Łódzkie: rozpoczął się proces ws. rodziny zastępczej z Łęczycy

Sąd postanowił wyłączyć jawność postępowania uznając, że przedstawione w jego trakcie okoliczności mogą m.in. narazić pokrzywdzonych na poniżenie i tym samym zaszkodzić ich interesom.

"Jednocześnie upublicznienie rozprawy nie jest konieczne do zrealizowania celów postępowania" - wyjaśniła sędzia Marzenna Milczarek.

Prokuratura oskarżyła mężczyznę o znęcanie się nad dziewięciorgiem dzieci i wykorzystywanie seksualne siedmiorga z nich, a kobietę o znęcanie nad 10 podopiecznych. 60-latkowi grozi kara do 12 lat więzienia, jego żonie - do pięciu lat pozbawienia wolności. Dwie z pokrzywdzonych osób na sali rozpraw oświadczyły, że będą występowały w charakterze oskarżycieli posiłkowych.

Reprezentujący oskarżonych adwokat Bartosz Tiutiunik przed rozprawą poinformował, że przez cały tok postępowania przygotowawczego jego klienci nie przyznali się do winy i kwestionowali zasadność stawianych zarzutów. Jego zdaniem oznacza to, że w trakcie procesu przeprowadzone będzie postępowanie dowodowe.

"Pewnym warunkiem wynikającym z praktyki jest to, że aby do dobrowolnego poddania się karze miało dojść, okoliczności zarzucanych czynów mają nie budzić wątpliwości. W sytuacji, kiedy klienci kwestionują sprawstwo i winę trudno tutaj mówić o sytuacji, żeby ten proces miał się skończyć w ten sposób. Czyli zapewne postępowanie dowodowe będzie prowadzone" - powiedział Tiutiunik.

Oskarżeni zaczęli funkcjonować jako rodzina zastępcza od 2007 r. Ustalono, że do początku 2014 r. przebywało w niej w sumie kilkanaścioro dzieci. Początkowo rodzice zastępczy byli podejrzani o znęcanie się w latach 2012-14 nad pięciorgiem podopiecznych w wieku od 8 do 13 lat. Ojcu i jego 21-letniej córce zarzucono także wykorzystywanie seksualne dzieci. Później kolejne dzieci, które przebywały w tej rodzinie przed laty, także potwierdziły, że znęcano się nad nimi, a także molestowano seksualnie.

W trakcie śledztwa biegli psychiatrzy orzekli, że mężczyzna miał ograniczoną poczytalność, ale w stopniu nieznacznym. Oznacza to, że może ponosić odpowiedzialność karną.

Zdaniem śledczych zebrane w sprawie dowody są "porażające". Zdarzało się, że opiekunowie bili dzieci po twarzy i plecach pasem i pięściami, zatykali im usta, stosowali kary polegające m.in. na wielogodzinnym staniu na baczność. Dzieciom ograniczano dostęp do jedzenia i kontakt z rówieśnikami, używano wobec nich słów wulgarnych.

Ze śledztwa wyłączono materiały dotyczące 21-letniej córki małżeństwa, która początkowo także usłyszała zarzuty znęcania się nad dziećmi i molestowania jednego z nich. Biegli psychiatrzy po badaniu uznali bowiem, że jest ona całkowicie niepoczytalna.

(PAP)