Saudowie interweniują w Jemenie. Obama wspiera operację

Saudowie interweniują w Jemenie. Obama wspiera operację
EPA/STRINGER

W oświadczeniu zastrzeżono jednak, że siły USA "nie biorą bezpośredniego udziału w operacji wojskowej w Jemenie".

Jak dodano, Stany Zjednoczone uważnie monitorują zagrożenia ze strony filii Al-Kaidy w Jemenie i "będą dalej podejmowały konieczne działania w celu likwidowania stałych zagrożeń".

Arabia Saudyjska i jej sojusznicy z Zatoki Perskiej rozpoczęli w nocy ze środy na czwartek operację wojskową w Jemenie, w tym ataki z powietrza na cele Huti, którzy kontestują legalność władzy prezydenta Jemenu gen. Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego.

Ambasador Arabii Saudyjskiej w USA Adel al-Dżubeir powiedział, że koalicja 10 państw połączyła siły w kampanii wojskowej w celu - jak to ujął - "ochrony i obrony prawowitego rządu" prezydenta Jemenu. Dodał, że Rijad konsultował się z Waszyngtonem w związku z tą operacją, zastrzegając, że Stany Zjednoczone nie biorą w niej udziału.

Na razie niewiele wiadomo na temat szczegółów operacji pod dowództwem Saudyjczyków. Koalicja zakomunikowała, że przestrzeń powietrzna Jemenu to "strefa o ograniczonym ruchu lotniczym".

Z kolei nadawana przez Huti telewizja Al-Masira poinformowała, że celem ataków były północne przedmieścia stolicy kraju, Sany. W nalotach zginęło kilkadziesiąt osób - podała telewizja.

Tymczasem wysoki rangą przedstawiciel ruchu Huti powiedział w czwartek, że saudyjskie naloty są równoznaczne z agresją na Jemen i ostrzegł, że wywołają "wielką wojnę" w regionie.

(PAP)