Brytyjczycy czekają na Royal Baby

Brytyjczyków na dobre ogarnęła gorączka oczekiwania na narodziny kolejnego członka rodziny królewskiej. Pod londyńskim szpitalem St. Mary's, w którym dwa lata temu urodził się książę George, już od kilku dni koczują miłośnicy panującej monarchii.


Bukmacherzy nie nadążają z przyjmowaniem zakładów dotyczących oczekiwanego dziecka.

Przed szpitalem, w którym rodzić będzie księżna Kate, nie ma na razie tłumów porównywalnych z latem 2013 roku, kiedy to na świat przychodziło pierwsze dziecko księcia i księżnej Cambridge. Przebywający tam już od kilku dni najwierniejsi zwolennicy brytyjskiej rodziny królewskiej twierdzą, że zmieni się to, gdy tylko pojawią się pierwsze informacje o tym, że książęca para przebywa w szpitalu. Na razie takich doniesień brak, ale niektórzy z oczekujących liczą, że dziecko może przyjść na świat jeszcze w ten weekend.

Nieco inne oczekiwania ma Terry Hutt, najbardziej chyba rozpoznawalny człowiek wśród zgromadzonych przed szpitalem. Cały ubrany w niebiesko-biało-czerwone barwy flagi brytyjskiej, nazywany jest przez media "The Union Jack Man". "Po cichu liczę, że dziecko poczeka z przyjściem na świat do 30 kwietnia, gdyż tego dnia przypadają moje 80. urodziny" - mówi PAP emeryt z Weston-super-Mare, niewielkiego miasteczka w okolicach Bristolu.

Hutt stał się znany, kiedy na świat przychodził książę George. Koczował wówczas pod szpitalem św. Marii przez kilkanaście dni. Jak tłumaczy, jego przywiązanie do rodziny królewskiej sięga czasów, gdy miał cztery lata. Wówczas, podczas II wojny światowej ówczesna para królewska odwiedziła londyński dom jego rodziców tuż po silnych bombardowaniach. Hutt otrzymał podobno od królowej pamiątkowy kubek. Teraz dla nowego członka rodziny królewskiej przygotował w prezencie domowej roboty ubranka oraz skarbonkę. "Nie mógłbym przepuścić okazji do przywitania być może ostatniego nowego członka rodziny królewskiej w moim życiu" - tłumaczy. Na pytanie o preferencje co do płci "Royal baby" odpowiada, że wolałby "małą księżniczkę", ale poprzednio obstawiał tak samo, więc nie zdziwi się, jeśli ponownie urodzi się chłopiec. Pokazuje też kartonowe transparenty potwierdzające, że jest przygotowany na każdy scenariusz.

Nie tylko płeć dziecka, która wciąż nie została ujawniona przez rodzinę królewską, ale także jego imię czy nawet kolor włosów są przedmiotem tradycyjnych zakładów przyjmowanych przez bukmacherów. W firmie William Hill przeważają typy, że księżna Kate urodzi dziewczynkę. Wśród imion zaś najczęściej obstawiane są: Alicja, Charlotte, Elżbieta oraz Diana. Jeśli urodzi się chłopiec, większość grających uważa, że otrzyma on imię Jakub, Artur lub Aleksander.

Na dziewczynkę stawia też Maria Scott, od poniedziałku czekająca pod londyńskim szpitalem. "Chciałabym, by dano jej na imię Charlotte Elżbieta Diana. Myślę, że byłaby to piękna kombinacja" - mówi PAP kobieta. Do Londynu przyjechała aż z odległego Newcastle wraz z 14-letnią córką Amy. Musiała prosić o zwolnienie córki na ten czas ze szkoły, co w brytyjskich realiach nie jest wcale prostym zadaniem. "Nocą jest wciąż dosyć zimno, ale mam ze sobą ciepłe ubrania i jestem szczęśliwa, że mogę być tu już po raz drugi" - dodaje Scott, która witała pod szpitalem także księcia George'a.

Na pierwsze informacje o przybyciu pary książęcej do szpitala w napięciu oczekują również dziennikarze. Tym razem nie pozwolono im jednak na stałe rozłożyć obozowiska pod budynkiem. Ze względów bezpieczeństwa poprosiły o to władze szpitala. Po potwierdzeniu narodzin "Royal baby" pod budynkiem z pewnością zaroi się jednak od kamer i aparatów fotograficznych.

Drugie dziecko książęcej pary zajmie czwarte miejsce w kolejce do brytyjskiego tronu po swoim dziadku, księciu Karolu, ojcu Williamie oraz starszym bracie - George'u.

(PAP)