Komorowski: nie rezygnować z dobrych sąsiedzkich relacji z Rosją

Komorowski: nie rezygnować z dobrych sąsiedzkich relacji z Rosją
PAP/Tomasz Waszczuk

Komorowski uczestniczył we wtorek w Elblągu w debacie "Dialog o Polsce", która - jak stwierdził - była ostatnią debatą tego rodzaju przed niedzielnymi wyborami. Spotkanie było poświęcone w znacznej części relacjom polsko-rosyjskim.

"Polsce jest potrzebny spokojny dialog i spokojna praca nad rozwiązywaniem trudnych problemów. Do tych trudnych problemów należy m.in. pogodzenie tego, jak realizować politykę państwa polskiego w sytuacji pogorszenia bezpieczeństwa ze względu na agresywną politykę rosyjską wobec Ukrainy i nie tylko" - mówił Komorowski, który kilkakrotnie podkreślał, że winę za pogorszenie relacji ponosi strona rosyjska.

"To negatywne zmiany strony rosyjskiej wobec sąsiedztwa stały się przyczyną kryzysu rosyjsko-ukraińskiego, który rzutuje w tej chwili na bezpieczeństwo całej Europy, całego świata zachodniego, w tym i na bezpieczeństwo Polski" - mówił Komorowski. Jak zaznaczył, m.in. z tego powodu Polska wzmacnia swą obronność np. poprzez budowanie mechanizmów, które mają pozwolić "na wykorzystanie potencjału straży granicznej na wypadek (...) pojawienia się zielonych ludzików".

Komorowski zastrzegł jednak, że mimo ostatniego pogorszenia relacji z Rosją naszemu krajowi zależy na dobrych sąsiedzkich relacjach z tym krajem. Według niego Polska powinna być "w szpicy krajów i społeczeństw obywatelskich, które mówią: +my chcemy dobrych relacji z Rosją+". Komorowski zastrzegł, że współpraca ta może się odbywać "w tych obszarach, w których jest to możliwe" bez naruszania pryncypiów dotyczących m.in. praw człowieka.

"Może Rosja się na tyle zmieni, że będzie możliwy nie tylko dialog świat zachodni - Rosja, ale i powrót do dialogu NATO - Rosja. Kiedy to będzie możliwe? Nie wiem" - mówił Komorowski. W dalszej części wystąpienia dodał, że ma nadzieję, iż Polska znajdzie się wśród tych krajów, które namówią Rosję do wycofywania się z awanturniczej polityki.

W ocenie Komorowskiego dialog sąsiedzki Polski z Rosją może odbywać się na płaszczyźnie współpracy samorządów czy wymiany w ramach małego ruchu granicznego, który od ponad dwóch lat z powodzeniem obowiązuje na Warmii i Mazurach. Działanie tej formy przekraczania polsko-rosyjskiej granicy Komorowski określił jako "normalność w nienormalnych czasach". Przyznał, że wie, iż coraz mniej Rosjan przyjeżdża do Polski "na zakupy czy posiedzieć w knajpie" z powodu niskiego kursu rubla wobec złotówki. "Możemy Rosjanom współczuć i życzyć, by zajęli się bogaceniem społeczeństwa, a nie wydawaniem pieniędzy na rakiety" - dodał.

Zachęcając samorządowców do dobrych relacji z sąsiadami, Komorowski podkreślał, że "mamy z Rosją długą granicę i dużo wspólnych interesów, o które powinniśmy dbać".

Przebieg spotkania wyborczego Komorowskiego w Elblągu zakłócali członkowie i sympatycy ugrupowania KORWiN. Komentując tę sytuację Komorowski, powiedział, że jest na takie zachowania odporny, bo "ma grubą skórę", ale stwierdził, że "często wrzeszczą ci, co są prorosyjscy, którzy stają się cząstką partii prorosyjskiej, która w Polsce powstaje". "Ta partia mówi m.in., by sprzedać Ukrainę po to, by dostać lepsze ochłapy od wschodniego sąsiada" - dodał.

W spotkaniu wyborczym w Elblągu uczestniczyli m.in. wicemarszałkowie regionu Anna Wasilewska, Jacek Protas i wicewojewoda Grażyna Kluge (wszyscy z PO), posłowie PO, a także prezydent Elbląga Witold Wróblewski (PSL). Osoby, które wchodziły na spotkanie, były wcześniej wpisane na imienną listę, byli na niej m.in. słuchacze uniwersytetów dla seniorów.

Po południu Komorowski przyjechał do Muzeum Budownictwa Ludowego w Olsztynku, gdzie spotkał się z producentami lokalnej i tradycyjnej żywności. Przypomniał, że we wtorek podpisał nowelę ustawy o podatku PIT, która dotyczy tzw. sprzedaży bezpośredniej, czyli możliwości sprzedawania przez rolników i członków ich rodzin produktów żywnościowych wytworzonych z własnych surowców. Jak powiedział, zrobił to na Warmii i Mazurach, bo są one przykładem, że taka oferta kulinarna może być elementem wspierającym politykę na rzecz uatrakcyjnienia regionu.

Komorowski rozmawiał z producentami prezentującymi w skansenie swoje wyroby. Wyrażali oni nadzieję, że zmiana przepisów będzie dla nich znacznym ułatwieniem. "Liczę, że teraz będę mogła sprzedawać nie tylko świeże maliny, ale też dżem czy soki, które produkuję z tych owoców" - mówiła Sylwia Włodarczyk-Ostrowska, właścicielka pasieki i ogrodów ze wsi Słupy.

W rozmowie z producentką kozich serów Heleną Wróblewską spod Barczewa prezydent żartował, że w jego rodzinie "koza jest kultowym zwierzęciem". "Moi rodzice poznali się w Wilnie, gdy mama pasła kozę nad rzeką Wilią i czytała książkę. Wyraźnie musieli się sobą zainteresować, bo koza w trakcie tej rozmowy zjadła pół książki" - opowiadał. Jak dodał, ta koza została kupiona w 1939 r. po przeprowadzce z Poznania i wyżywiła jego rodzinę przez całą okupację.

W spotkaniu uczestniczyli producenci należący do Europejskiej Sieci Dziedzictwa Kulinarnego Warmii, Mazur i Powiśla. Ta regionalna sieć zrzesza 155 firm z branży gastronomicznej i turystycznej, jest największym takim zrzeszeniem w kraju.

Komorowski zwiedził też zakład Tymbark w Olsztynku, który od 1996 r. należy do Grupy Maspex Wadowice, jednej z największych firm spożywczych w tej części Europy.

Prezydent mówił, że jest to sztandarowa firma regionu, która niesłychanie skorzystała na transformacji ustrojowej. Jak podkreślał, zakład daje nie tylko miejsca pracy, ale i szansę okolicznym producentom rolnym na zbyt owoców i warzyw.

Częstowany przez przedstawicieli firmy sokiem, wybrał butelkę z napisem "Nic na potem" pod nakrętką. "Wszystko na 10 maja" - żartował prezydent.

W olsztyneckim zakładzie wytwarzane są soki marchwiowo-owocowe Kubuś i soki Tymbark oraz koncentraty i przeciery owocowe, które stanowią surowiec do produkcji soków. Produkty tej firmy są sprzedawane w 30 krajach i należą do najbardziej znanych polskich marek spożywczych za granicą.

(PAP)