Boko Haram w Nigerii uprowadziło 2000 dziewcząt i kobiet

Boko Haram w Nigerii uprowadziło 2000 dziewcząt i kobiet
PAP/EPA/STR

14 kwietnia mija dokładnie rok od uprowadzenia dziewcząt, głównie chrześcijanek, przez ok. 50 uzbrojonych ludzi, którzy przyjechali 50 ciężarówkami. Zakładniczki zostały wywiezione do lasu Sambisa, bastionu Boko Haram. W sumie w ręce porywaczy trafiło 276 dziewcząt, w wieku od 12 do 17 lat, ale kilkudziesięciu udało się uciec. Los 219 uczennic pozostaje nieznany.

Organizacja praw człowieka w liczącym 90 stron raporcie powołuje się na zeznania kilkudziesięciu świadków i kobiet, którym właśnie udało się uciec z rąk porywaczy.

AI pisze w dokumencie o 38 przypadkach masowych porwań. "Trudno ocenić, ile osób zostało uprowadzonych przez Boko Haram", ale "liczba porwanych kobiet i dziewcząt z pewnością przewyższa dwa tysiące" - zastrzega.

Amnesty powołuje się na wysokiej rangi źródło wojskowe, które potwierdziło, że zakładniczki z Chibok zostały podzielone na trzy lub cztery grupy i są przetrzymywane w różnych obozach Boko Haram.

Niektóre zakładniczki znajdują się w lesie Sambisa w stanie Borno, inne wokół Jeziora Czad i w rejonie łańcucha górskiego oddzielającego Nigerię i Kamerun, a jeszcze inne (ok. 70) zostały wywiezione do sąsiadującego z Nigerią Czadu.

AI przytacza wypowiedź 19-latki, która została uprowadzona we wrześniu ub. r. podczas wesela wraz z panną młodą i jej siostrą. Kobiety były przetrzymywane w obozie szkoleniowym Boko Haram w Madagali wraz z setkami innych kobiet-bojowniczek.

"Byłam wśród kobiet, które uczyły się strzelać. Byłam również szkolona, jak stosować bomby i atakować wioski" - mówi anonimowo kobieta, która została kilkakrotnie zgwałcona. Jak powiedziała w rozmowie z AI, te kobiety, które nie chciały walczyć, ani przejść na islam, skończyły w masowym grobie. Również wielu mężczyzn, którzy nie chcieli przystać do Boko Haram, zostało zabitych. Dwóch młodych mężczyzn powiedziało analitykom AI, że co najmniej stu mężczyzn zostało straconych jednego dnia w grudniu ub. r.

"Te przeraźliwe egzekucje, przemoc seksualna, rekrutowanie dzieci to wszystko są zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości i muszą być ścigane (przez nigeryjskie władze)" - powiedział Reuterowi autor raportu Daniel Eyre.

Nigeryjska armia już w przeszłości komunikowała, że wie, gdzie znajdują się porwane, ale twierdzi, że operacja ich odbicia byłaby zbyt ryzykowna. Nic też nie wiadomo o żadnych hipotetycznych negocjacjach prowadzonych z islamistycznym ugrupowaniem.

Od wyemitowania filmu wideo w maju 2014 r. do tej pory nie ma żadnych informacji, czy zakładniczki żyją.

W maju przywódca Boko Haram Abubakar Shekau ogłosił w przesłaniu wideo, że porywacze zamierzają poślubić zakładniczki i traktować je jak niewolnice. Nieco później w kolejnym wideo pokazano ok. 130 dziewcząt, w muzułmańskich zasłonach, recytujących wersety Koranu. Emir Shekau zażądał wówczas uwolnienia przez władze więźniów Boko Haram w zamian za licealistki z Chibok.

Założona w 2002 roku organizacja Boko Haram początkowo stawiała sobie za cel walkę z zachodnią edukacją. W 2009 roku rozpoczęła akcję zbrojną na rzecz przekształcenia Nigerii lub przynajmniej jej części w muzułmańskie państwo wyznaniowe, w którym obowiązywałoby prawo szariatu. W wyniku islamistycznej rebelii w najludniejszym kraju Afryki zginęło już wiele tysięcy osób, w tym ponad 15,5 tys. od 2012 roku. Licząca 170 mln ludność Nigerii jest prawie równo podzielona na muzułmanów i chrześcijan.

Nigeryjska armia odniosła ostatnio serię zwycięstw nad dżihadystami. Wojsko informowało niedawno, że nie kontrolują już oni żadnych miejskich ośrodków w Yobe i Adamawa, czyli w dwóch z trzech stanów północno-wschodniej Nigerii najbardziej dotkniętych islamistyczną rebelią. Zapowiedziano też, że wkrótce wyzwolony zostanie trzeci stan, Borno.

(PAP)