przepisów dotyczących jej sprzedaży.

Jak przewidują komentatorzy, zapowiada to wielki chaos, bo zwolennicy marihuany mogą w praktyce testować, co tak naprawdę wolno, a czego nie. "Dystrykt Kolumbii może mieć niebawem nowe określenie: Dzikiego Zachodu marihuany" - pisał kilka dni temu dziennik "Washington Post".

Próbując zapobiec bałaganowi, stołeczne władze uprzedzały we wtorek w mediach, że choć posiadanie marihuany nie będzie od czwartku karane, to wiele aktywności z nią związanych wciąż będzie nielegalne, w tym sprzedaż oraz palenie tego narkotyku w miejscu publicznym. Oznacza to, że palenie marihuany w prywatnym mieszkaniu nie będzie zakazane, ale na słynnych waszyngtońskim błoniach, Mall, już tak.

Pierwszymi stanami, które zalegalizowały w USA marihuanę do celów rekreacyjnych, były w 2014 roku Waszyngton i Kolorado (obywatele tych stanów opowiedzieli się za legalizacją w referendach w listopadzie 2012 roku). Zgodnie ze szczegółowymi przepisami marihuanę kupić można tylko w posiadających odpowiednią licencję i podlegających kontroli miejscach sprzedaży, a znaczne zyski z podatków od sprzedaży narkotyku idą głównie na cele edukacyjne.

Jako trzeci stan marihuanę zalegalizowała we wtorek Alaska, ale utrzymany został zakaz palenia marihuany w miejscach publicznych. Nie wprowadzono też jeszcze stanowych licencji dla sklepów na sprzedaż marihuany, bowiem trwają prace nad uregulowaniem i opodatkowaniem tego nowego rynku; jego uruchomienie przewidziano najwcześniej na 2016 rok.

Prawo federalne nadal traktuje marihuanę jako nielegalny narkotyk, ale administracja prezydenta Baracka Obamy ogłosiła w 2013 roku, że nie będzie na razie stawać na drodze stanom, które ją legalizują, o ile przestrzegane będą surowe zasady dotyczące dystrybucji narkotyku. Chodzi m.in. o zapewnienie, że nie trafi ona do nieletnich albo gangów oraz nie będzie sprzedawana do stanów, w których pozostaje nielegalna. Stany, w których zalegalizowano posiadanie i sprzedaż marihuany, mają też zapewnić, że konopie indyjskie nie będą uprawiane na terenach publicznych.

(PAP)