Pożegnanie Bartoszewskiego: odszedł wielki patriota i nauczyciel

Pożegnanie Bartoszewskiego: odszedł wielki patriota i nauczyciel
PAP/Tomasz Gzell

"Władku, miałeś odwagę i rację głosząc, że warto być przyzwoitym i poświadczyłeś to w pełni własnym życiem. Dziękujemy i z całego serca poświadczamy: Władysław Bartoszewski dobrze zasłużył się ojczyźnie" - mówił prezydent Bronisław Komorowski.

We mszy odprawianej przez kard. Kazimierza Nycza uczestniczyli najbliższa rodzina zmarłego, jego przyjaciele i znajomi, a także prezydent Niemiec Joachim Gauck, premier Ewa Kopacz, szef Rady Europejskiej Donald Tusk, marszałek Senatu Bogdan Borusewicz, marszałek Sejmu Radosław Sikorski, b. prezydenci Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski, ministrowie rządu, ludzie kultury.

"Żegnamy wspaniałego człowieka, który dla całych pokoleń Polaków był, jest i będzie przykładem, a nawet więcej, bo wzorem, prawdziwym wzorcem postaw obywatelskich i patriotycznych" - powiedział też prezydent Komorowski. Jak podkreślił, że Bartoszewski całym życiem świadczył o prawdziwości własnych słów - że patriotyzm polski nie polega na mówieniu, tylko na służbie. "Żegnamy dzisiaj Władysława Bartoszewskiego, naszego wielkiego przyjaciela i naszego ważnego, wybitnego nauczyciela, także mojego przyjaciela i mojego nauczyciela" - mówił wzruszony Komorowski.

Dodał, że czuł się wyróżniony przyjaźnią Władysława Bartoszewskiego trwającą od czasów internowania w obozie w Jaworznie. "Zawsze czułem, a chyba też zawsze czuliśmy obaj, że źródłem tej przyjaźni są nie tylko wspólne poglądy na Polskę, ale również szczególne relacje dwóch polskich pokoleń. Pokolenia żołnierzy Armii Krajowej i pokolenia ich synów, pokolenia polskiej Solidarności" - zaznaczył prezydent.

"Kto mógł wówczas przypuszczać, że historia zaniesie nas obu na swoich skrzydłach tak daleko, tak wysoko, kto mógł przypuszczać, że żegnając ciebie, będę żegnał ambasadora wolnej Polski, ministra spraw zagranicznych wolnej ojczyzny, senatora, kawalera orderu Orła Białego" - zaznaczył.

Straciliśmy przyjaciela, osobę godną naśladowania, wspaniałego człowieka - mówił z kolei prezydent Niemiec. Przypomniał, że Bartoszewski był niekwestionowanym autorytetem, dzięki czemu bardzo często skłaniał oba narody, polski i niemiecki, do zastanowienia się, do zbliżenia i w końcu do pojednania. "Jesteśmy pogrążeni w smutku z rodziną, ze współobywatelami i - jak by to sam ujął Władysław Bartoszewski - z ludźmi przyzwoitymi" - powiedział prezydent Niemiec.

"Wszyscy będziemy o nim pamiętać, jako o człowieku, który z determinacją potrafił walczyć o to, co uważał, że jest słuszne" - tłumaczył. "To, że miał bardzo często rację, wynikało bardzo często z jego życiowej mądrości. W swoim jakże długim życiu o wiele częściej niż wszyscy z nas doświadczył, do jakich dobrych, ale też i złych czynów, zdolny jest człowiek" - mówił Gauck. Mowę pożegnalną zakończył w języku polskim: "Dziękuję panu bardzo, panie Władysławie".

Przewodniczący Rady Europejskiej, były premier Donald Tusk mówił, że Bartoszewski to człowiek z krwi i kości, ale wart spiżu i marmuru. "Tak naprawdę ci wszyscy, którzy go znali, kochali go nie tylko ze względu na jego zasługi, ale dlatego, że wszędzie tam, gdzie był, dawał wszystkim bardzo dużo radości i światła" - powiedział Tusk, który jako premier współpracował z Bartoszewskim. Jak mówił, miejsce, w którym Bartoszewski pracował, było "najradośniejszym miejscem w całej kancelarii". "Przychodziliśmy do niego nie tylko po to, żeby rozmawiać o trudnych sprawach, które tak świetnie rozwiązywał, ale też żeby się cieszyć. Nikt tak jak on nie potrafił się cieszyć szczęściem publicznym, może dlatego, że miał też świadomość, że jest jego głównym współtwórcą" - wspominał Tusk.

