Jemen: wznowiono naloty na miasto

Jemen: wznowiono naloty na miasto
PAP/EPA/YAHYA ARHAB

Naloty nastąpiły w kilka godzin po wygaśnięciu w niedzielę wieczorem pięciodniowego rozejmu, który miał umożliwić dostarczenie Jemeńczykom pomocy humanitarnej.

Jak powiedział Reuterowi świadek, wybuchy słychać było w pobliżu adeńskiego portu lotniczego oraz w dzielnicach Chor Maksar i Krater.

Szef jemeńskiego MSZ Rijadh Jasin Abdulla tłumaczył agencji Reutera w rozmowie telefonicznej, że arabska koalicja wznowiła ataki, ponieważ milicje Huti i ich sojusznicy naruszyli rozejm. Dodał, że w atakach siły koalicji będą unikały lotniska w Sanie oraz portów morskich w Adenie i Al-Hudajdzie, żeby nadal mogła docierać do ludzi pomoc humanitarna.

Od wtorku koalicja pod wodzą Saudyjczyków oraz milicje Huti przestrzegały w znacznym stopniu rozejmu, mającego pozwolić na dostawy żywności, paliwa i lekarstw dla milionów Jemeńczyków, dotkniętych skutkami wewnętrznego konfliktu zbrojnego i prowadzonych od 26 marca nalotów. Dochodziło jednak do naruszeń zawieszenia broni; np. w sobotę walki toczyły się w Adenie na południu Jemenu, w mieście Taizz w południowo-zachodniej części kraju oraz w muhafazie Marib na północy.

Sprzymierzeni z poprzednim prezydentem Alim Abd Allahem Salahem i wspierani przez Iran bojownicy Huti w styczniu opanowali stolicę Jemenu Sanę, zmuszając prezydenta Abd ar-Raba Mansura al-Hadiego do jej opuszczenia. Hadi ostatecznie schronił się w Arabii Saudyjskiej.

Rzecznik armii, której znaczna część współpracuje z ruchem Huti, z uznaniem powitał w niedzielę żądanie wysłannika ONZ do Jemenu, by rozejm został przedłużony.

Jednak na zorganizowanej w stolicy Arabii Saudyjskiej Rijadzie konferencji w sprawie ustabilizowania sytuacji politycznej Jemenu prezydent Hadi oświadczył, że Huti muszą opuścić miasta jakie zdobyli od czasu wejścia do Sany i że nie pozwoli się na to, by "skorzystali z dobrodziejstwa rozejmu w celu dalszej ekspansji i zabijania cywilów".

(PAP)