Greń sam się zawiesił w PZPN

Greń sam się zawiesił w PZPN
PAP/Bartłomiej Zborowski

"Kazimierz Greń sam zgłosił wniosek o swoje zawieszenie, a zarząd PZPN jednogłośnie zaakceptował tę propozycję" - powiedział Boniek, dodając, że do końca kwietnia Wydział Dyscypliny Związku zobowiązał się podjąć decyzję.

Postępowanie zostało wszczęte w związku z rzekomą sprzedażą przez Grenia biletów przed rozegranym 29 marca meczem reprezentacji Polski z Irlandią (1:1) w eliminacjach mistrzostw Europy w Dublinie.

"Greń jest absolutnie przekonany, że w Irlandii nie zrobił nic takiego, za co musiałby się wstydzić. Będzie starał się dowieść swoich racji przed Wydziałem Dyscypliny, a ewentualnie także przed sądami, jeśli będzie miał jakieś procesy o zniesławienie z innymi podmiotami" - stwierdził prezes PZPN.

Greń przyjechał na piątkowe obrady zarządu Związku w towarzystwie adwokata Piotra Folcika, który nie mógł jednak uczestniczyć w posiedzeniu piłkarskiej centrali.

"Podczas zarządu prowadzona była rzeczowa dyskusja, my nie jesteśmy od ustalania winy czy kary pana Kazimierza, od tego jest Wydział Dyscypliny. Greń uważa, że ma wszelkie argumenty, aby się wybronić, a ja mu życzę tego z całego serca. Chcę żeby sprawa zakończyła się w sposób uczciwy i obiektywny" - dodał Boniek.

Zarząd PZPN mógł zawiesić w prawach swego członka, ale Greń niejako wyprzedził ten ruch. Po obradach w jego imieniu wypowiadał się adwokat. "Piłka nadal jest w grze i nikt nie ma zamiaru schodzić z boiska" - przyznał Folcik, potwierdzając, że Greń oddał się do dyspozycji zarządu, wnosząc tym samym o czasowe zawieszenie do momentu prawomocnej decyzji WD PZPN.

"Spokojnie poczekamy na orzeczenie Wydziału Dyscypliny, do tego czasu nie będziemy wykonywali żadnych ruchów" - wyjaśnił prezes Związku.

Piątkowe obrady zarządu PZPN poświęcone były tylko wydarzeniom z Irlandii. Członkowie gremium zaraz po ich zakończeniu udali się na pogrzeb zmarłego w ubiegłym tygodniu Leszka Rylskiego, jedynego Polaka, który był członkiem Komitetu Wykonawczego UEFA.

Kilka dni temu, podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez Grenia, działacz z Podkarpacia oznajmił, że jest niewinny. Jednocześnie zapowiedział pozwy do sądu przeciwko niektórym mediom.

Irlandzka prasa już dzień po spotkaniu el. Euro 2016 z Polską napisała, że Greń (oraz towarzysząca mu kobieta) sprzedawał nielegalnie bilety, za co trafił do aresztu. Przyznał on wówczas w rozmowie z PAP, że była rozprawa, ale został uniewinniony. Jak dodał, nie handlował biletami, a jedynie przywiózł 12 sztuk dla przyjaciół.

"W ogóle nie powinno być tej sprawy. Dwa zarzuty wobec mnie w sądzie w Irlandii zostały oddalone. Oświadczam, że nie pojechałem tam w celach zarobkowych. Z powodów mi nieznanych zatrzymano mi 12 biletów, które miałem dla przyjaciół z Polski. Byłem w Dublinie za własne pieniądze. Niektórzy piszą, że tam zarobiłem. To brednie. Czy ktoś mnie złapał, że brałem jakieś pieniądze do kieszeni? Że ktoś mi wręczał lub odbierał ode mnie bilety? Policja wydarła mi z kieszeni te dwanaście, jakie miałem. Z kieszeni, a nie z ręki. Zabrano mi również telefon" - tłumaczył na wtorkowym spotkaniu z dziennikarzami.

Greń wówczas sugerował, że może być ofiarą intrygi i jest niewygodny dla władz PZPN.

"Najdziwniejsze jest to, że zatrzymano tylko mnie, a nie +koników+ polskich czy irlandzkich. To przypadek, że policjanci podeszli tylko do mnie? Że o nic nie pytali, a od razu wyrwali mi bilety z kieszeni. Po co miałbym sprzedawać tam wejściówki? Gdybym chciał zarobić, zrobiłbym to przez osoby trzecie. Byłem na wielu meczach, kilku turniejach o mistrzostwo Europy i świata. Znam procedury i wiem, gdzie jest monitoring pod stadionem" - podkreślił. (PAP)