Polscy ratownicy polecieli do Nepalu

Strażacy wylecieli do Katmandu samolotem wyczarterowanym od LOT; na miejsce mają dotrzeć po 12 godzinach. Ratownicy z PCPM lecą do Dauhy i stamtąd udadzą się do Katmandu.

Jak powiedział podczas briefingu na lotnisku Wojciech Wilk z PCPM, celem ratowników jest niesienie pomocy medycznej osobom poszkodowanym w trzęsieniu ziemi.

"Wysyłamy lekki zespół, który ma na celu przetarcie szlaków logistycznych, by dotrzeć jak najszybciej do Katmandu, rozpocząć tam działania ratunkowe - mamy nadzieję, że w tym samym rejonie, gdzie będzie operować Państwowa Straż Pożarna. Ale jako że jesteśmy organizacją niosącą pomoc humanitarna, to patrzymy nie tylko na podstawowe potrzeby, które są w tej chwili, ale także na to, jaka pomoc będzie potrzebna w ciągu kolejnych kilku tygodniu" - powiedział.

Wilk zaznaczył, że logiką takich sytuacji jest, że na początku trzeba ratować ludzi spod gruzów. "Ale później osoby poszkodowane - mówimy o setkach tysięcy, jeżeli nie o milionach - będą potrzebować pomocy humanitarnej - od zabezpieczenia żywności aż po dach nad głową" - wyjaśnił.

Bryg. Mariusz Feltynowski z PSP powiedział, że ratownicy na razie nie wiedzą, w jakim konkretnie rejonie będą działać, bo o tym decydują władze danego państwa.

Ze strażakami leci 12 psów ratowniczych; grupa będzie miała do dyspozycji kilka ton sprzętu ratowniczego m.in. geofony, kamery wziernikowe, sprzęt hydrauliczny, pneumatyczny oraz do stabilizacji budynków i sprzęt medyczny. Strażacy zabierają ze sobą całe zaplecze logistyczne - środki łączności, żywność oraz wodę. (PAP)