Koniec przygody Błękitnych - zostali bohaterami Pucharu Polski

Koniec przygody Błękitnych - zostali bohaterami Pucharu Polski
PAP/Jakub Kaczmarczyk

Niewiele, bo zaledwie kilkunastu minut, zabrakło dzielnemu drugoligowcowi, by sprawić jedną z największych niespodzianek w historii Pucharu Polski. W półfinałowym rewanżu na poznańskim INEA Stadionie ostatecznie przegrali po dogrywce z Lechem 1:5 i zakończyli długą, bo trwającą od 19 lipca przygodę z rozgrywkami.

Zawodnicy Błękitnych nie ukrywali, że mimo wysokiej porażki w stolicy Wielkopolski przeżyli absolutnie coś niezwykłego. Większość z nich nigdy wcześniej nie miała okazji grać przed ponad 18-tysięczna widownią, ale już szczególnie byli zaskoczeni pospolitym ruszeniem sympatyków futbolu z ich miasta.

"Na meczu w Poznaniu podobno było trzy tysiące kibiców ze Stargardu, a na nasz stadion może wejść maksymalnie 2800. Łezka mi się uroniła, gdy ci ludzie jeszcze pół godziny po meczu stali i nam klaskali. Szkoda, że wszystko potoczyło się jak w bajce - skończył się mecz, skończył się bal, wybiła północ i Kopciuszek musiał wrócić do domu" - powiedział po spotkaniu Robert Gajda, jeden z najbardziej doświadczonych piłkarzy Błękitnych.

Drużyna ze Stargardu być może pojawi się na finale, jednak już w roli kibiców. Drugoligowiec został zaproszony przez szefa PZPN do Warszawy, a Boniek ma nawet pomóc w przełożeniu ich meczu ligowego.

"To prawda, rozmawialiśmy ze Zbigniewem Bońkiem i otrzymaliśmy zaproszenie, a prezesowi się nie odmawia. Dla mnie to może być jedyna szansa, aby pojawić się na Stadionie Narodowym w roli gościa, bo raczej wybitnym reprezentantem już nie zostanę. Będę skłaniał się ku temu, aby pojechać na ten finał" - podkreślił 37-letni Gajda.

Piłkarze Błękitnych w trakcie rozgrywek pokazali na boisku, że są prawdziwymi profesjonalistami. Obrońca Ariel Wawszczyk przyznał, że łatka "półamatorów" została przypięta im niesłusznie.

"Tak naprawdę tylko trzech zawodników z podstawowej jedenastki oprócz gry w piłkę pracuje. Pozostali są profesjonalistami, trenujemy jak zawodnicy w ekstraklasie. Druga liga też nie jest amatorska, ale ogólnopolska i naprawdę nie grają tam przypadkowi ludzie" - zaznaczył Wawszczyk, któremu marzy się też awans sportowy.

"Paru z nas jest jeszcze młodych. Mamy szansę i chyba też zasługujemy, aby zagrać gdzieś +wyżej+" - dodał 23-latek.

Gajda podziela opinię dużo młodszego kolegi i wierzy, że kilku obecnych piłkarzy Błękitnych prędzej czy później trafi do ekstraklasy.

"Wygraliśmy dwa razy z Cracovią, pokonaliśmy Lecha u siebie i wyeliminowaliśmy trzech pierwszoligowców z Pucharu Polski. To chyba nie jest przypadek. Ja naprawdę cieszę się każdą minutą spędzoną z chłopakami w tym klubie, ale oni muszą grać w wyższej lidze. Chciałbym jednego czy drugiego za dwa-trzy lata zobaczyć w ekstraklasie" - przyznał Gajda.

Zawodnicy liczą też, że kibice po sukcesach w Pucharze Polski pokochają piłkę nożną tak jak koszykówkę, która w mieście królowała w latach 90.

"Chciałbym, że tylu kibiców, ilu było w Poznaniu, przychodziło na nasze mecze. Kiedyś koszykówka była mocno promowana przez miasto, teraz może przyjdzie czas na piłkę. Przydałaby się rozbudowa stadionu albo chociaż renowacja naszej murawy, bo jest w kiepskim stanie. Nie rezygnujemy z walki o awans do pierwszej ligi. W pewnym momencie wszystkie siły rzuciliśmy na Puchar Polski kosztem ligi. Tabela jest jednak płaska, a straty nie są duże" - podsumował Wawszczyk. (PAP)