Piłkarze ręczni Vive Tauron Kielce mistrzami Polski

Piłkarze ręczni Vive Tauron Kielce zostali mistrzami Polski. W trzecim meczu finałowym pokonali w Płocku Orlen Wisłę 29:28 (14:17) i wygrali rywalizację play off 3-0.

Orlen Wisła: Rodrigo Corrales, Marcin Wichary, Adam Morawski - Zbigniew Kwiatkowski, Michał Daszek 5, Dan Racotea 3, Adam Wiśniewski 4, Maciej Skibiński 1, Valentin Ghionea 4, Kamil Syprzak 3, Jakub Moryń, Angel Montoro 8.

Vive Tauron: Marin Sego, Sławomir Szmal - Piotr Grabarczyk, Michał Jurecki 4, Grzegorz Tkaczyk 3, Tobias Reichmann 1, Piotr Chrapkowski 2, Julen Aguinagalde 2, Karol Bielecki 4, Manuel Strlek, Krzysztof Lijewski 6, Denis Buntic 4, Zeljko Musa, Ivan Cupic 3.

Kary: Orlen Wisła - 6, Vive - 10 min. Sędziowali: Krzysztof Bąk i Kamil Ciesielski. Widzów ok. 4,5 tys.

Płocki zespół do trzeciego spotkania finału przystąpił w bardzo osłabionym składzie. Do kontuzjowanych wcześniej Mariusza Jurkiewicza, Milana Pusicy, Mateusza Piechowskiego, Ivana Nikcevica i Tiago Rochy, po meczach w Kielcach dołączyli Nemanja Zelenovic, który niedawno wyleczył inny uraz, oraz Aleksander Tiumencew. Drużynę na czwartkowy mecz ustalali przede wszystkim... lekarze i fizjoterapeuci, a nie trener Manolo Cadenas.

Gospodarze wyszli na przedmeczową rozgrzewkę w koszulkach z napisem: "czasami nie wiemy z kim walczymy – ale zawsze wiemy dla kogo". Zwykle mecze obu drużyn przyciągają do Orlen Areny komplet kibiców, ale w czwartek po raz pierwszy w historii pojedynków mistrza i wicemistrza Polski na widowni było sporo wolnych miejsc. Część płockich kibiców nie wierzyła w zwycięstwo swojej drużyny.

Początek spotkania był bardzo nerwowy, więcej spokoju zachowali goście, którzy w 15. minucie prowadzili 7:4. Trener Tałant Dujszebajew wpuścił wtedy na boisko drugą szóstkę, a w zespole gospodarzy momentami na parkiecie przebywało pięciu skrzydłowych i kołowy. Mimo eksperymentalnego zestawienia płocczanie w 22. min doprowadzili do remisu 10:10, po czwartej w tej części gry bramce Adama Wiśniewskiego i chyba uwierzyli, że mimo osłabień można powalczyć z Vive. W 23. minucie Orlen Wisła wygrywała 13:11, a na koniec pierwszej połowy odskoczyła na 17:14. Ogromna w tym zasługa Rodrigo Corralesa w bramce oraz Michała Daszka, który brał na siebie obowiązki rozgrywającego i spisał się w tej roli bardzo dobrze.

Druga połowa zaczęła się fatalnie dla gospodarzy. Dwa błędy Daszka i rywale zmniejszyli straty, a po trafieniu Piotra Chrapkowskiego w 33. min było 17:17. Chwilę później Hiszpan Julen Aguinagalde zapewnił im prowadzenie 18:17.

Kolejne minuty były bardzo wyrównane, goście odskakiwali, a miejscowi ich doganiali. Było to możliwe m.in. dzięki znakomitej dyspozycji Hiszpana Angela Montoro, który między 43. a 53. minutą strzelił pięć goli.

W 58. min było 28:28. Bramkę dla Vive strzelił Michał Jurecki, a rzut Daszka obronił znakomicie interweniujący w końcówce Marin Sego, bohater drugiej potyczki finałowej. W odpowiedzi Corrales odbił piłkę po strzale Karola Bieleckiego i przed szansą na wyrównanie stanęli gospodarze. I znów w roli głównej wystąpił chorwacki bramkarz gości, który najpierw odbił rzut Daszka, a sekundę później dobitkę Kamila Syprzaka. Sędziowie wskazali w tej akcji jednak na rzut karny, ale szansę na dogrywkę zmarnował Valentin Ghionea. Sego odbił jego rzut z siedmiu metrów.

(PAP)