Przewoźnicy protestowali ws. niemieckiej płacy minimalnej

W Niemczech od 1 stycznia 2015 r. obowiązuje ustawa o płacy minimalnej. W myśl nowego prawa, niemiecka stawka minimalna - 8,5 euro - ma dotyczyć zarówno Niemców jak i obywateli innych państw, pracujących na terenie Niemiec.

"Chcemy zwrócić uwagę naszego rządu na problemy polskiego transportu. Rząd wprawdzie interweniował w naszej sprawie, ale bezskutecznie, a sytuacja się pogarsza. To, co teraz się dzieje, jeśli chodzi o płacę minimalną w Niemczech, którą muszą stosować polscy przewoźnicy, którzy wysyłają swoich kierowców na terytorium Niemiec, może za jakiś czas te przedsiębiorstwa doprowadzić do upadku. Niemcy nie ukrywają, że ich działania służą walce z - jak oni twierdzą - dumpingiem socjalnym. My uznajemy te działania za niedopuszczalny w Unii Europejskiej neoprotekcjonizm" - powiedziała PAP rzeczniczka prasowa Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych w Polsce Anna Wrona.

Podkreśliła, że niemieckie przepisy są złamaniem zasady unijnego wolnego rynku, zasady swobodnego przepływu towarów i usług. "Jedynym efektem starań polskiego rządu w sprawie naszych przewoźników było to, że niemiecki rząd zawiesił stosowanie niemieckich przepisów w odniesieniu do tranzytu do czasu decyzji Komisji Europejskiej. Jednak tranzyt to jedynie 20 procent ogółu przewozów między nami a Niemcami. W związku z tym, że do tej pory nie udało się nic zrobić przewoźnicy podjęli kolejne działania takie jak dzisiejsza akcja protestacyjna. Chodzi o to, żeby zwrócić uwagę mediów, społeczeństwa na to, co się dzieje z polskimi przewoźnikami. Chcemy, by rząd zaktywizował się w takim stopniu, aby uchronił tak dużą polską branżę przed bankructwem" - powiedziała Wrona.

Jak dodała, wspólne działania w tej sprawie podejmują również przedstawiciele przewoźników z "nowych" krajów unijnych. 25 marca organizują pikietę w Brukseli, na placu Luksemburskim przed Parlamentem Europejskim. Swój udział dotychczas potwierdzili przedstawiciele przewoźników z Węgier, Rumunii i Czech, Słowacji i oczywiście z Polski.

W Rzeszowie o godz. 10, 12 pojazdów, 10 samochodów ciężarowych i dwa autobusy, na liczącym ok. dwa kilometry odcinku drogi przemieszczało się pomiędzy dwoma rondami na drodze krajowej nr 97. "Nie ma utrudnień w ruchu. Pojazdy zajmują prawy pas drogi. Poruszają się zgodnie z przepisami" - powiedział oficer prasowy rzeszowskiej policji Adam Szeląg.

Transportowcy protestowali także pod Szczecinem na autostradzie A6 prowadzącej do Berlina. Tam między Radziszewem a Kołbaskowem - według różnych szacunków - poruszało się jednym pasem od 80 do 130 pojazdów ciężarowych. Według policji, protest nie spowodował dużych utrudnień w ruchu.

W Lubuskiem przewoźnicy manifestowali w rejonie Olszyny na polsko-niemieckiej granicy. Około godziny 11 z jednej ze stacji paliw tiry ruszyły drogą krajową nr 18 w kierunku granicy, poruszając się w "marszowym tempie". Po drodze na chwilę zablokowały przejazd. Anna Berestecka z Komendy Powiatowej Policji w Żarach przekazała PAP, że w rejonie Olszyny ruch został spowolniony. "Podróżujący przejadą tym odcinkiem drogi nr 18, ale zajmie im to więcej czasu niż zwykle" - powiedziała PAP policjantka.

