NBA: słaby mecz Gortata, koniec sezonu dla Wizards

NBA: słaby mecz Gortata, koniec sezonu dla Wizards
EPA/ERIK S. LESSER

Tak jak w spotkaniu numer pięć w Atlancie, tak i tu wszystko rozstrzygnęło się w ostatnich sekundach. Przy wyniku 93:91 dla "Jastrzębi" na 6,4 sekundy przed końcem spotkania Dominikańczyk Al Horford wykonywał dwa rzuty wolne. Trafił tylko drugiego i "Czarodzieje" mieli szansę na doprowadzenie do dogrywki.

 

Po rozrysowaniu akcji przez trenera Randy’ego Wittmana piłkę otrzymał specjalista od rzutów z dystansu Paul Pierce. 37-letni weteran zwiódł pilnującego go Kyle’a Korvera i trafił za trzy punkty. Radość kibiców i zawodników gospodarzy trwała jednak tylko chwilę. Sędziowie po analizie zapisu wideo rozstrzygnęli, że piłka opuściła rękę rzucającego ułamek sekundy po tym, jak na tablicy zapaliło się światło sygnalizujące koniec spotkania. Punktów nie zaliczono.

 

Atlanta awansowała do finału Konferencji Wschodniej po raz pierwszy od 1970 roku. Wizards, prowadzący w tej serii 2-1, przegrali trzy kolejne spotkania i odpadli z rozgrywek. Był to siódmy kolejny przypadek w historii klubu z Waszyngtonu, że nie zdołali w play off wygrać u siebie spotkania, w którym groziło im wyeliminowanie.

 

Po meczu numer sześć odpadli także przed rokiem, gdy także rywalizowali z drużyną rozstawioną w numerem pierwszym w konferencji. Wówczas, także 15 maja w hali Verizon Center, przegrali z Indiana Pacers 80:93.

 

W piątek Wizards toczyli heroiczny pojedynek o pozostanie w grze. Przez większość meczu warunki dyktowali koszykarze trenera Mike’a Budenholzera, wybranego najlepszym szkoleniowcem NBA w tym sezonie.

 

Pierwszą kwartę wygrali wprawdzie gospodarze 20:19, ale do przerwy było już 45:39 dla rywali, a w połowie trzeciej odsłony goście uzyskali nawet 15-punktowe prowadzenie (62:47).

 

Ambitna pogoń "Czarodziejów" pozwoliła im jednak odrobić straty i nawet wyjść na jednopunktowe prowadzenie. Na 3.20 min. przed końcem spotkania przy korzystnym dla nich wyniku 88:87 brazylijski skrzydłowy Nene nie wykorzystał obydwu rzutów wolnych. W kolejnych akcjach stołeczny zespół nie wykorzystał okazji powiększenia przewagi. Przy wyniku 88:89 na 1.14 przed końcem jego lider John Wall wykorzystał tylko jeden rzut wolny. W ostatniej minucie goście odpowiedzieli dwoma kolejnymi akcjami kończonymi przed DeMarre Carrolla i tego prowadzenia już nie oddali.

 

Najwięcej punktów dla Wizards zdobył Bradley Beal - 29; Wall, grający z kontuzjowaną dłonią, dołożył 20 i 13 asyst; a rezerwowy francuski środkowy Kevin Seraphin – 13 pkt, co jest jego rekordem w play off i osiem zbiórek.

 

W zespole gości wyróżnili się Carroll – 25 (rekord w play off) i 10 zb., Jeff Teague i Paul Millsap – po 20 (ten drugi także 13 zb.) oraz Horford – 13.

 

Gortat jako jedyny z zawodników pierwszej piątki Wizards wysiłki kolegów, odrabiających straty i do końca walczących o zwycięstwo, oglądał z ławki rezerwowych. Polak rozegrał jedno z najsłabszych spotkań w play off w ostatnich dwóch latach.

 

Przebywał na parkiecie tylko 12 minut (najkrócej ze wszystkich meczów play off w barwach zespołu z Waszyngtonu), zdobył dwa punkty w pierwszej skutecznej akcji "Czarodziejów" w meczu, trafił tylko jeden z czterech rzutów z gry. Miał trzy zbiórki (jedną w obronie i dwie w ataku). W obydwu tych elementach to jego najniższy dorobek w tegorocznym play off. Zapisał w statystykach także stratę i faul.

 

Od początku spotkania był mało agresywny, spowolniony, zdekoncentrowany. Stąd już po kilku minutach, chociaż zwykle grał całą pierwszą kwartę, został zastąpiony przez Seraphina, w ogóle nie grającego w trzech poprzednich spotkaniach, który w tym meczu mógłby być dla niego wzorem waleczności i aktywności.

 

W finale Konferencji Wschodniej Hawks spotkają się z Cleveland Cavaliers, którzy dzień wcześniej, także w szóstym spotkaniu, zakończyli rywalizację z Chicago Bulls. Pierwszy mecz w środę w Atlancie.

(PAP)