Zarząd SLD analizuje kampanię prezydencką

Zarząd SLD analizuje kampanię prezydencką
PAP/Jacek Turczyk

W rozmowie z dziennikarzami Napieralski powtórzył, że w SLD powinny nastąpić bardzo poważne zmiany, a Leszek Miller powinien honorowo odejść z funkcji szefa partii. Pytany czy jeżeli Miller nie odejdzie, to tak jak zapowiadał złoży legitymację partyjną, odpowiedział: "jeżeli nic się w SLD nie zmieni, Leszek Miller dalej będzie trwał i tak będzie wyglądał SLD, to dla mnie w takiej partii miejsca nie ma".

 

Inni politycy w rozmowie z dziennikarzami nie wysuwali tak radykalnych postulatów.

 

Rzecznik SLD Dariusz Joński poinformował, że zarząd i klub SLD będzie podsumowywał kampanię wyborczą, bo "to co się stało, nie może się nigdy powtórzyć". Pytany o to kto jest odpowiedzialny za tak zły wynik kandydatki SLD, powiedział: "od tego jest zarząd, aby to przedyskutować, też pewnie rozliczyć to wszystko i być może wskazać te osoby, które to zaproponowały". Ale, jak zastrzegł, o ewentualnych wnioskach będzie mógł poinformować po zakończeniu posiedzenia.

 

"Nie uważam, aby zmiany były w tej chwili konieczne, bo po pierwsze odpowiedzialność za zatwierdzenie kandydatki ponosi cały zarząd, a po drugie najprawdopodobniej już w grudniu odbędzie się zjazd partii, a więc tego rodzaju pospieszne ruchy przed wyborami nie są wskazane. Zresztą czy ktokolwiek żąda dymisji szefa PSL, chociaż jego kandydat miał jeszcze gorszy wynik?" - powiedziała dziennikarzom przed posiedzeniem zarządu Joanna Senyszyn. Na pytanie o odpowiedzialność szefa sztabu odpowiedziała, że rzeczywiście sztab stracił kontakt z kandydatką, ale przede wszystkim z jej winy.

 

Z kolei wicemarszałek Sejmu Jerzy Wenderlich podkreślił, że SLD powinien przeprosić za nietrafiony wybór kandydatki oraz "za pracę sztabu, albo brak tej pracy". Według niego SLD potrzebne jest "katharsis", które powinno nastąpić "bardzo szybko". Wenderlich odniósł się też do wpisu Magdaleny Ogórek na blogu, w którym skrytykowała kampanię prowadzoną przez SLD. Jak powiedział, przeczytał to "ze zdziwieniem i zażenowaniem". "Od początku wiedziała, że nie jest kandydatką szwajcarskiego banku, tylko SLD" - dodał.

 

W piątek wieczorem Ogórek skrytykowała na blogu kampanię wyborczą SLD. Zaznaczyła, że ustalenia przed rozpoczęciem kampanii odbiegały od tego, co się wydarzyło w jej trakcie. Wśród ograniczeń ze strony SLD wskazywała mały budżet kampanii oraz brak swobody wyboru własnego składu sztabu. Ponadto napisała, że miała startować jako kandydatka niezależna.

 

Politycy SLD, którzy przyjechali na posiedzenie zarządu i klubu, podkreślali, że piątkowy sondaż TNS Polska, który dał Sojuszowi 8 proc. poparcia pokazuje, że lewica ma swoich wyborców i jest potrzebna na scenie politycznej. "Potrzebna jest szeroka formuła lewicy, jestem przekonany, że w porozumieniu ze związkami zawodowymi, OPZZ, jesteśmy w stanie stworzyć taką szeroka lewicę, bo jest dzisiaj na nią zapotrzebowanie" - powiedział Joński.

 

Jak powiedział dziennikarzom Tadeusz Iwiński, widać, że podczas kampanii został popełniony błąd, ale w rozliczeniu kampanii nie chodzi o jakąś "dintojrę", lecz o bardzo poważną, krytyczną ocenę. Jego zdaniem "byłoby lepiej, gdyby szef sztabu wziął na siebie od razu całą odpowiedzialność za to co się stało".

 

Nieoficjalnie politycy Sojuszu mówią o możliwej dymisji wiceszefa partii i szefa sztabu Magdaleny Ogórek Leszka Aleksandrzaka. Źródła PAP zbliżone do kierownictwa partii spodziewają się, że to na niego spadnie odpowiedzialność za niski wynik kandydatki SLD, która otrzymała w niedzielnych wyborach prezydenckich 2,38 proc. głosów. Sojusz odnotował tym samym najniższy wynik w wyborach prezydenckich w swojej historii.

 

Sekretarz generalny SLD Krzysztof Gawkowski w rozmowie z PAP podkreślił, że Sojusz musi nakreślić plan porozumienia środowisk lewicowych wokół hasła: "Nie ma wroga na lewicy". Nie chciał mówić, o jakich środowiskach mowa, dodał tylko, że "dzisiaj nie można żadnych środowisk wykluczać".

 

(PAP)