W woj. lubuskim w rejonie dawnego przejścia granicznego w Gubinku także na drogę wyjechali przewoźnicy. Policja podała, że w akcji uczestniczyły trzy tiry z naczepami, dwa bez i bus, co z uwagi na małe natężenie ruchu nie powodowało większych utrudnień w ruchu.

W Koroszczynie(woj. lubelskie) na granicy z Białorusią w proteście uczestniczyło około 200 tirów blokując wjazd na terminal odpraw dla samochodów ciężarowych. Tiry stały na dwóch pasach kolejkowych, na drodze prowadzącej do terminala. Odprawa tirów w Koroszczynie na skutek protestu nie odbywa się. "Tiry nie dojeżdżają do terminala, stoją w tej kolejce" - powiedział Marcin Czajka z Izby Celnej w Białej Podlaskiej

Służby graniczne wstrzymały także odprawę tirów wjeżdżających do Polski, ponieważ jak tłumaczy Czajka, po przekroczeniu granicy, po stronie polskiej nie miałyby one gdzie wjechać.

Ministerstwo infrastruktury i rozwoju w poniedziałkowym komunikacie zapewniło, że od momentu wprowadzenia przez Niemcy przepisów wykonawczych do ustawy o płacy minimalnej (MiLoG) jest w stałym, bieżącym kontakcie z przedstawicielami branży przewoźników transportowych. Ostatnie spotkanie miało miejsce 20 marca br. - podano.

Resort przypomniał, że Polska nie podziela opinii niemieckiej administracji, co do zakresu stosowania niemieckiej ustawy o płacy minimalnej. Przewoźnicy transportowi są nieproporcjonalnie bardziej obciążani nowymi wymogami administracyjnymi. Przepisy wprowadzone przez Niemcy mogą ograniczać wolną konkurencję, jak również podstawowe regulacje UE dotyczące swobody przepływu usług.

MIR przypomniał, że w efekcie działań podejmowanych od grudnia 2014 r. przez polski rząd, zarówno w relacjach dwustronnych ze stroną niemiecką, jak i na forum Unii Europejskiej, Niemcy wstrzymały wykonywanie wspomnianych przepisów w odniesieniu do tranzytu, a Komisja Europejska wszczęła procedurę EU Pilot. Strona niemiecka przesłała stosowne wyjaśnienia, oczekujemy na stanowisko KE w tej sprawie.

Ustawa o płacy minimalnej obowiązuje w Niemczech od 1 stycznia; stawka za godzinę, która dotyczy zarówno Niemców, jak i obywateli innych państw pracujących w tym kraju wynosi, co najmniej 8,5 euro za godzinę. Zdaniem władz w Berlinie stawka minimalna obowiązuje również kierowców z firm transportowych spoza Niemiec. Oznacza to, że w praktyce każda firma transportowa, której samochód przejeżdżałby tranzytem przez terytorium Niemiec, musiałaby płacić swoim kierowcom odpowiednio wysokie stawki.

Podobne przepisy w połowie lutego br. zostały przyjęte w Francji. Nowe przepisy przewidują, że zagraniczni kierowcy pracujący we Francji będą musieli otrzymywać francuskie średnie wynagrodzenie netto, czyli 2595 euro.

Obecnie Komisja Europejska bada materiały przekazane jej przez Niemcy. Berlin stoi na stanowisku, że przepisy są zgodne z prawem unijnym. Przeciwko przepisom o płacy minimalnej protestują też niemieccy przedsiębiorcy. Ich zdaniem szczególnie dokuczliwe są biurokratyczne obciążenia związane ze stosowaniem ustawy.

Rzecznik KE ds. socjalnych i zatrudnienia Christian Wigand mówił w poniedziałek w Brukseli, że Komisja jest w trakcie wyjaśniania z władzami Niemiec, czy wprowadzone przez nich przepisy są zgodne z prawem UE. "Komisja otrzymała wyjaśnienia od Niemiec jakiś czas temu. Przyglądamy się temu" - powiedział Wigand.

(PAP)