W Gdyni otwarto Muzeum Emigracji

Temat emigracji Polaków nigdy się nie wyczerpie - uważa Karolina Grabowicz-Matyjas, dyrektor Muzeum Emigracji w Gdyni, które zostanie otwarte w sobotę. Jej zdaniem, placówka jest potrzebna, gdyż wciąż mało wiemy losach osób, które opuściły ojczyznę.

 

PAP: Czy w Polsce potrzebne jest Muzeum Emigracji?

 

Karolina Grabowicz-Matyjas: Uważam, że jest wręcz niezbędne. Powód jest bardzo prosty: poza ojczyzną mieszka dziś ponad 20 milionów Polaków i osób polskiego pochodzenia, czyli ponad połowa dzisiejszej populacji kraju. Nie ma powszechnej wiedzy na ten temat, a jeśli nawet taka istnieje, to jest niewystarczająca. Sądzę, że przeciętnemu Polakowi brakuje świadomości o tym, jak ich krajanie żyli kiedyś i jak żyją obecnie poza granicami Polski, czym się tam zajmują i co robią, z jakimi problemami stykają się na co dzień. Polska diaspora żyjąca na świecie jest taka ogromna i dokonuje niezwykłych rzeczy, że trzeba o tym opowiedzieć, wszak na emigracji również tworzyła się historia Polski. Stąd też hasło nam przyświecające: Łączymy historie – zarówno w ich ludzkim wymiarze, jak również w znaczeniu bardziej ogólnym.

 

PAP: Siedziba Muzeum nie jest przypadkowa ...

 

K.G-M.: Miejsce, w którym znajduje się muzeum, jest bardzo ważne dla losów polskiego wychodźstwa. Od lat 30. ubiegłego wieku Dworzec Morski był częścią dobrze rozbudowanej infrastruktury emigracyjnej, która powstała wówczas w Gdyni. Obejmowała ona m.in. połączenia kolejowe i szpital z możliwością kwarantanny. Przede wszystkim jednak nowoczesny jak na ówczesne czasy i zbudowany w modernistycznym stylu Dworzec Morski służył jako ogromna hala odpraw, zapewniając duży komfort podróżnym. Budynek w ostatnich latach został gruntownie wyremontowany i odrestaurowany, i przystosowany do nowej, muzealniczej funkcji. Trudno o bardziej symboliczną lokalizację na siedzibę takiej instytucji, jaką jest Muzeum Emigracji. Jeszcze bardziej wymowny jest sam adres: ul. Polska 1.

 

PAP: Jaka jest główna idea przyświecająca Muzeum Emigracji?

 

K.G-M.: Naszym głównym zadaniem jest przybliżenie i ukazanie historii wielomilionowej emigracji od XIX wieku. Warto sobie uświadomić, że dzieje ziem polskich to też poniekąd historia migracji. Kolejne zmiany granic Polski w przeszłości doprowadzały do przemieszczania się ludności. Ekspozycja pokaże różne powody, dla których nasi rodacy decydowali się opuścić ojczyznę, od przyczyn politycznych do zarobkowych i ekonomicznych. Trudno też nie wspomnieć o emigracji współczesnej. Na tym też polega unikalność i wyjątkowość muzeum: mamy z jednej strony możliwość mówić o emigracji w minionych wiekach, a z drugiej strony jest to zjawisko wciąż aktualne. To historia, która dzieje się i tworzy na naszych oczach. Dla muzeum to wyjątkowa sytuacja, w której może brać udział w tak żywym dyskursie.

 

PAP: W ostatnich latach mamy do czynienia z masową emigracją, głównie młodych ludzi. Jej przyczyną jest często niezadowolenie, frustracja i krytyka istniejącego w Polsce porządku polityczno i gospodarczego. Czy nie ma Pani obaw, że podejmowanie tematu współczesnych emigracji Polaków, badanie genezy takich wyjazdów może wplątać muzeum w bieżące spory polityczne?

 

K.G-M.: Nie widzę takiego ryzyka. Dzisiejszą emigrację postrzegamy głównie jako zjawisko społeczne, mniej lub bardziej naturalne. Co też najistotniejsze: nie wyobrażam sobie, jak można by stworzyć i prowadzić taką placówkę jak Muzeum Emigracji w kompletnym oderwaniu od tego, co się dzieje obecnie. To byłoby fałszywe z naszej strony, gdybyśmy zamknęli się na tę rzeczywistość. Z jednej strony można ubolewać, że dzisiejsza emigracja jest tak liczna; ale z drugiej strony należy pamiętać, że Polska należy dziś do świata otwartych granic i nasi obywatele mają pełną swobodę podróżowania. Warto też mieć na uwadze, mało zauważane i dostrzegane, a coraz bardziej narastające zjawisko imigracji do Polski - o tym też chcielibyśmy mówić w muzeum.