"Wszyscy też sądziliśmy, że jest niezniszczalny, nawet na ten temat - jak wiecie - potrafił żartować. Pół żartem, pół serio, potem już całkiem serio, zakładaliśmy, że profesor Bartoszewski będzie wygłaszał żałobne przemówienia na naszych pogrzebach" - mówił szef Rady Europejskiej.

"Szanowny panie profesorze, nie jest trudno dziś wymienić pańskie zasługi. Od piątku 24 kwietnia przypominamy je sobie nieustannie. Trudniej jest pracować, a dla najbliższych - po prostu żyć bez pana. Trudno jest przyjąć, że wszystko, co było dobrodziejstwem dnia każdego, staje się testamentem mądrości" - powiedziała z kolei szefowa rządu Ewa Kopacz.

Jak mówiła, wciąż uczyła się od Bartoszewskiego odważnie stawiać czoła przeciwnościom. "Mam nadzieję, że dobrze odczytałam te nauki, jak pomagać, rozstrzygać, rozmawiać, iść do celu świadomie, głosząc poglądy czasem niepopularne. W każdym zdaniu, panie profesorze, przekazywał pan, jak nie dać się złamać i nie szukać zemsty, nie zamykać się na siebie, być orędownikiem ojczyzny (...). O tym wszystkim zaświadczył pan własnym życiem" - podkreśliła Kopacz.

Natomiast Bogdan Borusewicz ocenił, że Bartoszewski był pomostem między pokoleniem Polaków wychowanych przed wojną, a pokoleniem, "które wchodziło w dorosłe życie w okresie okupacji hitlerowskiej, a potem w czarną noc stalinowskiej władzy". "Żegnamy profesora Władysława Bartoszewskiego wspólnie. Ja go żegnam jako senatora, marszałka seniora, ale także żegnam go jako swojego profesora i profesora dla następnych pokoleń, które już mogły wejść w dorosłe życie świadome, czym jest patriotyzm, niepodległość i demokracja" - powiedział Borusewicz.

"Składam mu hołd. Składam wyrazy współczucia dla rodziny, małżonki. Pani Zofio, będziemy pamiętać o naszym profesorze" - podkreślił marszałek Senatu zwracając się do wdowy po Władysławie Bartoszewskim.

Homilię podczas mszy św. wygłosił bp Grzegorz Ryś. Bartoszewskiego określił jako człowieka dwóch dialogów - polsko-niemieckiego i polsko-chrześcijańsko-żydowskiego.

Duchowny podkreślił, że angażowanie się w dialog polsko-niemiecki to nie było "uprawianie polityki, choć miało w sobie wymiar polityczny". "To przede wszystkim jego rozumienie i doświadczenie chrześcijaństwa, zrozumienie potrzeby pojednania z Niemcami zrodziło się w nim w trzecim roku wojny w doświadczeniu spowiedzi w konfesjonale księdza Jana Ziei; po wojnie zaś znalazło najmocniejsze oparcie nie w świecie polityki, lecz wiary zaangażowanej społecznie, w środowisku Tygodnika (Powszechnego), wśród takich ludzi jak Jerzy Turowicz, Mieczysław Pszon czy ks. Andrzej Bardecki" - mówił bp Ryś.

Z kolei - dodał - zaangażowanie w dialog z Żydami zrodziło się w Bartoszewskim ze spotkania z Zofią Kossak i z Janem Karskim. "Nie było posiedzenia Rady Oświęcimskiej, na którym by profesor nie odwołał się z całą prostotą i oczywistością do swojej wiary jako najważniejszej inspiracji działania, bo w taki sposób doświadczał chrześcijaństwa - jako siły, nie tylko mądrości, siły, która otwiera na innych" - zaznaczył bp Ryś.

Bp Ryś zaznaczył, że wiele z prac Władysława Bartoszewskiego służyło "zachowaniu miejsc pamięci a w tych miejscach, utrwalaniu pamięci pokolenia, które doświadczyło grozy tych miejsc a teraz już odchodzi". "Pamiętać ma kolejne pokolenie, a po nim kolejne i kolejne. Ludzie bez pamięci są ludźmi bez przyszłości. Pamięć jest zawsze memoria futuri. Nie pamiętając pozwalamy przyszłości, żeby się sama działa; nie tworzymy jej, lecz bezrefleksyjnie otwieramy na każde nawet najbardziej szatańskie scenariusze" - mówił.

"Panie profesorze, chcemy pamiętać to, co ty i tak, jak ty. Błogosławimy Boga za wszystko, co uczyniłeś dla naszej pamięci, również w tym wymiarze, który św. Jan Paweł II nazywał oczyszczaniem pamięci" - oświadczył.

We mszy św. uczestniczyły setki warszawiaków, którzy oglądali ją na dwóch telebimach, jeden ustawiono przed Bazyliką, drugi - na Placu Zamkowym.

(PAP)