Jeżdżą dłuższymi trasami, przestawiają taksometry. Sztuczki nieuczciwych taksówkarzy

- Sposobów oszukania klienta jest tyle ile jest taksówkarzy w W-wie, najprostsza forma jest z tzw. "dopałem", pstryczek jest schowany, w wiadomym miejscu tylko dla taksówkarza, którego klient nie widzi i nie jest w stanie z tym nic zrobić, taksówkarze sobie jedzie i pyka paluszkiem i nabija większą ilość kwotową - powiedział Wojciech, jeden z taksówkarzy.

 

To jeden ze sposobów, by oszukać klienta taksówki. Jeden z wielu. Bo można też zasłaniać wyświetlacz z taryfą. Tym sposobem taksówkarz-oszust wiezie klienta za podwójną stawkę. - Kierujący taksówką zamiast wbijać taryfę druga wbija czwórkę, bo wydaje mu się, że klient jest tak pijany, że nie zwróci na to uwagi i jedzie na czwartej taryfie - dodał Wojciech.

 

Oszustwa są trudne do wykrycia, a kontrole sporadyczne. Dlatego warto być czujnym. - Patrzymy na oznakowanie czy jest napis z urządzeniem taxi, czy jest numer identyfikacyjny, herb miasta, czyli Syrenka, czy jest w środku kasa fiskalna. Nigdy nie możemy zapominać o tym, aby brać paragon, mając paragon możemy domagać się swoich roszczeń - powiedział Bartosz Milczarczyk z Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy.

Tylko w kwietniu strażnicy miejscy skontrolowali ponad 300 taksówek w co drugiej stwierdzono nieprawidłowości. - Często zdarza się, ze mamy do czynienia z osobą która w ogóle nie posiada licencji bądź utraciła ważność, a nadal mimo tego świadczy usługi - powiedziała Monika Niżniak ze Straży Miejskiej.

 

Brak identyfikatora czy brak zdanego egzaminu upoważniającego do wykonywania usług - to najczęstsze grzechy warszawskich taksówkarzy. - Tu przy kontroli tego pojazdu oznakowanie jest prawidłowe, ale jednym z wymogów jest posiadanie identyfikatora i kierowca tego identyfikatora nie posiada - powiedział Alfred Paplak starszy inspektor Straży Miejskiej m.st. Waraszawy.

 

W Warszawie na jedną taksówkę przypada blisko dwustu mieszkańców. Dla porównania - w Berlinie dwa razy więcej. Większa konkurencja i niskie ceny usług sprawiają, że część taksówkarzy montuje nielegalne urządzenia - "pstrykacze", które klik za klikiem podbijają ceny w taksometrze. - Jeżeli pasażer przejechał 15 km wg taryfy będzie miał do zapłacenia za trasę 30 km. Przerobienie urządzenia pomiarowego jest zagrożone karą pozbawienia wolności do dwóch lat - powiedziała Iwona Jurkiewicz z Komendy Stołecznej Policji.

Ale nawet taka kara nie odstrasza taksówkarzy oszustów. Na 15 tys taksówek skontrolowano zaledwie kilkaset.