Komorowski krytycznie o polityce informacyjnej prokuratury

Komorowski krytycznie o polityce informacyjnej prokuratury
PAP/Paweł Supernak

Komorowski ocenił w radiu RMF FM, że "bardzo łatwo jest zachwiać ludzką pewnością, że sprawy są wyjaśnione". Według prezydenta część społeczeństwa "jest podatna na zjawisko ograniczenia zdolności do racjonalnego myślenia w sytuacji głębokiego kryzysu". "Kiedy rozum śpi - a w sytuacjach pełnych emocji łatwo jest uśpić rozum - budzą się polityczne upiory" - powiedział, wskazując na tych, którzy starają się zakwestionować werdykt polskiej komisji badającej wypadki lotnicze i będą także "chwiali werdyktem prokuratury".

"Niestety prokuratura trochę sama w tym pomaga, bo - co widać gołym okiem - są absolutnie kardynalne błędy prokuratury w zakresie polityki informacyjnej: te sprzeczne sygnały, niekonsekwentne. To jest rzeczywiście problem. Dlatego chcę zaprosić prokuratora generalnego na rozmowy do mnie (...), żeby wyjaśnić, skąd się biorą te niespójności, przynajmniej w polityce informacyjnej prokuratury. Ona ma ogromne znaczenie w budowaniu braku pewności Polaków, że sprawy są ostatecznie wyjaśnione, nazwane, zdefiniowane" - oświadczył prezydent.

W zeszłym tygodniu RMF FM ujawniło stenogram z nowo odczytanego nagrania rozmów w kokpicie Tu-154M. Okazało się, że zawiera on o 30 proc. więcej treści, niż wcześniejsze odczyty. Przedstawiciele prokuratury mówili, że istnieje nie jeden, a dwa nowe stenogramy, potem prostowano, iż stenogram jest jeden, a druga opinia to ocena rozpoznania poszczególnych głosów z kokpitu. Początkowo prokuratura wojskowa oświadczyła, że w stenogramie są "nieścisłości" i odmawiała jego opublikowania; wkrótce zmieniono zdanie i postanowiono upublicznić ekspertyzę.

Prezydent oświadczył też, że nie zamierza ingerować w spory między rodzinami ofiar katastrofy smoleńskiej co do miejsca i rodzaju upamiętnienia tej katastrofy w centrum Warszawy. Jak podkreślił, kwestia wyboru miejsca spoczywa na władzach stolicy, które wskazały punkt na skraju Placu Marszałka Piłsudskiego - część rodzin opowiada się za "pomnikiem światła" przed Pałacem Prezydenckim.

"Ja nie podejmuję się negocjowania czegoś, co nie jest do wynegocjowania. Niestety nastąpiły podziały tak głębokie, że o pełnej zgodności rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej chyba mowy być nie może przez długie lata. Więc ja reaguję na prośbę tych, którzy się do mnie zwrócili. A zwrócili się ci, którzy uznają, że ważne jest to, żeby złapać w porę szansę w ogóle na powstanie pomnika adresowanego do pamięci wszystkich ofiar katastrofy" - powiedział.

W ocenie prezydenta, po katastrofie smoleńskiej "egzamin zdało państwo polskie, a szczególnie konstytucja, która sprawdziła się w pełni, jeśli chodzi o ustabilizowanie państwa". Przypomniał, że przepisy pozwoliły na sprawne przejęcie władzy oraz bezzwłoczne powołanie nowych dowódców wojskowych, szefów urzędów i instytucji, w miejsce osób, które zginęły w rządowym samolocie, a także "szybkie wejście w proces nowych wyborów". "Mam w tym swój poważny udział" - zauważył.

"To, że doszło do katastrofy rzeczywiście wymaga głębokiej analizy także od strony umiejętności kierowania państwem, a przynajmniej niektórymi agendami" - powiedział prezydent precyzując, że ma na myśli osoby odpowiedzialne za organizację wizyt w Katyniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego i premiera Donalda Tuska z 7 i 10 kwietnia 2010 r., a także odpowiedzialnych za stan 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego (pułk jest od kilku lat rozformowany - PAP). "Od tego do twierdzenia, że państwo jako całość nie potrafiło się zachować w sytuacji kryzysu (...) jest ogromna droga" - mówił prezydent.

Przypomniał, że po katastrofie smoleńskiej powołany przez niego nowy Dowódca Sił Powietrznych gen. Lech Majewski "zaprowadził absolutny porządek" w lotnictwie, m.in. dzięki czemu do dziś nie wydarzyła się kolejna katastrofa w lotnictwie wojskowym. "Dokonano pełnego przeglądu procedur i wprowadzono dyscyplinę w każdym obszarze sił powietrznych. Szkoda, że nie zostało to wprowadzone przed katastrofą" - podkreślił.

Pytany, czy nie ma wrażenia, że zarówno premier Tusk, jak i wielu innych przedstawicieli władz po katastrofie smoleńskiej w rozmowach z Władimirem Putinem zachowywało się "bardziej jak żałobnicy, niż jak twardzi gracze", Komorowski przypomniał, że to jemu zarzucano, iż "za mało płacze, a przesadnie zajmuje się samym państwem i podejmowaniem decyzji". "Wychodziłem wtedy z założenia, że jedni łatwiej mogą sobie pozwolić na okazywanie emocji, a niektórzy muszą stabilizować państwo - i na tym trzeba się koncentrować" - dodał. Dopytywany, czy Putin "nie ograł cynicznie tych, którzy okazywali emocje" prezydent ocenił, że "nie widzi tu jakichś sukcesów prezydenta Putina".

(PAP)