 

PAP: Jak już Pani wspomniała, poza krajem mieszka ponad 20 mln Polaków i osób z polskimi korzeniami. Jak z tej ogromnej masy ludzkich biografii wybrać te najciekawsze i najbardziej atrakcyjne dla muzeum? Czy nie jest to misja z góry skazana na niepowodzenie?

 

K.G-M.: W jakimś sensie jest to rzeczywiście zadanie, którego podjęcie nie jest realne. Nie sposób przecież, ze względu na skalę tego zjawiska, pokazać wszystkich losów, nieraz dramatów osób, które zdecydowały się na stałe wyjechać z kraju. Każda taka historia jest inna, wspólne jest jedynie samo doświadczenie wyjazdu.

 

Z jednej strony na wystawie planujemy pokazanie głównych kierunków i ważnych postaci polskiej emigracji. Z drugiej strony - bardzo zależy nam na uwypukleniu faktu, że za tym, co się często dziś ujmuje w statystyki i suche liczby, stoi indywidualna, konkretna ludzka historia, życie przeciętnego Kowalskiego, decydującego się z różnych przyczyn na wyjazd z kraju. W miarę możliwości będziemy starali się zaprezentować motywy, dla których ludzie opuszczali i opuszczają Polskę oraz wszystkie związane z tym emocje i przeżycia.

 

PAP: Czy istnieją na świecie podobne muzea emigracji? Czy mieliście okazję wzorować się na innych instytucjach?

 

K.G-M. Dwa lata temu w Antwerpii (Belgia) powstało muzeum poświęcone emigracji, także jak my wykorzystujące starą infrastrukturę służącą emigrantom. Istnieje nowoczesna placówka w Bremerhaven, tamtejszy port był miejscem tranzytowym dla wielu podróżnych różnych narodowości, udających się w dalszą podróż. W Niemczech podobna placówka działa też w Hamburgu. Poza Europą mamy, nie sposób w tym miejscu nie wspomnieć, bogate w zbiory muzeum na wyspie Ellis Island w Nowym Jorku. Nawiązaliśmy już współpracę z placówką w Bremerhaven - zarówno ich szeroka działalność, jak i sam sposób zorganizowania instytucji kulturalnej może stanowić inspirację. Trwają również pierwsze rozmowy o wspólnym projekcie z Muzeum w Antwerpii. Jesteśmy też członkiem europejskiego stowarzyszenia skupiającego instytucje zajmujące się problematyką migracji – AEMI (Association of European Migration Institutions).

 

PAP: Jaką działalność poza wystawienniczą prowadzi lub planuje Muzeum Emigracji?

 

K.G-M.: To przede wszystkim szeroka działalność kulturalna i edukacyjna: wystawy czasowe, koncerty, pokazy, wykłady, spotkania. W lipcu rusza kino studyjne, planujemy również organizację konferencji i debat związanych z zagadnieniem migracji. Zależy nam na stymulowaniu dyskusji na tematy związane z migracjami we współczesnym świecie. Co istotne, z naszymi projektami chcemy również wychodzić poza obiekt muzealny, w przestrzeń miejską.

 

PAP: Muzeum Emigracji otworzy swoje podwoje 16 maja. Co zobaczy publiczność? Jakie największe niespodzianki czekają na widza w muzeum?

 

K.G-M.: Atrakcji na pewno nie zabraknie. Już na wejściu, w pierwszej przestrzeni przywita zwiedzających kilkumetrowa multimedialna instalacja nawiązująca kształtem do globusa. W tej formie pokażemy skalę dzisiejszej emigracji i znaczenie Polonii i Polaków żyjących za granicą. To będzie wstęp do całej naszej muzealnej opowieści.

 

W przyszłości ważnym elementem wystawy będzie na pewno wielkogabarytowa makieta MS „Batory” (legendarny transatlantyk, który pływał od 1936 do 1969 r. między Gdynią a Ameryką Północną, a później także Azją - PAP), która jest budowana w skali 1:10. Teraz, póki co będzie można wejść niejako za kulisy powstawania tej makiety, obejrzeć z bliska proces jej tworzenia, co też może być nie lada gratką dla zwiedzających.

 

PAP: Czy oprócz wykorzystania nowoczesnych multimediów muzeum będzie też pokazywać eksponaty w tradycyjny sposób, w gablotach?

 

K.G-M.: Jesteśmy bardziej muzeum o charakterze narracyjnym. Multimediów będzie sporo, ale mam nadzieję, że nie zdominują one całości ekspozycji. Historyczne obiekty i przedmioty, które pozyskujemy obecnie do naszych zbiorów będą prezentowane na wystawach czasowych, które pozwalają zaprezentować eksponaty w sposób bardziej dokładny, a widzu skupić się na detalu obiektu. Niezależnie jednak od formy wystaw jedno jest pewne, że temat emigracji jest tak obszerny, że się nigdy nie wyczerpie. To jest jednocześnie ogromne wyzwanie i wielka misja na kolejne lata.

 

Rozmawiał: Robert Pietrzak (PAP)