Dziennikarz oskarżony o szpiegostwo na rzecz Rosji: Nie współpracowałem z wywiadem

Znowu gorąco na linii Polska-Rosja. Tym razem chodzi o odebranie akredytacji rosyjskiemu korespondentowi Leonidowi Swiridowi. Decyzję, na wniosek ABW, podjął wojewoda mazowiecki. Powodem miała być rzekoma działalność szpiegowska Rosjanina. Ale obciążających Swiridowa dokumentów nikt do tej pory nie widział. - Te powody są tajne, nieujawnione, dotąd nie rozumiemy, ani my, ani pan Swiridow, jakie są pretensje - powiedział Siergiej Andriejew, ambasador Rosji.ANDRIEJEW
 
 
Sam zainteresowany nie tylko walczy w sądzie o odtajnienie dowodów, ale też - o czym mówił na antenie Superstacji - nie zamierza opuścić Polski, gdzie mieszka i pracuje od 17 lat. - Nigdy nie współpracowałem z żadnym wywiadem, zajmuję się dziennikarstwem, jestem dumny z tego, że wczoraj jako pierwszy zagraniczny korespondent poinformowałem o wynikach wyborów prezydenckich w Polsce, przed Reutersem i AP, jestem dumny, że wykonuję dobrze swoją pracę, a pytania o szpiegostwo to nie do mnie, to do lekarza - powiedział dziennikarz.
 
 
Swiridow zamierza odwołać się od decyzji wojewody do Urzędu ds. Cudzoziemców. Ale niezależnie od dalszych losów dziennikarza, Eksperci są przekonani, że Kreml nie zignoruje tej sprawy. - W przypadku Rosjan mamy absolutną pewność, że reakcja będzie. Zasada retorsji mówi o tym, że jest legalna i zgodna z prawem międzynarodowym, można tu zareagować w sposób symetryczny, adekwatny do poniesionej szkody - oceniłł dr Ryszard Żółtaniecki, były ambasador Polski.
 
A to oznacza, że jeżeli polskie władze usuną Swiridowa z Polski - rosyjska strona może podobnie potraktować jednego z naszych dziennikarzy. Już teraz nieoficjalnie mówi się o tym, kogo Rosjanie mogliby ukarać w odwecie. Wśród polskich korespondentów panuje nerwowa atmosfera.
 
 
Wojewoda twierdzi, że decyzję podjął na wniosek ABW, ABW od sprawy się odżegnuje, podobnie jak MSZ i inne zaangażowane instytucje. Wygląda więc na to, że choć nie ma winnych, może być kara. I to nie tylko wynikająca z zasady retorsji. Bo jak powiedział rosyjski ambasador "Putin może być poinformowany o tej sytuacji". A biorąc pod uwagę napięte do granic stosunki między państwami, z cofnięcia akredytacji jednemu z czołowych rosyjskich dziennikarzy na pewno zadowolony nie będzie.