"Zdrajca i dezerter" skazany w PRL na śmierć uniewinniony

Zdrajca i dezerter skazany w PRL na śmierć uniewinniony
PAP

Siedmiu sędziów Izby Wojskowej SN przychyliło się do kasacji złożonej na korzyść mieszkającego we Francji Bogulaka przez zastępcę prokuratora generalnego-Naczelnego Prokuratora Wojskowego. Zgodnie z kasacją, wyroki skazujące z 1983 r. uznano za "wydane z rażącym naruszeniem prawa", bo za podstawę skazania przyjęto materiały od służb PRL, które - według SN - trudno było nawet nazwać poszlakami.

SN uchylił też obowiązujące od lat 80. do poniedziałku poszukiwania 72-letniego Bogulaka listem gończym. Obecny w SN jego brat powiedział PAP, że gdy przebywał on w Polsce kilka lat temu, był poszukiwany przez policję, a telefony rodziny były podsłuchiwane.

Bogulak jako sierżant służb specjalnych PRL był kierowcą w ambasadzie PRL w Paryżu. W 1982 r. zdecydował tam wystąpić o azyl. Według komunistycznego MSW miał ujawnić tamtejszym służbom kilkudziesięciu peerelowskich szpiegów. W marcu 1983 r. został skazany zaocznie przez sąd Warszawskiego Okręgu Wojskowego za zdradę i dezercję na 25 lat więzienia, pozbawienie praw publicznych i konfiskatę mienia. W maju 1983 r. SN zaostrzył wyrok i orzekł karę śmierci. Z kolei w 1990 r. sąd WOW zmienił tę karę na 25 lat więzienia.

Według NPW dowody nie pozwalały na skazanie Bogulaka, gdyż sądy miały tylko wiedzę operacyjną i notatki oficerów MSW, a skazanie nastąpiło na zasadzie domniemania winy. "Sądy uznały, że skoro on miał pewną wiedzę, dość zresztą ogólną jak to kierowca, to musiał ją w całości przekazać francuskim służbom, a to nie jest poparte żadnymi dowodami" - mówił w SN prokurator wojskowy Jan Żak. "Sąd II instancji zaostrzył karę, nie widząc oskarżonego na oczy" - dodał.

Według prokuratora nie jest jasne, czy Bogulak wiedział, że wskutek militaryzacji służb w stanie wojennym uzyskał on status żołnierza. "Brak zatem dowodów, by dopuścił się on przestępstwa dezercji, które musi być popełnione umyślnie" - dodał Żak.

SN uznał kasację NPW za "oczywiście zasadną". W uzasadnieniu orzeczenia sędzia SN Andrzej Tomczyk mówił, że za dowody winy sądy przyjęły "co najwyżej uprawdopodobnione materiały, które trudno było nazwać poszlakami". "Bezsporne było tylko to, że on pozostał we Francji; wszystkie pozostałe okoliczności podane przez sąd były wynikami pracy operacyjnej i agenturalnej i nie znalazły potwierdzenia procesowego" - dodał.

"W oparciu o takie okoliczności skazanie nie wchodziło w grę" - oświadczył sędzia. "Można przyjąć, że służby specjalne Francji rozmawiały z oskarżonym, ale nie można było przypuszczać, co im przekazał" - dodał. Według SN uniemożliwia to przypisanie mu przestępstwa zdrady. Co do zarzutu dezercji, SN ocenił, że nie ma żadnych dowodów, że miał on świadomość, iż opuszczenie pracy będzie podlegać takiej samej odpowiedzialności, jak porzucenie służby wojskowej.

Brat Bogulaka powiedział PAP, że w 1990 r. sąd WOW odmówił wydania mu listu żelaznego, gdyż obawiał się on przyjechać do Polski. Potem przyjeżdżał do Polski; pobiera emeryturę "resortową" za okres służby przed 1982 r. Teraz Bogulak może wystąpić o odszkodowanie za konfiskatę mienia.

W latach 80. sąd WOW skazał zaocznie na karę śmierci kilka osób za "zdradę i szpiegostwo". Byli wśród nich m.in. płk Ryszard Kukliński - słynny szpieg CIA w Sztabie Generalnym WP; Zdzisław Najder, ówczesny szef Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa; ambasadorowie PRL, którzy po wprowadzeniu stanu wojennego w 1981 r. "wybrali wolność" - Zdzisław Rurarz i Romuald Spasowski oraz kilku funkcjonariuszy służb PRL, którzy "zdradzili ustrój", w tym Bogulak. Wyroki wobec części z nich uchylano po 1990 r. Śledztwo wobec Kuklińskiego prokuratura wojskowa umorzyła w 1997 r. Uznano, że podejmując współpracę z amerykańskim wywiadem, działał on na rzecz Polski oraz w stanie "wyższej konieczności".(PAP)