Biegli: policjanci niewinni tragedii w Legionowie

Biegli: policjanci niewinni tragedii w Legionowie
PAP/Tomasz Gzell

9 marca w trakcie interwencji policji wobec grupy osób podejrzewanych o przestępstwa narkotykowe, młody mężczyzna usiłował połknąć foliowe zawiniątko z marihuaną, zadławił się i po kilku godzinach zmarł w szpitalu. Wywołało to wybryki chuligańskie w mieście przeciwko rzekomej brutalności policji, w wyniku których zatrzymano 21 osób.

Już wcześniej i policja, i prokuratura informowały, że dotychczasowe ustalenia śledztwa i zeznania niezależnych świadków nie wskazują, aby policjanci przekroczyli uprawnienia w trakcie interwencji.

Jak poinformowała w czwartek PAP rzeczniczka Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga, prowadzącej śledztwo ws. śmierci 19-latka, podczas sekcji zwłok w obrębie szyi, gardła i krtani nie stwierdzono śladów obrażeń ani uszkodzeń. "W przełyku i tchawicy nie stwierdzono śladów nieprawidłowej intubacji" - powiedziała Renata Mazur.

Postępowanie wyjaśniające ws. działań ratowniczych wobec 19-latka prowadzi także wojewoda mazowiecki. Obejmuje ono działania ratownicze podjęte przez legionowskie i warszawskie zespoły ratownictwa medycznego oraz Szpitalny Oddział Ratunkowy w Szpitalu Bródnowskim.

"Postępowanie prowadzone jest z udziałem konsultantów wojewódzkich w dziedzinach: ratownictwa medycznego, intensywnej terapii oraz anestezjologii. Do czasu jego zakończenia nie jest zasadne spekulowanie na temat prawidłowości działań ratowniczych" - powiedziała PAP rzeczniczka prasowa wojewody mazowieckiego Ivetta Biały.

Śmierć 19-lataka wywołała protesty przed komendą policji w Legionowie; według części protestujących, to policjanci przyczynili się do śmierci mężczyzny.

Podczas protestów zatrzymano 21 osób, większość z nich była pod wpływem alkoholu. Jak informowała policja, funkcjonariusze zostali zaatakowani przez chuliganów kamieniami, butelkami i puszkami. Kilku policjantów odniosło obrażenia. Chuligani uszkodzili też elewację komendy oraz kilka radiowozów. Funkcjonariusze w celu przywrócenia porządku użyli siły fizycznej, pałek służbowych, ręcznych miotaczy pieprzu.

Jak dotąd ośmiu osobom prokuratura postawiła zarzut "czynnego udziału w nielegalnym zbiegowisku", którego uczestnicy "wspólnymi siłami dopuszczali się gwałtownego zamachu na osoby lub mienie, naruszenia nietykalności policjantów i uszkodzenia mienia". Grozi za to do 3 lat więzienia. Sprawy 13 pozostałych zatrzymanych, m.in. za "czynny udziału w nielegalnym zbiegowisku", prowadziła policja w trybie przyspieszonym. Zapadły już pierwsze wyroki - jeden mężczyzna został skazany na 3 miesiące więzienia, dwie kobiety - na 5 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata oraz dozór policji. Kilka innych spraw zostało zwróconych do prokuratury w celu uzupełnienia dokumentacji.

(PAP)