Triumf Mayweathera "walce stulecia"

Faworyzowany 38-letni Mayweather udowodnił, że jest najlepszym pięściarzem globu bez podziału na kategorie wagowe. W niedzielny poranek czasu polskiego w MGM Grand Garden Arena okazał się całkowicie nieuchwytny dla Pacquiao; był szybszy, bardziej precyzyjny w atakach, do tego świetnie - jak zwykle - spisywał się w defensywie, rewelacyjnie poruszał się na nogach, schodząc z linii ciosu albo klinczując w sytuacjach zagrożenia.

"Zrobiłem to, co sobie założyliśmy z trenerami przed walką. Pacquiao był bardzo wymagającym rywalem, miał swoje momenty, ale to ja zwyciężyłem" - przyznał chwilę po ogłoszeniu werdyktu Mayweather Jr, który nie pozwolił na zbyt wiele Filipińczykowi. Wszyscy sędziowie punktowali na korzyść Amerykanina - 118:110, 116:112, 116:112. To jego 48. zwycięstwo w profesjonalnej karierze, dotychczas jeszcze nie przegrał.

Pacquiao, mistrz świata w ośmiu wagach, przegrał już po raz szósty; w jego rekordzie jest też 57 wygranych i 2 remisy.

"Mayweather nic nie zrobił, cały czas uciekał. Trafiłem go wiele razy" - zauważył z kolei Filipińczyk, który był przekonany o swoim triumfie. Stracił pas WBO; dwa pozostałe tytuły już wcześniej należały do jego przeciwnika.

Zawiedzeni mogli czuć się ci kibice, którzy liczyli na "wojnę" od pierwszego gongu. Walka rozpoczęła jednak się spokojnie, od wzajemnego "badania". Już w początkowych rundach swą przewagę zaznaczył Mayweather Jr, trafiając "Pacmana" ciosami bezpośrednimi prawymi. Filipińczyk zdawał sobie sprawę, że jedyną szansą jest przejście do półdystansu i wyprowadzanie mocnych serii przy linach. Uderzenia nie robiły jednak wrażenia na rywalu, który "tańcząc" na nogach umiejętnie schodził z linii ciosu, przepuszczał ciosy, co jakiś czas popisując się refleksem, z którego słynie od lat. Jeśli to było za mało, sprytnie klinczował, wybijając z rytmu Pacquiao. Oczywiście nie skupiał się tylko na obronie, starając się kontrować Azjatę.

Mający znacznie krótszy zasięg ramion Filipińczyk próbował podchodzić jak najbliżej, ale jego ciosy nie były skuteczne. Geniusz defensywy, za jakiego uchodzi Mayweather, nic sobie nie robił z jego ataków. Nawet w trakcie walki wymownie kręcił głową, przekonując Pacquaio, że nie wyrządził mu żadnej krzywdy. W czwartej odsłonie "Pacman" wreszcie trafił lewym sierpowym, ponowił huraganowy atak, lecz schowany za podwójną gardę Mayweather przetrzymał tę ofensywę. W odpowiedzi bezpośrednim prawym wyprzedzał kolejne ataki rywala.

Sporo pretensji ojciec Floyda, który jest jednym z jego szkoleniowców, miał po szóstej rundzie. "Co się z tobą dzieje?" - pytał syna, niezadowolony z dotychczasowego przebiegu walki. W licznych wcześniejszych wywiadach pięściarz mówił jednak, że jego tata zawsze jest niesamowicie wymagający, dlatego woli pracować z bardziej wyrozumiałym wujkiem Rogerem.

Ale i tak reprymenda podziałała, Floyd zaczął trafiać lewym sierpowym i prawym prostym. Na nic zdały się natomiast słowa szkoleniowca Pacquiao Freddiego Roacha, który apelował, by ciągle podchodził do przeciwnika, aby go spychał do lin i szukał sposobności do nokautu. Innej możliwości na odniesienie zwycięstwa nie było.

Obraz potyczki jednak nie zmienił się - Amerykanin był nieuchwytny, niezwykle ruchliwy, unikał ciosów, a sam świetnie kontrował. Znów pokazał to, co o czym mówiło wielu jego poprzednich przeciwników, czyli wyjątkową inteligencję w ringu. Wielokrotnie jakby "czytał" w myślach filipińskiego gwiazdora. Pacquiao tak naprawdę nie podjął też zdecydowanego ryzyka, jakby obawiał się przegranej przed czasem. Przez 36 minut walki próbował skracać dystans, lecz wszelkie jego pomysły na dobranie się do skóry przeciwnikowi spełzły praktycznie na niczym.

Mayweather Jr pokazał, że obecnie nie ma pięściarza, który mógłby mu dorównać. Za zwycięstwo nad Pacquiao otrzyma rekordową gażę; szacuje się, że na jego konto wpłynie 120-150 milionów dolarów; zysk pokonanego wyniesie 80-100 mln. Gala w Las Vegas pobiła wszelkie rekordy finansowe, corganizatorzy mają zarobić ponad 400 mln USD. Najdroższe bilety kosztowały setki tysięcy dolarów.

Na trybunach wśród prawie 17 tys. kibiców mnóstwo było gwiazd sportu i showbiznesu, m.in. dawni koszykarze Michael Jordan i Earvin "Magic" Johnson, bokserzy Evander Holyfield i Sugar Ray Leonard, tenisiści Andre Agassi i jego żona Steffi Graf, aktorzy Clint Eastwood, Robert De Niro czy Ben Affleck.

(PAP)