Duda wygrał obietnicami zmian. Kto i dlaczego w nie uwierzył?

Zmiany - to słowo klucz kampanii prezydenckiej 2015. Sztabowcy Andrzeja Dudy przekonywali Polaków, że to właśnie kandydat PiS - w przeciwieństwie do Bronisława Komorowskiego - jest gwarantem potrzebnych Polsce zmian. - To człowiek kipiący energią, taki prezydent dnia jutrzejszego, prezydent przyszłości, w odróżnieniu od zmęczonego, często czytającego z kartki Bronisława Komorowskiego - powiedział warszawski radny Piotr Guział.
 
Sztab Dudy zarzucał urzędującemu prezydentowi odizolowanie się od społeczeństwa. Teraz ma być inaczej. - Drzwi pałacu będą otwarte, dla inicjatyw społecznych takich z którymi się zgadzam, ale i dla takich, z którymi się nie zgadzam do końca lub zupełnie - mówił Andrzej Duda, prezydent elekt.
 
Obietnice gruntownych zmian były - wbrew pozorom - odważnym posunięciem kandydata Prawa i Sprawiedliwości. Bo jak wykazują badania opinii społecznej Polacy boją się tego, co nieznane. Jednak w przypadku tych wyborów zaważyły głosy szczególnego elektoratu. - PO za długo rządzi w opinii społeczeństwa polskiego, które jest trochę żywiołowe i dla niego 8 lat to jest trochę za dużo - mówiła na antenie Superstacji prof. dr hab. Henryk Domański, socjolog z Polskiej Akademii Nauk.
 
Przez ten czas wszystko, co w życiu politycznym złe, kojarzyło się - zdaniem ekspertów - z rządzącą partią. Dlatego gdy nadszedł ten, który obiecał powiew świeżości - Polacy ruszyli do urn. Nawet, gdy nie do końca przekonały ich zapewnienia Dudy. - Może nie spełnić w 100% wszystkich tych obietnic, ale może je zapoczątkować, to może zrobić na pewno - mówił ekspert do spraw wizerunku Piotr Tymochowicz.
 
O tym, że większość Polaków chce zmian w życiu politycznym, przekonaliśmy się poznając wyniki II tury wyborów prezydenckich. Ale gdy opadnie kurz po fecie w sztabie Andrzeja Dudy, zacznie się realne życie. I sprawdzian Dudy. Bo zmiana lokatora Pałacu Prezydenckiego to dopiero początek obiecywanej rewolucji, w którą - najwyraźniej- uwierzyli wyborcy.